Kinga Piotrowiak-Junkiert

Filolożka polska i węgierska, badaczka literatury, tłumaczka, profesorka w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Członkini Stowarzyszenia Tłumaczy Literatury. Prowadzi konto na Instagramie @dyskretnyurokdrobiazgow, na którym pisze o ulubionych książkach. Kiedy nie pisze, medytuje i piecze. Miłośniczka pływaków żółtobrzeżków. Autorka książki pt. „Węgry. W objęciach Dunaju”, wydanej w 2024 roku przez Wydawnictwo Poznańskie.

 

 

 

 

Dunaj, papryka i opowieści, które łączą – niezwykły wieczór z Węgrami w Radzyniu

Z okazji Dnia Przyjaźni Polsko-Węgierskiej Radzyńskie Stowarzyszenie „Podróżnik” zaprasza na wyjątkowe spotkanie poświęcone kulturze i historii Węgier. Bohaterką wieczoru będzie Kinga Piotrowiak-Junkiert – autorka książki „Węgry. W objęciach Dunaju”. Wydarzenie odbędzie się w poniedziałek, 23 marca 2026 roku, w Pałacu Potockich w Radzyniu Podlaskim (Restauracja Pałacowa) i będzie 58. odsłoną „Radzyńskich Spotkań z Podróżnikami”. Początek zaplanowano na godzinę 17:00, a rozmowę z gościem poprowadzi dziennikarz TVP3 Lublin, Adam Kościańczuk.

 

 

Kinga Piotrowiak-Junkiert jest filolożką polską i węgierską, badaczką literatury, tłumaczką oraz profesorką w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Należy do Stowarzyszenia Tłumaczy Literatury i prowadzi popularny profil na Instagramie @dyskretnyurokdrobiazgow, gdzie dzieli się swoimi literackimi odkryciami. Jej książka „Węgry. W objęciach Dunaju”, wydana w 2024 roku przez Wydawnictwo Poznańskie, to barwna i wciągająca opowieść o kraju nad Dunajem – o jego dziejach, mentalności i codzienności.

Podczas spotkania uczestnicy wyruszą w literacką podróż przez Węgry, podążając tropem historii i anegdot opisanych w książce. Czy średniowieczna mniszka może mieć związek z mostem nad Dunajem? Skąd wzięły się w Budapeszcie dzielnice nazwane imionami konkretnych osób? Dlaczego Freddie Mercury zaśpiewał węgierską pieśń ludową? Odpowiedzi na te pytania – oraz wiele innych zaskakujących ciekawostek – będzie można poznać zarówno z kart książki, jak i bezpośrednio od autorki. Jak podkreśla organizator wydarzenia Robert Mazurek, będzie to niezwykła okazja, by przenieść się w sam środek węgierskiej kultury, usłyszeć o jej najbardziej fascynujących aspektach i posłuchać osobistych doświadczeń z podróży.

Węgrzy – jak głosi popularne powiedzenie – wynaleźli niemal wszystko, co ułatwia nam codzienność: długopis, Excela i kolorowy telewizor. To dzięki nim możemy układać kostkę Rubika, sięgać po marcepanową świnkę czy delektować się włoskim espresso. Węgierski temperament, pełen animuszu i namiętności, widoczny jest zarówno w burzliwej historii kraju, jak i w rytmie dnia jego mieszkańców. „Węgry. W objęciach Dunaju” zapraszają do odkrywania Budapesztu – miasta, które potrafi powracać w snach przez długie lata – a także wsi z bezkresnymi polami słoneczników. W opowieściach nie zabraknie Balatonu, gorących źródeł, żywiołowej muzyki ludowej, w której śpiew i taniec urastają niemal do rangi sportu narodowego, oraz kuchni dowodzącej, że droga do serca rzeczywiście prowadzi przez żołądek.

Spotkanie będzie doskonałą okazją do rozmowy o Węgrzech, do zadawania pytań i wspólnej dyskusji o książce oraz kulturze tego kraju. Wstęp jest wolny, dlatego zaproszenie kierowane jest do wszystkich miłośników podróży, literatury i historii. To szansa na inspirujące spotkanie i spojrzenie na Węgry z nowej perspektywy.

Patronat honorowy nad 58. edycją „Radzyńskich Spotkań z Podróżnikami” objęli Marszałek Województwa Lubelskiego Jarosław Stawiarski oraz Starosta Radzyński Szczepan Niebrzegowski. Wydarzenie wspierają sponsorzy: Nadleśnictwo Radzyń Podlaski, Bank Spółdzielczy w Radzyniu Podlaskim oraz TfN Biuro Dokumentacji Środowiskowej w Radzyniu Podlaskim. Finansowo przedsięwzięcie wspomagają Miasto Radzyń Podlaski i Powiat Radzyński. Patronat medialny sprawują: ogólnopolski magazyn „Kontynenty”, „Turysta PTTK”, TVP3 Lublin, Radio Lublin, Katolickie Radio Podlasie, „Dziennik Wschodni”, „Echo Katolickie”, „Słowo Podlasia”, „Wspólnota Radzyńska”, „Informator Powiatowy” oraz portale Lublin112.pl, Podlasie24.pl, Podlaski.info, RadzynInfo.pl i Kocham Radzyń Podlaski.

 

Data publikacji: 21.02.2026 r.

 

 

Przez żołądek i ucho do serca Węgier

Wywiad Roberta Mazurka z Kingą Piotrowiak-Junkiert, autorką książki „Węgry. W objęciach Dunaju”

 

 

Na samym początku książki „Węgry. W objęciach Dunaju” napisałaś, że od najmłodszych lat byłaś skazana na ten kraj...

Moja węgierska przygoda rozpoczęła się ponad 40 lat temu, jeszcze zanim nauczyłam się czytać i pisać. Na Węgrzech spędziłam pół dzieciństwa (drugie pół w Polsce), tam poznałam wspaniałą kuchnię i muzykę, poznałam wyjątkowych ludzi, a po latach Węgry, a zwłaszcza tamtejsza literatura, stały się głównym obszarem moich badań. Nie pamiętam czasów sprzed „ery Węgier”. Zawsze były drugim domem.

Dlaczego Dunaj jest tak wyjątkowy, że umieściłaś go w tytule swojej książki?

Podtytuł mojej książki wziął się z wiersza „Nad Dunajem” Attili Józsefa, wybitnego XX-wiecznego poety. W Dunaju widać całe Węgry, jego historię i burzliwe dzieje. Dunaj przepływa przez stolicę, łącząc Budapeszt z innymi stolicami położonymi nad tą królewską rzeką. Dunaj do także symbol wspólnoty i niemy bohater wielu legend. Przypomina Węgrom, że są częścią większej całości. Trudno byłoby opowiedzieć o stolicy i państwie bez wspomnienia o roli tej rzeki. Pojawia się w setkach wierszy i piosenek.

Dunaj ma także mroczniejszą stronę, jako miejsce wielu tragedii i zbrodni...

To prawda, piszę o tym w książce. Dobrze jest poznać historię Węgier z wielu stron. Majestatyczny Dunaj, którego piękno opiewali poeci, stał się świadkiem rozstrzeliwań Żydów w 1944 roku. Zawsze zachęcam do zrobienia spaceru po obu stronach rzeki. Jeśli zatrzymamy się przy każdym nazwisku widniejącym na tabliczkach znakujących kolejne części nabrzeża, poznamy różne oblicza historii miasta i kraju. W pobliżu Parlamentu znajdują się Buty nad Dunajem Cana Togaya i Gyuli Pauera, jeden z najbardziej przejmujących pomników, upamiętniających ofiary nazistowskiej przemocy.

Napisałaś, że Budapeszt jest najpiękniejszym miastem Dunaju. Co sprawia, że jest taki wyjątkowy?

To słowa Claudio Magrisa. Każdy, kto przyjedzie do Budapesztu od razu zrozumie, dlaczego włoski eseista napisał to zdanie. Stolica Węgier zachwyca architekturą, którą można podziwiać z Góry Gellerta i innych wzniesień. Piękne mosty spinają szeroki Dunaj, po obu stronach nabrzeża ciągną się dumne sylwetki budowli, pałaców, kościołów, corso i Zamku Królewskiego. A do tego dachy tysięcy domów i gwar.

Jaka jest Buda, a jaki Peszt? Czy coś różni te części miasta?

Oczywiście, kiedyś były od siebie niezależne. Połączyły się dopiero w 17 listopada 1873 roku. Do dzisiaj widać różnice między nimi. Te najbardziej oczywiste wynikają z ukształtowania terenu: Buda jest górzysta, Peszt zupełnie płaski. Buda jest cicha, elegancka, przytulna, uzdrowiskowa, a Peszt głośny, w wiecznym pędzie. Idealnie się uzupełniają i każdy znajdzie w nich coś dla siebie.

Akcja książki „Chłopcy z Placu Broni”, którą czytał chyba każdy z nas, rozgrywa się w stolicy Węgier. Jakie jest znaczenie tej powieści w kulturze węgierskiej i o czym tak naprawdę jest ta książka?

Powieść młodzieżową Ferenca Molnára zna chyba połowa ludzkości, bo przekłady słynnej książki dotarły do odległych krańców globu. Historia przyjaźni, lojalności i bohaterstwa okupionego śmiercią od ponad wieku pokazuje, że najważniejsza jest wierność podstawowym zasadom, że warto być przyzwoitym. Molnár uwiecznił w swoim dziele Węgry z czasów dzieciństwa i podkreślił znaczenie różnorodności społecznej, w tym etnicznej i narodowej. Nie wszyscy dzielni mieszkańcy ulicy Pawła byli Węgrami, a jednak nie wahali się stanąć w obronie placu. Opisuję to szerzej w książce.

Złośliwi twierdzą, że na Węgrzech prowincja to wszystko, co nie jest Budapesztem. To prawda?

Coś w tym jest, bo co szósty mieszkaniec Węgier mieszka w Budapeszcie. Pamiętajmy, że w kraju nie ma drugiego tak dużego miasta jak Budapeszt. Stolicę Węgier odwiedza rocznie kilkanaście milionów turystów, a prowincję ci, którzy wiedzą, że kryje ona prawdziwe skarby – unikatową kulturę ludową, przyrodę i upragniony spokój.

Wielu myśli, że Węgry to kraj równin. Jakie tereny i krajobrazy są dla Ciebie najpiękniejsze?

Na Węgrzech znajdziemy bardzo dużo tras do wspinaczki i spacerów po terenach wyżynnych. Wystarczy spojrzeć na mapę kraju, żeby zobaczyć, że – wbrew pozorom – część nizinna wcale nie zdominowała terenu. Mam wiele ulubionych miejsc, ale kiedy tęsknię za Węgrami, marzę o przepłynięciu Balatonu z portu w Siófok do Tihany. To niby zwykła i dobrze znana trasa, ale przecinanie szmaragdowej tafli jeziora w upalny dzień zawsze kończy się obiadem na wąskich uliczkach za opactwem i pysznym rosé z syropem z lawendy.

Wielu zapewne zdziwi, że papryka jest owocem. Skąd wziął się jej fenomen na Węgrzech?

Papryka przypłynęła do Europy zza oceanu i dość szybko zorientowano się, że może służyć nie tylko za ozdobę salonów (jako atrakcyjna roślina doniczkowa), ale przede wszystkim doskonale nadaje się do wyrazistych sosów i jako baza do dań. Ten owoc kocha glebę bogatą w minerały (najlepiej wulkaniczną) i stałe, wysokie temperatury, czyli dokładnie to, co oferuje południe Węgier. Dzisiaj, kiedy pytam ludzi, z czym kojarzą im się Węgry, od razu wskazują paprykę. Kto choć raz skosztował węgierskiej kuchni, rozumie, że bez papryki nie byłoby pewnie połowy słynnych dań, w tym aromatycznej i pikantnej zupy gulaszowej („gulyásleves”).

Napisałaś w książce, że podobno Węgrzy wymyślili prawie wszystko, bez czego trudno żyć: długopis, Exela i kolorowy telewizor. Bez nich nie ułożylibyśmy też kostki Rubika i nie zjedlibyśmy marcepanowej świnki. Nie wmówisz mi jednak, że to oni wymyślili włoskie espresso...

Historię espresso opisałam szczegółowo w książce i nie chcę zdradzać szczegółów, ale informacja o tym, że to nie Włosi wpadli na pomysł przyrządzania kawy, z której słyną, opisano nawet w jednej z najpiękniejszych książek o włoskiej kuchni „Italia na talerzu”. Pamiętajmy, że włoska kawa smakuje inaczej niż węgierska, bo ta ostatnia jest mocniejsza i gęstsza.

A jak wygląda Twój rytuał picia kawy na Węgrzech?

Szczegóły zdradzam w książce, ale mogę powiedzieć, że każdy przyjazd na Węgry rozpoczyna się w momencie, kiedy mogę w spokoju usiąść przy stoliku w jednej z ulubionych kawiarni i zamówić czarną jak noc kawę. Smak węgierskiej kawy jest niepowtarzalny, a do tego dochodzi jeszcze sztuka kelnerowania. Podanie maleńkiej filiżanki na srebrnej tacy to najlepsza uwertura do wszystkiego, co wydarzy się później.

Język węgierski budzi wiele mitów. Jakie wyzwania niesie jego nauka?

Język węgierski, w odróżnieniu od większości języków europejskich, jest językiem aglutynacyjnym, czyli informacje gramatyczne (takie jak rodzaj, osoba, liczba, okolicznik miejsca, narzędnik itd.) znajdziemy w konkretnych „cząstkach” dołączanych do trzonu wyrazu. Przypomina to pociąg, który składa się z wagonów przyczepionych do lokomotywy. Zawsze wiemy, gdzie jest początek, a resztę musimy skomponować sami. Studenci rozpoczynający przygodę z nauką języka węgierskiego muszą zmienić swoje nawyki i przyzwyczaić się do innego sposobu budowania zdań i tworzenia przypadków. Do tego dochodzi intonacja, bo węgierski jest bardzo śpiewny, samogłoski i spółgłoski, których nie ma w polszczyźnie, pamiętanie o akcencie inicjalnym (przypadającym na pierwszą sylabę)... Nie znam osoby, która nie podnosi brwi, kiedy dowiaduje się, że ktoś zna ten język, bo węgierski uchodzi za jeden z najtrudniejszych języków. Początki bywają trudne, ale gwarantuję, że można się go nauczyć.

Podaj jedną cechę, która opisuje Węgrów. Czy jest to cecha, którą dostrzegłaś po przyjeździe na Węgry?

Nie wiem, czy umiałabym ograniczyć się do jednej cechy. Na pewno są bardzo życzliwi i sympatyczni. Chętnie pomogą z ciężką walizką, wskażą drogę, przytrzymają drzwi, ustąpią miejsca w metrze. I lubią ze sobą rozmawiać, bo kochają swój język.

Węgrzy lubują się w przyrodzie, opisują ją w wierszach, śpiewają o niej. Dlaczego jest ona dla nich taka ważna?

Myślę, że ma to związek z ich wrażliwością i spokojnym trybem życia. Zachwyt nad przyrodą i pisanie o niej biorą się z tego, że Węgrzy lubią przebywać na łonie natury, lubią wycieczki krajoznawcze, a przede wszystkim należą do narodów opierających swoją gospodarkę na rolnictwie. Elementy przyrody znajdziemy wszędzie, w tym także na słynnych wzorach haftów ludowych.

O czym myślisz, słysząc „Węgry”?

To zależy od kontekstu wypowiedzi, ale najczęściej myślę o tym, że najwyższa pora spakować plecak i pojechać na kilka dni, żeby popracować w bibliotece, kupić górę książek, odwiedzić ulubione kąty i zajrzeć do cioci Icy na „bodzaszörp”, czyli syrop z czarnego bzu.

Uważam, że twoja książka „Węgry. W objęciach Dunaju” to lektura obowiązkowa dla wszystkich pragnących odwiedzić ten kraj. Co chciałabyś przekazać osobom, które nie znają Węgier, a co tym, którzy byli w nich wielokrotnie?

Każdy, kto zdążył poznać Węgry, wie, że to kraj o wielkim uroku, w którym bez trudu napotkamy ślady dawnych czasów. Dostrzeżemy ich więcej, jeśli sięgniemy po książki prezentujące kulturę i historię Węgier. Zawsze zachęcam też do czytania literatury węgierskiej, która obfituje w prawdziwe arcydzieła, bo Węgrzy świetnie piszą. Ten, kto planuje odwiedzić Węgry po raz pierwszy, niech koniecznie spróbuje lokalnych przysmaków i posłucha węgierskiej muzyki. Przez żołądek i ucho do serca.

Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia w Radzyniu Podlaskim.

Dziękuję, do zobaczenia!

 

Data publikacji: 17.02.2025 r.

 

 

W objęciach Dunaju i ludzkiej życzliwości

Historia, smak, zapach i emocje – taką podróż bez ruszania się z miejsca przeżyli uczestnicy 58. odsłony „Radzyńskich Spotkań z Podróżnikami”. 23 marca 2026 roku w Pałacu Potockich w Radzyniu Podlaskim gościła Kinga Piotrowiak-Junkiert – badaczka literatury i autorka książki „Węgry. W objęciach Dunaju”. Spotkanie stało się wielowymiarową opowieścią o Węgrzech – ich historii, codzienności, kuchni, wynalazkach i ludziach.

 

 

Wydarzenie odbyło się dokładnie w Dniu Przyjaźni Polsko-Węgierskiej i przyciągnęło licznych słuchaczy. Spotkanie otworzył prezes Radzyńskiego Stowarzyszenia „Podróżnik” Robert Mazurek, który przypomniał, że planowano je już rok wcześniej. Jak zaznaczył, mimo przesunięcia terminu warto było uzbroić się w cierpliwość.

– Na dobre rzeczy warto poczekać. Autorka zabierze nas w podróż przez historię, mentalność i codzienność kraju nad Dunajem – zapowiedział.

Rozmowę poprowadził Adam Kościańczuk z TVP3 Lublin, często oddając głos autorce, która chętnie rozwijała wątki i dzieliła się zarówno wiedzą naukową, jak i osobistymi doświadczeniami.

Więcej niż gulasz i Balaton

Już na początku Kinga Piotrowiak-Junkiert przyznała, że jej relacja z Węgrami jest wyjątkowa – osobista i naukowa jednocześnie. Opowiadała, że dorastała w Budapeszcie, a później świadomie wróciła do tej kultury jako badaczka. – Właściwie nie pamiętam siebie bez Węgier. A jednocześnie mam wrażenie, że nie wiem o nich niczego – mówiła, dodając, że każda podróż przynosi nowe doświadczenia i zmienia perspektywę. Jej książka „Węgry. W objęciach Dunaju” powstała z potrzeby pokazania tego kraju „od środka” – poprzez emocje, zmysły i doświadczenia codzienności.

Podkreśliła, że Budapeszt i całe Węgry należy czytać „warstwowo” – poprzez historię, architekturę, kulturę, ale też codzienność. Jak mówiła, można zwiedzać je kluczem architektonicznym, filmowym, literackim, a nawet kulinarnym – i każdy z nich odsłania zupełnie inne oblicze kraju.

Autorka poświęciła dużo uwagi architekturze stolicy. Wyjaśniła, że jej obecny wygląd to efekt ambitnego planu z końca XIX wieku, kiedy przygotowywano się do obchodów milenijnych. Twórcy ówczesnej modernizacji postawili na rozmach i estetykę. – To właśnie wtedy znakomita większość budynków została odnowiona lub powstała od nowa. Budapeszt miał być „maksymalistyczny” i olśniewać – piękny w każdym detalu. I taki właśnie jest. To trochę efekt jak w Paryżu: trudno znaleźć miejsce, które by się nie podobało – opowiadała.

Efektem są monumentalne gmachy, szerokie aleje i bogactwo detali, zwłaszcza w stylu secesyjnym, spójność urbanistyczna. Nic nie jest przypadkowe. Jak przyznała, znajomi architekci, których wysłała na „spacer secesyjny”, zamiast czterech planowanych dni zostali w Budapeszcie dwa tygodnie i przyznali, że jedynie „liznęli temat”.

Autorka zwróciła też uwagę na bogactwo stylów – od secesji po wpływy tureckie. Przypomniała, że miasto przez długi czas znajdowało się pod panowaniem osmańskim, czego ślady wciąż są widoczne.

Podczas spotkania nie zabrakło praktycznych wskazówek dla podróżników. – Pierwszego dnia warto spojrzeć na miasto z góry – ze Wzgórza Zamkowego. Drugiego – zgubić się w jego ulicach i zobaczyć prawdziwe życie – radziła. Zachęcała też do spacerów mostami o zmierzchu, kąpieli w basenach termalnych i rozmów z mieszkańcami. – Uśmiech to najlepszy początek rozmowy. Węgrzy bardzo lubią kontakt z ludźmi – podkreśliła.

Dunaj jako punkt odniesienia

Jednocześnie przypomniała o dramatycznych kartach historii zapisanych nad Dunajem. – Jeśli spojrzymy z Wzgórza Zamkowego, widzimy imponującą panoramę miasta – parlament, mosty, Dunaj i harmonijną zabudowę. Gdy zejdziemy nad rzekę – zobaczymy też pamięć o tragedii. To miasto uczy patrzenia wielowymiarowego – podkreśliła, odnosząc się do upamiętniającego ofiary Holokaustu pomnika „Buty na brzegu Dunaju”. – Nazwa wzięła się stąd, że – jak mówią archiwa – po rozstrzeliwanych ludziach, którzy wpadali do rzeki, zostawały tylko buty. Dziś ich potomkowie, odwiedzając to miejsce, wkładają do nich kwiaty albo świeczki. Znajduje się on obok budynku parlamentu. To subtelne, a zarazem wstrząsające miejsce. Chwała i groza istnieją tu obok siebie. Taka perspektywa uczy bardziej świadomego patrzenia na historię – mówiła.

Motyw Dunaju powracał wielokrotnie jako symbol i oś opowieści o Węgrzech. – To rzeka wielu państw, ale dla Węgrów ma znaczenie szczególne – podkreślała K. Piotrowiak-Junkiert.

Przywołała również jedną z najbardziej znanych legend związanych z historią kraju. Opowiadała o koronacji króla Macieja Korwina, która – według przekazów – miała odbyć się na zamarzniętym Dunaju. Jak wyjaśniała, część badaczy podważa wiarygodność tej historii, wskazując na warunki hydrologiczne rzeki, inni jednak dopuszczają taką możliwość. – Niezależnie od tego, czy to wydarzyło się naprawdę, ta opowieść funkcjonuje w wyobraźni Węgrów i jest częścią ich tożsamości – zaznaczyła, dodając, że postać króla Macieja jest na Węgrzech silnie zakorzeniona w węgierskiej pamięci. Jego imię pojawia się w nazwach restauracji, mostów czy instytucji, a także w kulturze popularnej – w latach 80. XX wieku powstała seria bajek o królu Macieju, które do dziś są znane dzieciom i dorosłym. – To władca darzony ogromnym szacunkiem, niemal legendarny bohater – podkreśliła.

Literatura przy kawiarnianym stoliku

Sporo miejsca poświęcono literackiemu życiu Budapesztu. Jak wyjaśniała K. Piotrowiak-Junkiert, kawiarnie były kiedyś czymś znacznie więcej niż miejscem spotkań – stanowiły prawdziwe centra życia intelektualnego. – To były redakcje. Tam się pisało, tam się oddawało teksty, tam się żyło literaturą – mówiła.

Szczególne miejsce w tej opowieści zajęła słynna New York Café. Autorka opisywała ją jako przestrzeń niemal teatralną – pełną złota, luster, marmurów i kryształowych żyrandoli. – To trochę jak wejście do muzeum secesji: wszystko błyszczy, przytłacza, zachwyca – zauważyła.

To właśnie tam tworzyli pisarze i dziennikarze przełomu XIX i XX wieku, m.in. Ferenc Molnár, autor „Chłopców z Placu Broni”. Jak podkreślała, teksty powstawały często w pośpiechu, „na zamówienie”, co nie przeszkadzało im osiągać najwyższego poziomu literackiego, mimo rozgrywających się tam dramatów, konfliktów czy romansów. – Na podstawie wspomnień kelnerów, którzy obserwowali życie bywalców kawiarni, powstawały na ten temat książki – przyznała.
Dodała, że New York Café do dziś cieszy się ogromną popularnością i by dostać się do środka, trzeba uzbroić się w cierpliwość. – Pytanie tylko, czy jesteśmy tak zdeterminowani, żeby odstać godzinę, by napić się kawy w najpiękniejszej kawiarni świata.

Kuchnia: prostota, która wymaga wiedzy

Nie zabrakło także kulinarnych tematów. Autorka tłumaczyła, że choć składniki są proste, klucz tkwi w technice. – Tłuszcz, papryka i mięso – Węgrzy nazywają to świętą trójcą – mówiła. Zaraz jednak dopowiedziała, że najważniejszy jest sposób przygotowania. Wyjaśniła, że papryki nie wolno smażyć na bezpośrednim ogniu, bo staje się gorzka – trzeba ją dodać poza nim, a dopiero potem wrócić do gotowania.

Opowiadała też o kulturze kiszonek i różnorodności dodatków, podkreślając znaczenie octu, w tym mniej znanego octu cytrynowego, oraz o deserach, w których dominują orzechy, kakao i morele. Bo kuchnia węgierska to nie tylko dania wytrawne, ale również niezwykle bogata tradycja cukiernicza. Jak tłumaczyła, wynika ona m.in. z silnych związków z monarchią habsburską i wpływów wiedeńskich. – Budapeszt był wielką metropolią, więc przepływ talentów był ogromny – opowiadała. Wspominała o klasycznych deserach, takich jak tort Dobosza czy tort Eszterházy, zaznaczając przy tym, że wybór jednego ciasta w węgierskiej kawiarni bywa prawdziwym wyzwaniem. – Nie znam osoby, która potrafiłaby szybko zdecydować – dodała z uśmiechem.

Wynalazczość wpisana w naturę

Jednym z najbardziej zaskakujących fragmentów spotkania była lista węgierskich wynalazków. Autorka wymieniała m.in. długopis, kostkę Rubika, kolorowy telewizor, a także rozwiązania informatyczne, takie jak Excel i Word. Wspomniała również o betonie przepuszczającym światło. – Podobno Węgrzy wymyślili prawie wszystko, bez czego trudno żyć – powiedziała pół żartem.

Przywołała także postać Alberta Szent-Györgyiego i jego przełomowego odkrycia dotyczącego witaminy C w papryce, za co otrzymał Nagrodę Nobla. Szczegółowo opisała też historię Ferenca Illy’ego, który – jak podkreśliła – zrewolucjonizował sposób picia kawy przez wynalezienie opakowań próżniowych i ekspresu ciśnieniowego.

Elvis wciąż pamiętany

Poruszono również temat Elvisa Presleya i jego związków z Węgrami. Kinga Piotrowiak-Junkiert wyjaśniała, że postać amerykańskiego muzyka zajmuje w węgierskiej pamięci szczególne miejsce. Wiąże się to z wydarzeniami 1956 roku. Piosenkarz wystąpił w niezwykle popularnym w Ameryce „The Ed Sullivan Show”, gdzie powiedział, że jest bardzo poruszony sytuacją Węgrów, którzy zmagali się z komunistycznym reżimem po stłumieniu powstania przez ZSRR, i poprosił o wsparcie, które przeszło najśmielsze oczekiwania. To właśnie ten gest sprawił, że artysta zapisał się w węgierskiej świadomości. – Do dziś jest tam pamiętany, a w Budapeszcie ma nawet swój pomnik – zaznaczyła.

Autorka wspomniała również, że postać Presleya pojawia się w kontekście filmu Jima Jarmuscha, który – jak zaznaczyła – ma węgierskie korzenie i chętnie sięga po wątki związane z tym krajem.

Więcej niż historia

W rozmowie pojawił się również temat słynnego powiedzenia o przyjaźni polsko-węgierskiej. Autorka wyjaśniała, że choć powiedzenie o „dwóch bratankach” ma złożoną historię, dziś funkcjonuje jako ważny symbol. Podkreśliła znaczenie wydarzeń 1956 roku i pomocy udzielonej przez Polaków. – To zostało zapamiętane – zapewniła, przyznając, że choć współczesne relacje mają inny charakter, nadal są pełne sympatii i wzajemnej życzliwości.

Opowiadając o współczesnych Węgrach, autorka podkreślała ich otwartość i bezpośredniość. Zwracała uwagę, że relacje międzyludzkie są tam intensywne i spontaniczne. – Wsiadają do tramwaju i zaczynają rozmowę – mówiła, dopowiadając, że szczególnie widoczne jest to w podejściu do dzieci – całe otoczenie angażuje się w ich zabawę i opiekę. Z kolei wobec osób starszych okazywany jest duży szacunek.

Dodała też z uśmiechem, że pomoc bywa wręcz „nadmiarowa” – wystarczy chwila, by kilka osób jednocześnie próbowało pomóc z bagażem.

Jej zdaniem właśnie ta codzienna otwartość i gotowość do kontaktu są jedną z najbardziej charakterystycznych cech węgierskiego społeczeństwa.

Na zakończenie Członek Zarządu Powiatu Radzyńskiego Tomasz Stephan wręczył Kindze Piotrowiak-Junkiert tradycyjną karykaturę, a Robert Mazurek – pamiątkowy medal „Radzyńskich Spotkań z Podróżnikami”. Uczestnicy mogli również zdobyć autograf i porozmawiać z autorką.

58. „Radzyńskie Spotkania z Podróżnikami” pokazały, że prawdziwa podróż zaczyna się od opowieści – a Węgry, choć tak bliskie, wciąż czekają na odkrycie.

Patronat honorowy nad 58. edycją „Radzyńskich Spotkań z Podróżnikami” objęli Marszałek Województwa Lubelskiego Jarosław Stawiarski oraz Starosta Radzyński Szczepan Niebrzegowski. Wsparcia udzielili sponsorzy: Nadleśnictwo Radzyń Podlaski, Bank Spółdzielczy w Radzyniu Podlaskim oraz TfN Biuro Dokumentacji Środowiskowej w Radzyniu Podlaskim. Spotkanie zostało zrealizowane przy wsparciu Miasta Radzyń Podlaski i Powiatu Radzyński.

Patronat medialny nad wydarzeniem sprawowały: magazyn „Kontynenty”, „Turysta PTTK”, TVP3 Lublin, Radio Lublin, Katolickie Radio Podlasie, „Dziennik Wschodni”, „Echo Katolickie”, „Słowo Podlasia”, „Wspólnota Radzyńska”, „Informator Powiatowy” oraz portale Lublin112.pl, Podlasie24.pl, Podlaski.info, RadzynInfo.pl i Kocham Radzyń Podlaski.

Jolanta Krasnowska-Dyńka

 

 

Data publikacji: 25.03.2026 r.

 

 

_DSC9015
_DSC9016
_DSC9017
_DSC9020
_DSC9025
_DSC9031
_DSC9032
_DSC9035
_DSC9041
_DSC9043
_DSC9047
_DSC9050
_DSC9055
_DSC9056
_DSC9058
_DSC9060
_DSC9061
_DSC9062
_DSC9063
_DSC9064
_DSC9065
_DSC9066
_DSC9067
_DSC9068
_DSC9069
_DSC9071
_DSC9072
_DSC9073
_DSC9074
_DSC9075
_DSC9076
_DSC9077
_DSC9078
_DSC9079
_DSC9080
_DSC9081
_DSC9083
_DSC9086
_DSC9089
_DSC9095
_DSC9102
_DSC9105
_DSC9107
_DSC9110
_DSC9113
_DSC9114
_DSC9116
_DSC9117
_DSC9118
_DSC9119
_DSC9128

 

 

 

 

„Węgry. W objęciach Dunaju”

Rok wydania: 2024

 

 

Co wspólnego ma średniowieczna mniszka z mostem na Dunaju?

Dlaczego w Budapeszcie dzielnice noszą imiona konkretnych ludzi?

Czemu Freddy Mercury śpiewał węgierską piosenkę ludową?

Podobno Węgrzy wymyślili prawie wszystko, bez czego trudno żyć: długopis, Excela i kolorowy telewizor. Bez nich nie ułożylibyśmy kostki Rubika, nie zjedlibyśmy marcepanowej świnki i nie wypilibyśmy włoskiego espresso. Węgierska egzystencja opiera się na animuszu i namiętności. Nie trzeba szukać daleko, wystarczy spojrzeć na barwną i burzliwą historię kraju, którego mieszkańcy żyją w ciągłym rozdarciu pomiędzy tęsknotą za wielkim światem a miłością do prowincji i tradycji.

Ta książka to zaproszenie do wędrówki uliczkami Budapesztu – miasta, które potrafi śnić się latami, i na węgierską wieś, do krainy niekończących się pól słoneczników. Nie zabraknie też słynnego Balatonu, gorących źródeł, wpadającej w ucho muzyki ludowej, która sprawia, że na Węgrzech śpiew i taniec są niczym sport narodowy, oraz papryki, bo przecież węgierska kuchnia to najlepszy dowód na to, że Węgry docierają do serca przez... żołądek.

Źródło: https://wydawnictwopoznanskie.pl/