Marta Dziok-Kaczyńska

Gdańszczanka z urodzenia, autorka znana w internecie jako Riennahera. Prowadzi blog oraz podcast „Korespondencja z Londynu”, w którym opowiada o różnych aspektach życia w Zjednoczonym Królestwie, a także aktywnie działa w mediach społecznościowych. W Wielkiej Brytanii mieszka od 2006 roku. Studiowała historię i filmoznawstwo na Uniwersytecie w Glasgow, specjalizując się w średniowiecznej kulturze dworskiej. Przez wiele lat pracowała w brytyjskiej prasie, a obecnie pisze dla portalu MyPolska.UK. Jest autorką książki urban fantasy „Elfy Londynu” (2023) oraz „Anglia. Czas na herbatę” (2025). Mieszka w londyńskiej dzielnicy Islington z mężem i dwiema córkami. Lubi elfy i dinozaury, kolekcjonuje zabytkowe kucyki Pony oraz whisky.

 

 

 

 

Anglia herbatą pachnąca – spotkanie z Martą Dziok-Kaczyńską w Radzyniu

Radzyńskie Stowarzyszenie „Podróżnik” serdecznie zaprasza na wyjątkowe spotkanie z Martą Dziok-Kaczyńską, autorką książki „Anglia. Czas na herbatę”, znaną blogerką i podcasterką, która od lat mieszka w Londynie i z pasją opowiada o brytyjskiej kulturze, historii oraz codziennym życiu na Wyspach. Spotkanie odbędzie się w środę, 9 kwietnia 2025 roku, o godzinie 18:00 w Bistro Wrząca Woda w Radzyniu Podlaskim przy ulicy Armii Krajowej 36/U1. Wydarzenie stanowi 55. edycję „Radzyńskich Spotkań z Podróżnikami”, cyklu, który od lat przybliża mieszkańcom niezwykłe historie i doświadczenia ludzi związanych z podróżami.

 

 

Wieczór będzie nie tylko okazją do rozmowy o książce, ale także do poznania Anglii z perspektywy kogoś, kto mieszka tam od niemal dwóch dekad i potrafi uchwycić zarówno jej niezwykły urok, jak i skomplikowaną codzienność. Autorka zabierze uczestników w podróż po kraju, który dla wielu Polaków stał się nowym domem, ale wciąż pozostaje pełen kontrastów i nieoczywistych tajemnic. Opowie o angielskich tradycjach, mentalności mieszkańców, społeczeństwie, które zmaga się z dziedzictwem brexitu, a także o miejscach, które warto odwiedzić, aby zrozumieć specyfikę brytyjskiego życia. Będzie to także podróż przez wieki – od czasów świetności imperium po współczesność, w której Anglia wciąż pozostaje krajem intrygującym i pełnym sprzeczności.

– Podczas spotkania, które odbędzie się w kameralnej atmosferze przy filiżance angielskiej herbaty, zapraszam do swobodnej rozmowy i zadawania pytań. To doskonała okazja, by dowiedzieć się więcej o kulisach powstawania książki, codziennym życiu w Londynie, a także o osobistych doświadczeniach autorki, która od lat dzieli się swoimi spostrzeżeniami na blogu i w mediach społecznościowych – powiedział nam Robert Mazurek, pomysłodawca i organizator „Radzyńskich Spotkań z Podróżnikami”.

Marta Dziok-Kaczyńska to gdańszczanka z urodzenia, a londynka z wyboru. Studiowała historię i filmoznawstwo na Uniwersytecie w Glasgow, specjalizując się w średniowiecznej kulturze dworskiej. Przez wiele lat pracowała w brytyjskiej prasie, a obecnie związana jest z portalem MyPolska.UK. Jest autorką książek „Elfy Londynu” oraz „Anglia. Czas na herbatę”, prowadzi popularny podcast „Korespondencja z Londynu”, w którym opowiada o różnych aspektach życia w Zjednoczonym Królestwie, a także aktywnie działa w mediach społecznościowych. Mieszka w londyńskiej dzielnicy Islington z mężem i dwiema córkami, a prywatnie pasjonuje się historią, literaturą fantasy i kolekcjonowaniem zabytkowych figurek My Little Pony.

Honorowy patronat nad wydarzeniem objęli Marszałek Województwa Lubelskiego Jarosław Stawiarski oraz Starosta Radzyński Szczepan Niebrzegowski. Sponsorem spotkania są firma Master, PSB Mrówka i Bank Spółdzielczy w Radzyniu Podlaskim a patronat medialny sprawują ogólnopolski magazyn „Kontynenty”, TVP3 Lublin, Radio Lublin, Katolickie Radio Podlasie, Echo Katolickie, Słowo Podlasia, Wspólnota Radzyńska oraz portale internetowe Podlasie24, Podlaski.info i Kocham Radzyń Podlaski.

Więcej informacji na temat wydarzenia można znaleźć na stronie internetowej „Radzyńskich Spotkań z Podróżnikami” pod adresem www.podroznik-radzyn.pl oraz na profilu Facebook: www.facebook.com/radzyn.spotkania

Wstęp na spotkanie jest wolny. Serdecznie zapraszamy wszystkich miłośników podróży, kultury i dobrej literatury na wieczór pełen inspirujących opowieści.

 

Data publikacji: 27.03.2025 r.

 

 

Herbata zaczynała swoją karierę jako napój arystokracji

Wywiad Roberta Mazurka z Martą Dziok-Kaczyńską, autorką książki „Anglia. Czas na herbatę”

 

 

Twoja książka „Anglia. Czas na herbatę” to przewodnik czy bardziej osobista opowieść o życiu w Wielkiej Brytanii?

Zdecydowanie bardziej to drugie. Nie ma tutaj przewodnikowych treści, poza jednym rozdziałem, w którym polecam najpiękniejsze moim zdaniem zakątki Anglii. Jest za to sporo moich doświadczeń i subiektywnych ocen. Starałam się też zamieścić sporą dawkę historii.

Skąd wzięło się Twoje zainteresowanie Anglią? Czy to była miłość od pierwszego wejrzenia?

Zdecydowanie nie. Po przeprowadzce z dużego miasta, jakim jest Glasgow, do małego miasteczka w angielskim hrabstwie Surrey, przeżyłam szok kulturowy. Sama pochodzę z Gdańska, zbliżonego wielkością do Glasgow i przestawienie się na inny tryb życia było ciężkie. A Londyn z kolei wydawał mi się zbyt przytłaczający. Zajęło mi trochę czasu, żeby się odnaleźć.

Co Cię najbardziej zaskoczyło, kiedy po raz pierwszy przyjechałaś na Wyspy?

To, że tylko jakiś procent ludności używa angielskiego, znanego z kaset na lekcji angielskiego. Pierwszą moją stycznością z Wielką Brytanią była Szkocja, znana z mocnego akcentu i nie mogłam na początku uwierzyć, że to też angielski. Wydawało mi się, że wszyscy są Niemcami. Po latach nie miałam już problemu ze zrozumieniem Szkotów i obecnie uwielbiam te mniej typowe akcenty.

Jak zmieniało się Twoje spojrzenie na Anglię przez lata?

Myślę, że długo czułam, że Szkocja jest mi bliższa, a Anglia to trochę „wróg”. Zajęło mi sporo czasu, żeby ją docenić. Choć wciąż czuję bliskość i podziw dla Szkotów, Walijczyków czy wojujących z okupantem Irlandczyków, to doceniam i zalety angielskości.

Czy Londyn to dla Ciebie esencja Anglii, czy zupełnie inny świat?

Londyn jest państwem w państwie. Na pewno tworzy własne uniwersum, zrozumiałe dla swoich mieszkańców. Ale też nie ma jednej „prawdziwej” Anglii. Inna jest północ, południe, inaczej żyje się w miastach, a inaczej na wsiach. Ba, nawet w różnych dzielnicach Londynu można mieć zupełnie różne doświadczenia związane ze stylem życia.

Mówi się o podziałach między północą a południem Anglii. Czy są one rzeczywiście tak wyraźne?

Tak, bardzo. Wynika to z historii. Na południu rozwijały się instytucje władzy, tutaj też było centrum kulturalno-polityczne. Północ zaś industrializowała się i rozwijała przemysł. Co oznaczało niestety, że kiedy przemysł upadł, poniosła ekonomiczne i społeczne koszty tej przemiany.
Różny charakter tych części kraju wpłynął też długofalowo na pewne cechy mieszkańców, co potwierdzają badania. Północ jest bardziej życzliwa w życiu codziennym, natomiast południe – bardziej tolerancyjne. Na północy większe znaczenie miały wspólnoty, bo ludzie musieli bardziej się wspierać, z kolei południe przoduje w indywidualizmie, ale i sumienności. To oczywiście wyniki statystyczne.

Wielka Brytania jest krajem wielokulturowym – jak ta różnorodność wpływa na codzienne życie?

Sama mam pozytywne doświadczenia, bo zarówno na studiach jak i w pracy, łatwo było mi wejść w nowe środowisko i czułam się życzliwe przyjęta. Podobnie czujemy się w przypadku szkoły córek – chodzą do niej dzieci z 92 różnych narodowości, a mimo to wspólnota szkolna jest zgrana i przyjacielska. I nikomu nie przeszkadza, że w jasełkach występowały dzieci wszelkich religii, a festyn bożonarodzeniowy organizuje muzułmanka. Dzieciaki uczą się o wszystkich religiach, bez wskazywania kto ma rację. Dostrzegam jednak, że jako osoba z wyższym wykształceniem zdobytym na miejscu i o białym kolorze skóry, miałam w tym społeczeństwie pewne fory. I nie będę udawać, że wszyscy będą mieć takie same doświadczenia. Ani, że nie istnieje rasizm i nie ma żadnych tarć. Natomiast w moim codziennym życiu i okolicy ich nie czuję i nie obserwuję.

Jak Anglicy postrzegają Polaków? Czy stereotypy nadal mają wpływ na relacje między naszymi narodami?

Z mojego doświadczenia, typowi Anglicy raczej cenią Polaków jako ciężko pracujących specjalistów. Polskie ekipy budowlane mają najczęściej lepszą renomę niż brytyjskie. Myślę, że polski hydraulik, mechanik czy osoba sprzątająca to marka sama w sobie. Oczywiście pewnie wolelibyśmy być widziani jako wybitni naukowcy czy artyści niż hydraulicy, ale i to się zmienia. Polacy są obecni w wielu miejscach, w tym w mediach i na uczelniach, i odnoszą sukcesy. Obok hydraulika marką jest też na przykład polski programista.

Wspominasz o brytyjskiej uprzejmości i dystansie – jak Polacy odnajdują się w tej kulturze?

Często wydaje im się, że codzienne formy grzecznościowe są zakłamaniem. Sama bardzo je lubię. Nie obchodzi mnie, co kto o mnie mówi za plecami, jeśli na co dzień mam z nim spokój. Wiem jednak, że sporo osób napływowych, nie tylko zresztą Polaków, nie lubi słynnego „how are you”, na które odpowiedzą wcale nie ma być prawda o naszym aktualnym stanie życia, tylko krótkie „alright, and you?”.

Picie herbaty to niemal narodowy rytuał Brytyjczyków. Czy ten zwyczaj wciąż ma duże znaczenie?

Nie wiem czy w ogóle nazwałabym to rytuałem, ta herbata po prostu jest wszędzie i pije się ją często i przy każdej okazji. Herbata zaczynała swoją karierę jako napój arystokracji, stopniowo zdobywając uznanie niższych klas społecznych. W XIX wieku trafiła „pod strzechy”, ponieważ stała się w Imperium Brytyjskim tania, podobnie jak cukier. Można było ją też parzyć więcej niż raz i smakowała dobrze, a z mlekiem i cukrem dostarczała robotnikom trochę kalorii.
Do dzisiaj zresztą dostarcza. Przerwa na herbatę w pracy jest aktualnym zwyczajem. W biurach, gdzie pracowałam, często robiło się herbatę dla całego zespołu i znakomicie znało się indywidualne preferencje współpracowników. Bo każdy parzył codziennie jedną „kolejkę”. Co oznaczało codzienną konsumpcję od kilku do czasem prawie dziesięciu filiżanek...

Jak wygląda prawdziwy angielski pub? Czy faktycznie to miejsce, gdzie znikają wszelkie konwenanse?

Wciąż obowiązuje kultura osobista, poszanowanie drugiego człowieka i zwykła przyzwoitość. Pub to nie pieczara smoka. Ale można tam zupełnie luźno porozmawiać z obcymi ludźmi i nikt nie uzna tego za dziwaczne.
Pub jest miejscem, gdzie można pójść na spotkanie biznesowe, randkę, a nawet z dziećmi na obiad. Ogląda się tu mecze, czasem gra muzyka na żywo, gdzie indziej będzie organizowany wieczorem poetycki.
W pubie pije się alkohol, owszem, ale jednocześnie nie jest w dobrym tonie upijanie się. Bo ma to być miejsce bezpieczne i przyjazne.

Co najbardziej fascynuje Cię w angielskim humorze? Czy rzeczywiście jest tak specyficzny?

Jest dużo bardziej cięty, ale też w stosunku do osoby go używającej. Owszem, osobiste docinki to element brytyjskiego humoru, ale Anglik, ani w ogóle Brytyjczyk, musi mieć też dystans do siebie i być gotowym na przyjęcie humorystycznej krytyki. Branie siebie zbyt poważnie i obrażanie się to śmiertelny grzech.

Czy mit o kiepskiej brytyjskiej kuchni jest prawdziwy? A może jest w niej coś, co naprawdę warto docenić?

Kuchnia brytyjska nie może równać się z wyrafinowaniem kuchni francuskiej czy smakami Włoch, ale trzeba brać poprawkę, że ich klimat i dostępne produkty są z innych światów. Ale już z kuchnią skandynawską czy niemiecką – jak najbardziej. I nie jest od nich tak bardzo odległa.
Jak dla mnie Sunday Roast, czyli niedzielna pieczeń z warzywami, English breakfast czy bułeczki scones są pyszne. Nie są wyrafinowanymi daniami, tak jak kotlet z ziemniakami i kapustą nie jest szczytem finezji, co jednak nie oznacza, że nie je się ich z przyjemnością.

Podobno Brytyjczycy przywiązani są do biurokracji i zasad. Jak to wygląda w praktyce?

Załatwienie wielu rzeczy trwa bardzo długo, bo sprawa musi przejść przez ileś osób decyzyjnych, albo jest skomplikowana wielopoziomowa procedura załatwiania spraw. Dla osoby wpadającej do kraju na chwilę nie będzie to specjalnie odczuwalne, ale po latach pracy, aplikacji na obywatelstwo czy przy zakupie mieszkania, a obecnie w kontaktach z władzami dzielnicy odnośnie wielkiego remontu okolicy – mam całkiem spory przekrój takich procesów. Jednocześnie, są one żmudne i nudne, ale nie tak nieprzyjazne jak to co słyszę o Francji.
Często przy okazji różnych spotkań czy wydarzeń mówi się najpierw o sprawach organizacyjnych, jak to, gdzie są wyjścia ewakuacyjne albo punkt zbiórki w przypadku pożaru.
Brytyjczycy kochają się organizować – nawet nasz szkolny komitet rodzicielski musi być zarejestrowany jako organizacja charytatywna i rozliczać się ze zbiórek pieniędzy ze szkolnych festynów. Nawet takie małe instytucje nie mogą działać „na gębę”. Natomiast nie uważam, że to jest zawsze zło. A założenie działalności w Wielkiej Brytanii jest zaskakująco szybkie i łatwe.

Brexit był dużym wydarzeniem – jak wpłynął na życie Polaków mieszkających w Anglii?

Wiem, że wiele osób zdecydowało się na powrót do Polski. Wciąż jest nas tu jednak około 700-800 tysięcy. Jesteśmy największą mniejszością w Wielkiej Brytanii.
Na pewno nie ma już tych możliwości dla nowych przyjezdnych, które były otwarte dla mnie. Jednak, szczerze mówiąc, moje życie codzienne niespecjalnie się zmieniło.

Czy z perspektywy czasu Brytyjczycy uważają, że Brexit był dobrą decyzją?

Nie znam nikogo, kto by tak uważał. Nawet Dominic Cummings, jeden z architektów Brexitu, tak nie uważa. Partia Konserwatywna w poprzednich wyborach bardzo omijała ten temat, wiedząc, że nie ma zupełnie się czym chwalić.

Jak wygląda obecny stosunek Anglików do monarchii? Czy śmierć królowej Elżbiety II coś zmieniła?

Królowa była ikoną, dla której szacunek mieli nawet przeciwnicy monarchii. Łączyła współczesność ze światem przeszłości, spotkała przecież na przestrzeni dekad wiele czołowych postaci światowej polityki i kultury. Oni odchodzili, a ona trwała. Jej następcy nie mają tego atutu i nie wywołują aż takiej sympatii i szacunku. Chociaż William i Kate wciąż są powszechnie lubiani.

Jakie miejsce w Anglii zrobiło na Tobie wrażenie, a jakie przyniosło największe rozczarowanie?

Stonehenge to największe rozczarowanie. Spodziewałam się majestatycznej, wielkiej konstrukcji, jak ze zdjęć. W rzeczywistości jest o wiele mniejsza niż myślałam i nie można podejść zbyt blisko.
Wrażenie robi na mnie mnóstwo rzeczy, myślę, że nie ma miesiąca, żebym nie zobaczyła czegoś wspaniałego. Mogę na pewno polecić dramatyczne widoki Peak District, piękne kredowe klify południowego wybrzeża, ale i urokliwe wrzosowiska czy kanały, po których pływają barki.

Czy Anglia to kraj, w którym można się zakochać i zostać na zawsze, czy raczej przyjechać i wyjechać z bagażem doświadczeń?

Jedno i drugie. Zależy od człowieka. Lista osób, które przyjechały niby na chwilę, a zostały na całe życie, jest długa.

Czy planujesz kiedyś wrócić do Polski, czy Anglia stała się Twoim domem na dobre?

Nigdy nie mówię nigdy, ale jest mi tutaj dobrze. Spędziłam tu pół życia i czuję się jak w domu.

 

Data publikacji: 27.03.2025 r.

 

 

O herbacie i stereotypach

Czy w Anglii zawsze pada? Dlaczego pub jest miejscem łączącym ludzi? Czy Anglicy mają obsesję na punkcie klas społecznych i jak próbują odnaleźć się po brexicie? Po spotkaniu z Martą Dziok-Kaczyńską, gościem 55. edycji „Radzyńskich Spotkań z Podróżnikami”, okazało się, że choć w większości znamy język angielski, to do zrozumienia mieszkańców Wysp potrzebujemy znacznie więcej.

 

 

Kiedy myślimy o Anglii i jej mieszkańcach, prawdopodobnie w pierwszej kolejności do głowy przychodzi nam monarchia i zestaw stereotypów. Te jednak bywają bardzo zróżnicowane. Z jednej strony mamy Jamesa Bonda z jego drogimi garniturami, elegancko ubraną księżną Kate, której każda kreacja jest komentowana w mediach, czy Wimbledon. Z drugiej w brytyjskiej popkulturze roi się od ekscentrycznych dziwaków, takich jak Jaś Fasola. Wielka Brytania to wielonarodowe i wielokulturowe państwo, które jest nie tylko różnorodne, lecz także pełne kontrastów. A jednak mimo tych wszystkich różnic trudno znaleźć Brytyjczyka, który odmówiłby filiżanki herbaty z mlekiem. I właśnie ten brytyjski narodowy napój stał się hasłem spotkania z M. Dziok-Kaczyńską, autorką książki „Anglia. Czas na herbatę”, które odbyło się 9 kwietnia 2025 roku w Bistro Wrząca Woda w Radzyniu Podlaskim.

– Z urodzenia gdańszczanka, ale od 2006 roku mieszka w Wielkiej Brytanii. Studiowała historię i filmoznawstwo na Uniwersytecie w Glasgow. Specjalizowała się w średniowiecznej kulturze dworskiej, przez wiele lat pracowała w brytyjskiej prasie. Obecnie pisze dla portalu MyPolska.UK. Autorka podcastu i bloga, za pośrednictwem których z humorem i dystansem dzieli się obserwacjami o codziennym życiu na Wyspach. W 2023 roku ukazała się jej pierwsza książka pt. „Elfy Londynu”, a w tym roku premierę miała kolejna pt. „Anglia. Czas na herbatę”. Mieszka w dzielnicy Islington z mężem i dwiema córkami. Miłośniczka elfów, dinozaurów, kolekcjonuje zabytkowe kucyki Pony i whisky – tak w kilku słowach przedstawił gościa Robert Mazurek, prezes Radzyńskiego Stowarzyszenia „Podróżnik”, który poprowadził spotkanie.

Five o’clock

Wyjeżdżając na Wyspy w wieku 19 lat, M. Dziok-Kaczyńska oczami wyobraźni widziała kraj rodem z powieści Charlesa Dickensa i Jane Austen. – Bez wątpienia literatura w dużym stopniu wpłynęła na ten obraz, ale nie tylko ona. W głowie miałam też Beatlesów i Spice Girls, które, gdy byłam dziesięciolatką, stały się moją miłością. Jednak ta literacko-popkulturowa wizja szybko zderzyła się z rzeczywistością, która wcale nie okazała się zła – przyznała, dodając, iż Wielka Brytania potrafi podbić serce, ale nie każdego. Ją zauroczyła na tyle, że mieszka tam od 20 lat. A także zainspirowała, czego wyrazem są jej książki. W ostatniej odkrywa swoją relację z Anglią. Opowiada o własnych doświadczeniach, ale też historii, tradycjach i zwyczajach, a jednym z nich jest five o’clock tea, czyli herbata o piątej. Jednak przeciętny Anglik pije ją nie tylko po południu, ale potrafi wychylić przynajmniej kilka filiżanek dziennie. – Po raz pierwszy z wersją brytyjską, czyli herbatą z mlekiem, zetknęłam się na studiach. Nie była to miłość od pierwszego wypicia, lecz dziś bardzo ją lubię. W biurach, gdzie pracowałam, często robiło się herbatę dla całego zespołu. Dzięki temu znało się indywidualne preferencje współpracowników, bo każdy parzył codziennie jedną kolejkę, co dawało w sumie od kilku do dziesięciu filiżanek – opowiadała. Jednak choć picie herbaty ma na Wyspach długą tradycję, to zdaniem autorki książki Anglicy wcale nie są dobrzy w jej parzeniu. – Spierają się o to, czy najpierw wlewa się mleko, a potem herbatę, czy odwrotnie, a także która z marek jest najlepsza. To wręcz ideologiczna sprawa – podkreśliła.

W obronie angielskiej kuchni

Była też mowa o brytyjskiej kuchni, do której przylgnęła niezbyt dobra opinia i nawet sam George Orwell napisał esej w jej obronie. – To krzywdzący stereotyp. W dawnych czasach ludzie musieli żywić się tym, co mogli wyhodować. Trudno pod tym względem Wielkiej Brytanii konkurować np. z południem Francji, które z uwagi na klimat może szczycić się wspaniałymi warzywami. Dlatego niesprawiedliwe jest porównywanie kuchni angielskiej z francuską czy włoską. Być może sunday roast, czyli niedzielna pieczeń z warzywami, nie jest szczytem finezji, ale smakuje równie dobrze jak kotlet schabowy z ziemniakami i kapustą – stwierdziła.

Kultowym daniem, które na całym świecie kojarzone jest brytyjską kuchnią, to oczywiście fish and chips, ale według M. Dziok-Kaczyńskiej, gdyby zapytać Anglików o ich narodowe danie, odpowiedzieliby, że to... chicken tikka masala. – Choć pochodzi z Indii, zostało dopracowane i udoskonalone właśnie na Wyspach. Poza tym jest tak popularne i powszechnie dostępne, że wygrało w plebiscycie na narodową potrawę. Generalnie historia jedzenia Brytyjczyków jest dość skomplikowana, jakby wsysa w siebie cały świat – zauważyła.

Kulinarne oblicze Wysp to także słynne angielskie śniadania, na które składają się m.in. jajka sadzone, kiełbaski, bekon, fasolka w sosie pomidorowym, grzyby, pomidory, a w Szkocji także placki ziemniaczane. – Na początku taka ilość jedzenia, w dodatku tak tłustego i kalorycznego, odstraszała mnie, ale takiego śniadania nie je się codziennie i wbrew pozorom można w nim zasmakować – przyznała autorka.

Więcej niż piwo, czyli pub

Dla wielu Brytyjczyków – zaraz obok herbaty – równie ważne jest wieczorne przesiadywanie w pubach. – Ich korzeni można szukać w czasach rzymskich, na terenach zajmowanych w Wielkiej Brytanii przez Rzymian. Od wieków stanowiły miejsce, gdzie mieszkańcy mogli się spotkać, by omówić lokalne sprawy, zawierać transakcje czy po prostu spędzać czas w towarzystwie. I tak jest do dzisiaj. Do pubu można pójść na spotkanie biznesowe, randkę, a nawet z rodziną na obiad. Ogląda się tu mecze, czasem gra muzyka na żywo, gdzie indziej będą organizowane wieczorki poetyckie, warsztaty. Owszem pije się alkohol, ale upijanie się nie jest w dobrym tonie. To ma być miejsce przyjazne i bezpieczne – opowiadała M. Dziok-Kaczyńska, zaznaczając, że spotkania w pubie po pracy to wręcz obowiązkowy punkt tygodnia Anglików i od czwartku do soboty trudno znaleźć w nich wolne miejsce.

How are you i absurdy bhp

Brytyjczycy lubią też się organizować. W lokalnych bibliotekach i klubach odbywają się np. darmowe warsztaty szydełkowania, spotkania miłośników fantastyki, gimnastyka. – Chętnie korzystają z takich zajęć, bo jeśli coś cię z kimś łączy, to łatwiej jest się zaprzyjaźnić. Sama mam wielu znajomych, których poznałam na takich warsztatach. Czasami żartuję, że aż trudno się od nich opędzić, bo wciąż ktoś dzwoni i proponuje jakieś wyjście – opowiadała, obalając kolejny stereotyp, że Anglicy są sztywni i zdystansowani. Jest wręcz przeciwnie. Jednak ta uprzejmość nie zawsze idzie w parze z prawdziwym zainteresowaniem rozmówcą. – Odpowiedzią na słynne „how are you?” wcale nie ma być prawda o tym, co się u nas dzieje, tylko krótkie „alright, and you?”. Ma być miło i przyjemnie – dodała.

Wyspiarze przywiązują dużą wagę do bezpieczeństwa i przepisów bhp, ale jak przyznała, część z nich jest absurdalna. – Kiedy podpisywałam kontrakt w jednej z firm, musiałam podpisać instrukcję korzystania z krzesła i długopisu – mówiła M. Dziok-Kaczyńska.

Jak cię słyszą, tak cię widzą

Było też o systemie klasowym, który w Anglii wciąż istnieje i ma się dobrze, naznaczając wszystkie dziedziny życia. Jak określić, do której klasy ktoś należy? Każdy Anglik jest wyposażony w „klasowego satelitę” i potrafi określić miejsce rozmówcy na drabinie społecznej, gdy ten tylko wypowie pierwsze słowo. Akcent jest twardym wyznacznikiem klasy. Jak podkreśliła M. Dziok-Kaczyńska w wielu dziedzinach życia i powierzchownych relacjach przynależność klasowa nie ma dużego znaczenia, to jednak są takie aspekty, w których może skutkować pewną dyskryminacją, np. w pracy. – Oczywiście jest mnóstwo przedsięwzięć mających na celu zaprzestanie takich praktyk, np. CV bez nazwiska – oświadczyła.

Na szczycie drabiny społecznej znajduje się najbardziej znana rodzina nie tylko w Anglii, ale i na świecie – Windsorowie. – Królowa Elżbieta II była ikoną. Łączyła współczesność ze światem przeszłości. Za jej życia dokonało się wiele zmian, politycy przychodzili i odchodzili, a ona niezmiennie trwała. Szacunkiem darzyli ją nawet przeciwnicy monarchii. Jej śmierć była szokiem i ciosem nawet dla osób, które niespecjalnie interesowały się rodziną królewską – opowiadała.

Brexit wychodzi bokiem

Podczas spotkania nie mgło też zabraknąć tematu brexitu. Zdaniem M. Dziok-Kaczyńskiej nie przyniósł on nic dobrego. Przede wszystkim bardzo mocno wpłynął na rynek pracy, na którym widać braki, szczególnie w branżach, w jakich zatrudniani byli obcokrajowcy, np. w hotelarstwie, gastronomii, rolnictwie czy budownictwie. – Przyjeżdżając na studia, nie musiałam przejmować się wizą. Uczyłam się za darmo, ponieważ szkocka agencja studentom z Unii Europejskiej pokrywała czesne. Nie wymagano pozwolenia o pracę. Brexit to wszystko zabrał. W dodatku każda osoba, która turystycznie przyjeżdża na Wyspy na miesiąc lub dwa, jest podejrzana o to, że będzie chciała zostać na dłużej. Zdarzają się zatrzymania i odesłania do kraju – podkreśliła.

Skrytykowała też dostęp publicznej służby zdrowia i wysokie koszty leczenia prywatnego, przez co wiele osób musi rezygnować z wizyty u lekarza. Opowiadała też o różnicach w podejściu do edukacji. W Wielkiej Brytanii bardzo źle widziane jest opuszczanie lekcji. Jeżeli frekwencja spada poniżej 90%, to zostaje o tym powiadomiona rada miejska, czyli lokalny samorząd. Trzeba się wówczas liczyć wizytą pracownika socjalnego, który sprawdzi, czy dziecko ma odpowiednie warunki, a jego rodzice są odpowiedzialni.

Turystyczne zachwyty i rozczarowania

W drugiej części spotkania blogerka opowiadała o turystycznych odkryciach, zastrzegając, że wbrew pozorom w Anglii też można spędzić wakacje na wybrzeżu, opalając się i kąpiąc w morzu. – Ale oczywiście są miejsca, gdzie bez względu na porę roku, będzie padać, zwłaszcza na północy – zaznaczyła. Przyznała, że szczególnie zachwyciło i zaskoczyło ją miasteczko Salisbury. – Zachowały się tam tradycyjne uliczki, gotycka katedra, mostki, kanały, posiadłość kogoś z klasy wyższej. Wszystko niczym z historycznego filmu kostiumowego. Zupełnie się tego nie spodziewałam – opowiadała.

Natomiast rozczarowaniem okazało się Stonehenge – najsłynniejsza megalityczna budowla na świecie pochodząca z epok neolitu i brązu. – Na zdjęciach widziałam monumentalne głazy na tle zachodzącego słońca, podczas gdy w rzeczywistości są one nieco wyższe od człowieka. Wszystko ogrodzone, przez co nie można podejść zbyt blisko, do tego drogie bilety, a wokół mnóstwo samochodów i parkingów. Kompletnie nie czułam klimatu, jakiego spodziewałam się po obejrzeniu fotografii – stwierdziła, podkreślając, że mimo wszystko w Wyspach można się zakochać.

W ramach podziękowania M. Dziok-Kaczyńska otrzymała pamiątkowy medal „Radzyńskich Spotkań z Podróżnikami” i tradycyjną już karykaturę. Wręczyli ją wiceprezes Radzyńskiego Stowarzyszenia „Podróżnik” Janusz Chmielarz i starosta powiatu radzyńskiego Szczepan Niebrzegowski, który przyznał, że ceni angielski humor i ligę.

Honorowy patronat nad wydarzeniem objęli Marszałek Województwa Lubelskiego Jarosław Stawiarski oraz Starosta Radzyński Szczepan Niebrzegowski. Sponsorem spotkania były firmy Master, PSB Mrówka i Bank Spółdzielczy w Radzyniu Podlaskim, a patronat medialny sprawowali ogólnopolski magazyn Kontynenty, TVP3 Lublin, Radio Lublin, Katolickie Radio Podlasie, Echo Katolickie, Słowo Podlasia, Wspólnota Radzyńska oraz portale internetowe Podlasie24, Podlaski.info i Kocham Radzyń Podlaski.

Jolanta Krasnowska-Dyńka

 

 

Data publikacji: 14.04.2025 r.

 

 

obraz001
obraz002
obraz003
obraz004
obraz005
obraz006
obraz007
obraz008
obraz009
obraz010
obraz011
obraz012
obraz014
obraz015
obraz016
obraz017
obraz018
obraz019
obraz020
obraz022
obraz023
obraz024
obraz025
obraz026
obraz027
obraz028
obraz029
obraz030
obraz031
obraz032
obraz033
obraz034
obraz035
obraz036
obraz037
obraz038
obraz039
obraz040
obraz041
obraz042
obraz043
obraz044
obraz045
obraz046
obraz047
obraz048
obraz049
obraz050
obraz051
obraz052
obraz054
obraz055
obraz056
obraz057
obraz058
obraz059
obraz060
obraz061
obraz062
obraz063
obraz064
obraz065
obraz066
obraz068
obraz069

 

 

 

 

„Anglia. Czas na herbatę”

Rok wydania: 2025

 

 

Czym jest banter i co łączy go z pubem?
Dlaczego im dalej na północ, tym Anglicy są milsi?
Czy w Anglii leczy się wszystko paracetamolem?

Położona na wyspie Anglia zawsze stanowiła wyzwanie dla najeźdźców i schronienie dla migrantów. Przez wieki przewodziła największemu imperium świata, co widać w klasowym podziale społeczeństwa oraz popularności monarchii. I choć przez pozostałe narody brytyjskie bywa nazywana czarną owcą Zjednoczonego Królestwa, to ona dała światu Jane Austen, Sherlocka Holmesa oraz Jamesa Bonda. Bez Anglików nie znalibyśmy sztuki narzekania, pubów, five o’clock czy fish and chips.

To opowieść o współczesnej wielokulturowej Anglii, kraju, gdzie najliczniejszą mniejszością są Polacy, ochrona zdrowia działa całkiem sprawnie, a pub staje się miejscem łączącym społeczeństwo, które nadal próbuje odnaleźć się po brexicie. Jednocześnie to wyprawa przez wieki burzliwej historii, urokliwe zakątki i wrzosowiska aż do centrum angielskości – Londynu.

Źródło: https://wydawnictwopoznanskie.pl/

 

 

„Elfy Londynu”

Rok wydania: 2023

 

 

Współczesny Londyn, w którym elfy i ludzie żyją wspólnie, na podobnych zasadach. Stare, potężne elfickie rody niegdyś prowadziły ze sobą wojny, po których nastąpiły stulecia względnego spokoju. Jednak rany nie zabliźniają się łatwo, a w ostatnich czasach zdają się wręcz zaogniać. Rośnie też i umacnia się grupa radykalnych głosicieli wyższości rasowej elfów nad ludźmi.

Młoda elfka Arianrhod infiltruje organizację terrorystyczną, szukając osobistej zemsty. Tymczasem miasto staje się areną zakulisowych starć zwaśnionej elfickiej arystokracji. Arianrhod niechcący trafia w sam środek przygotowań wojennych.

„Elfy Londynu” to wielowątkowa opowieść o konfliktach rasowych, o ambicjach i życiu zdeterminowanym rodowymi powinnościami. Marta Dziok-Kaczyńska we współczesnej i ikonicznej przestrzeni stworzyła całkiem nowe uniwersum, które totalnie Was pochłonie!

Źródło: https://www.empik.com/