Maja Wolny

Urodziła się 30 listopada 1976 roku w Kielcach. Jest pisarką, reportażystką i kuratorką wystaw, której życie i twórczość są ściśle związane z podróżami oraz eksploracją różnych kultur. Pracę zawodową rozpoczęła jako dziennikarka tygodnika Polityka, a następnie przez wiele lat mieszkała w Belgii, gdzie kierowała Wschodnioeuropejskim Centrum Kultury Post Viadrina i była dyrektorką muzeum NAVIGO. Po powrocie do Polski osiedliła się w Kazimierzu Dolnym, gdzie aktywnie uczestniczy w życiu kulturalnym i społecznym miasta.

Podróże odgrywają w jej życiu wyjątkową rolę. Samotne wyprawy na Syberię zaowocowały powieścią „Powrót z Północy” (2018), a podróże do Rosji, Mongolii i Chin stały się inspiracją do książki „Pociąg do Tybetu” (2020). W 2023 roku ukazał się jej reportaż „Pociąg do Imperium. Podróże po współczesnej Rosji” – zapis ponad dziesięciu tysięcy kilometrów przebytej trasy przez rosyjskie wsie, miasta i metropolie – od Kaliningradu po Kołymę – odbywanej w czasie wojny.

Maja Wolny podróżuje najczęściej samotnie, korzystając z kolei, marszrutek i lokalnych środków transportu, by zbliżyć się do codzienności i emocji spotykanych ludzi. Jej twórczość literacka łączy elementy fikcji i reportażu, a motyw podróży stanowi nie tylko tło fabularne, lecz także sposób poznawania świata, historii i psychologii człowieka. Jest autorką powieści cenionych zarówno przez krytyków, jak i czytelników, którzy doceniają w jej pisarstwie refleksyjność, głębię oraz wrażliwość na kulturową różnorodność.

 

 

 

 

Z Radzynia do Imperium. Rosja oczami Mai Wolny

Radzyńskie Stowarzyszenie „Podróżnik” zaprasza na wyjątkowe spotkanie z Mają Wolny – podróżniczką, pisarką i reportażystką – które odbędzie się w piątek, 13 czerwca 2025 roku, o godzinie 19.00 w Państwowej Szkole Muzycznej im. Karola Lipińskiego w Radzyniu Podlaskim (wejście od strony dziedzińca pałacu Potockich). Wydarzenie organizowane jest w ramach 56. edycji „Radzyńskich Spotkań z Podróżnikami”, a jego tematem będzie najnowszy reportaż autorki zatytułowany „Pociąg do Imperium. Podróże po współczesnej Rosji”.

 

 

To książka i opowieść o podróży przez kraj ogarnięty wojną, widziany oczami osoby z zewnątrz, która nie przyjmuje gotowych tez, lecz zadaje pytania, słucha i rejestruje. – Maja Wolny, jako jedna z nielicznych autorek na świecie, udała się w samotną podróż po Rosji tuż po ogłoszeniu mobilizacji. W atmosferze strachu, podejrzliwości i kontroli przemierzyła ponad dziesięć tysięcy kilometrów – koleją, marszrutkami i samolotem – od Kaliningradu po Kołymę, odwiedzając rosyjskie wsie, miasteczka i metropolie. Rozmawiała z bezdomnymi, studentami, intelektualistami, byłym agentem FSB i przypadkowymi mieszkańcami. Szukała odpowiedzi na pytania, które dziś zadaje sobie wielu: jak Rosjanie postrzegają wojnę w Ukrainie, co sądzą o władzy, dlaczego się nie buntują i jak konflikt wpływa na ich relacje z obcokrajowcami – powiedział nam Robert Mazurek, na zaproszenie którego podróżniczka odwiedzi Radzyń Podlaski.

Spotkanie będzie również okazją do obejrzenia wystawy fotografii podróżniczki, dokumentującej jej wyprawę. To unikalna szansa, by spojrzeć na współczesną Rosję nie przez pryzmat analiz politycznych, lecz przez osobiste doświadczenie i ludzką codzienność. Dzięki temu spotkanie w Radzyniu będzie nie tylko opowieścią o wyprawie przez współczesną Rosję, ale również próbą zrozumienia jej mieszkańców w czasach wielkiego kryzysu moralnego i społecznego.

Honorowy patronat nad wydarzeniem objęli Marszałek Województwa Lubelskiego Jarosław Stawiarski oraz Starosta Radzyński Szczepan Niebrzegowski. Spotkanie sponsorują: firma Master, PSB Mrówka, Nadleśnictwo Radzyń Podlaski oraz Bank Spółdzielczy w Radzyniu Podlaskim. Patronat medialny sprawują: magazyn „Kontynenty”, TVP3 Lublin, Radio Lublin, „Dziennik Wschodni”, Katolickie Radio Podlasie, „Echo Katolickie”, „Słowo Podlasia”, „Wspólnota Radzyńska” oraz portale: Podlasie24, Podlaski.info i Kocham Radzyń Podlaski.

Spotkanie realizowane jest przy wsparciu Miasta Radzyń Podlaski oraz Powiatu Radzyńskiego.

Wstęp na wydarzenie jest wolny.

 

Data Publikacji: 26.05.2025 r.

 

 

Imperium się nie kończy – tylko zmienia twarz

Wywiad Roberta Mazurka z Mają Wolny, autorką książki „Pociąg do Imperium. Podróże po współczesnej Rosji”

 

 

Twoja pierwsza podróż na Wschód – co najbardziej zapadło Ci w pamięć z tamtego kontaktu z ZSRR?

Och, to było tak dawno temu! Wyjazd na obóz do Odessy (wówczas Odessa znajdowała się na terenie Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej) po ukończeniu ósmej klasy. Już wtedy poczułam, że przekraczam nie tylko granicę geograficzną, ale także granicę języka, sposobu życia, kultury. Z jednej strony – zachwyt: ciepłe Morze Czarne, piosenki przy ognisku, radość bycia z rówieśnikami. Z drugiej – jakiś niepokój. Bo Polska już wtedy odzyskała niepodległość, a tam nadal panowało „to coś”. To był sierpień 1991 roku – właśnie rozpoczynał się pucz Janajewa, nieudany zamach stanu w Moskwie. Wylądowałam w samym środku ZSRR, który pękał w szwach.

Czy znajomość z Ryszardem Kapuścińskim miała wpływ na Twoje późniejsze podróże?

Spotkanie z Ryszardem Kapuścińskim – zarówno z jego twórczością, jak i z nim samym – było dla mnie jak otwarcie drzwi do zupełnie innego sposobu patrzenia na świat. Pamiętam, kiedy pierwszy raz rozmawialiśmy w redakcji „Polityki”. Ja – początkująca stażystka, on – chodząca legenda. Wydał mi się wtedy niezwykle delikatnym mężczyzną. Miał bardzo młode, żywe oczy. Mówił spokojnie, uważnie słuchał, nie narzucał się – a jednocześnie emanował wewnętrzną siłą.
To on pokazał mi, że podróż to nie tylko geografia, ale przede wszystkim spotkanie z drugim człowiekiem – jego losem, historią, językiem. Nauczył mnie słuchać – nie tylko tego, co mówione wprost, ale też tego, co przemilczane, zawieszone między słowami. Nie chodziło o egzotykę czy sensację, lecz o empatię i głębokie zanurzenie w to, co „obce” – co, jeśli spojrzeć uważnie, okazuje się bardzo bliskie.
Myślę, że to dzięki niemu miałam odwagę jechać tam, gdzie inni bali się pojechać: do współczesnej Rosji, wzdłuż jej granic, na pogranicza, do miejsc, w których historia i teraźniejszość nie dają o sobie zapomnieć. Kapuściński nie dawał prostych odpowiedzi – raczej zadawał pytania, które zostawały na długo. Tak samo staram się robić w moich książkach.

„Pociągu do Imperium” może być zarówno metaforą, jak i realnym zagrożeniem. Kiedy po raz pierwszy poczułaś ten „stukot kół” tak blisko siebie?

„Pociąg do Imperium” był najpierw metaforą. Pamiętam, że jako dziecko patrzyłam na mapę ZSRR jak na odrębny kontynent. Ale ten stukot kół, o który pytasz – ten prawdziwy, niepokojący – usłyszałam po raz pierwszy naprawdę wyraźnie w 2014 roku, gdy Rosja zaanektowała Krym. Imperium, o którym Kapuściński pisał trochę w czasie przeszłym, wcale nie przeszło do historii.
Być może jednak najmocniej poczułam ten stukot w styczniu 2023 roku, kiedy moja ostatnia podróż do Rosji brutalnie się skończyła. Zostałam zatrzymana przez białoruskie służby – z nakazu FSB. Nagle to, co przez lata było przedmiotem mojego pisania, oglądania, opisywania z dystansu – stało się moim osobistym doświadczeniem. Historia nie była już czymś, co dzieje się „gdzieś obok” – ona mnie dosięgła.
„Pociąg do Imperium” przestał być tytułem książki. Stał się faktem – i ostrzeżeniem.

Czy jadąc do Rosji miałaś poczucie, że zmierzasz ku czemuś niebezpiecznemu? Na ile te obawy się potwierdziły?

Tak. Jadąc do Rosji w czasie wojny, miałam świadomość, że przekraczam granicę nie tylko geograficzną, ale i symboliczną. Wiedziałam, że zmierzam w stronę nieprzewidywalnego – do kraju, w którym wolność słowa, dociekliwość i niezależność postrzegane są jako zagrożenie. Ale wiedziałam też, że jeśli chcę naprawdę zrozumieć mechanizmy imperium, muszę być tam, gdzie ono mówi własnym głosem.

Jak dotrzeć – fizycznie i mentalnie – do kraju, który sam skazał się na izolację i traktuje obcych jak intruzów?

Fizycznie – coraz trudniej. Każda podróż do Rosji po 2022 roku to seria kontroli, niepewności i napięcia. Tak prozaiczna sprawa jak zarezerwowanie hotelu staje się wyzwaniem. Nie da się zrealizować płatności internetowej, nie działają karty. Wiozłam ze sobą grube pliki banknotów. Ale to właśnie te przeszkody sprawiają, że reporter musi iść dalej. Bo jeśli wszyscy się wycofają – kto opowie, co naprawdę dzieje się po drugiej stronie?
Mentalnie – jeszcze trudniej. Trzeba wyciszyć własne lęki, uprzedzenia, czasem nawet gniew. Trzeba umieć słuchać. Także tych, którzy mówią językiem propagandy. Trzeba wejść w świat ludzi, którzy inaczej widzą rzeczywistość – i nie oceniać zbyt szybko. To piekielnie trudna lekcja empatii.

Czy podróżując po Rosji można naprawdę stać się „niewidzialnym” dla władzy? Jak to wygląda w praktyce?

W Rosji – zwłaszcza po 2022 roku – nie da się być naprawdę „niewidzialnym”. Obowiązują rejestracje meldunkowe, na dworcach są kamery, wszędzie pełno mundurowych. Nawet w najmniejszych miastach czuć obecność państwa. Władza patrzy – choć nie zawsze się ujawnia. W praktyce oznacza to, że trzeba działać ostrożnie, ale i z pokorą. Nie pytać zbyt głośno, nie prowokować – ale też nie udawać, że się nie widzi.
Moi rozmówcy również nie czuli się bezpiecznie. Dlatego najlepsze wywiady przeprowadzałam w samochodzie. Wyjeżdżaliśmy za miasto i rozmawialiśmy. To stwarzało iluzję wolności – wycieczkę w miejsca bez ścian, które mają uszy.

A jak wyglądała logistyka podróży po Rosji w czasie sankcji i międzynarodowej izolacji? Z jakimi wyzwaniami mierzyłaś się na co dzień?

Dużym wyzwaniem było już samo dotarcie do Rosji. Nie dało się lecieć samolotem ani pojechać pociągiem – jeździłam autobusem z Tallina. To też niezbyt przyjemna podróż: długie godziny czekania na granicy, kontrola za kontrolą, pytania: „Po co pani jedzie?”, „Jaki jest cel podróży?”. I ten wzrok, który mówił: wiemy więcej, niż pani myśli.
Raz funkcjonariuszka na granicy kazała mi usunąć makijaż. Że niby nie jestem podobna do siebie na zdjęciu w paszporcie. Ścierałam tusz z rzęs palcami. Walizkę z kosmetykami sprawdzała inna osoba. Jeszcze inna zabrała mi dezodorant jako „potencjalnie niebezpieczny przedmiot”. Drobne złośliwości – ale w sumie miały swoją wagę.
Trudne były też podróże po samej Rosji. Zachodnie karty nie działały. Nie można było korzystać z Google Maps, czasem nawet z Instagrama. Wiele aplikacji zablokowanych lub spowolnionych. Trzeba było mieć VPN-y i gotówkę.
Ale chyba największym ciężarem była samotność. Brak wsparcia. Świadomość, że jeśli coś się stanie – nikt nie przyjedzie, nie pomoże, nie zaprotestuje...

Kolej Transsyberyjska to ważny motyw Twojej książki. Co najbardziej fascynuje Cię w tej trasie i czy pomaga ona lepiej zrozumieć Rosję?

Kolej Transsyberyjska to pulsująca tętnica Rosji. Prowadzi przez ponad dziewięć tysięcy kilometrów – przez czas, przez krew i przez pamięć. Wsiadasz w Moskwie, wysiadasz w Ułan Ude albo jeszcze dalej, we Władywostoku. Po drodze spotykasz ludzi, którzy mówią różnymi językami, mają odmienne pochodzenie etniczne, inne historie – ale wszyscy są częścią tego samego imperium.
Ta trasa pozwala zrozumieć Rosję lepiej niż niejedna książka historyczna. W pociągu nikt niczego nie udaje – bo to zbyt męczące. Jest miejsce na rozmowę, na ciszę, na obserwację. Z okien widać opuszczone wioski, surowe krajobrazy, bezkresne przestrzenie. Człowiek czuje się mały, nic nieznaczący.
To jest właśnie doświadczenie bycia w imperium.

Jak wyglądało Twoje codzienne życie podczas tej podróży – czułaś się bardziej gościem, obserwatorką, a może kimś obcym?

Lubię tę moją charakterystyczną perspektywę: trochę towarzysza podróży, który słucha opowieści współpasażerów; trochę obserwatora, który notuje, analizuje, zapamiętuje; a nawet trochę terapeuty – bo ludzie, których spotykałam, często zwierzali się ze spraw, których nie powiedzieliby sąsiadowi. Byłam blisko – czasem zapraszana do kuchni, do życia – ale jednocześnie zawsze obca.
W Rosji to poczucie „obcości” nie znika, nawet jeśli mówisz po rosyjsku i znasz kontekst kulturowy. Zawieszenie między zaufaniem a dystansem towarzyszyło mi niemal codziennie. Ale właśnie w tym zawieszeniu rodziła się najgłębsza obserwacja.
Ta podróż była też częścią większego cyklu, który tworzę od kilku lat – serii książek „pociągowych”. Zaczęło się od „Pociągu do Tybetu”, potem napisałam „Pociąg do Imperium”, a teraz pracuję nad kolejną częścią.
Dla mnie pociąg to nie tylko środek transportu, ale metafora ruchu, przemiany, spotkania i oddalenia.

Litera „Z” – czy rzeczywiście jest obecna wszędzie, czy może to zachodni mit?

Jest naprawdę wszędzie – i to nie jest żaden zachodni mit. Widziałam ją w cerkwiach, w metrze, na szybach busików, przy wejściu do biblioteki dla dzieci, a nawet na derkach reniferów na dalekiej północy. W jednym z miejsc zobaczyłam ją ułożoną z białych kamieni na zboczu góry – jakby miała być widoczna z nieba, dla dronów czy satelitów.

Jak Rosjanie reagowali na pytania o wojnę w Ukrainie? Spotkałaś się z otwartością, czy raczej z milczeniem i unikaniem tematu?

Najczęściej spotykałam się z milczeniem. Ludzie unikali tematu wprost, mówili półsłówkami, ironizowali, zmieniali rozmowę. Czasem spuszczali wzrok. Strach był wyczuwalny dosłownie wszędzie – nie zawsze tylko przed władzą, ale także przed sobą nawzajem. Bywały jednak też momenty otwartości. Bez nich trudno byłoby mi tę książkę napisać.

Z czego, Twoim zdaniem, wynika strach Rosjan – z wojska, władzy, czy może z siebie nawzajem?

To strach złożony – wielowarstwowy. Oczywiście, jest strach przed państwem: przed podsłuchem, donosem, sądem, przed utratą pracy czy dzieci. To realne zagrożenia, szczególnie w mniejszych miejscowościach, gdzie każdy zna każdego, a lokalna władza bywa bardziej opresyjna niż ta w Moskwie.
Ale równie silny – a może nawet silniejszy – jest strach przed sobą nawzajem. Przed tym, że sąsiad usłyszy nie to, co trzeba. Że ktoś bliski nie wytrzyma i coś powie. Albo że samemu powie się za dużo i tego już nie będzie można cofnąć. Ten lęk niszczy zaufanie między ludźmi – w rodzinach, w przyjaźniach.
I wreszcie jest też strach głębszy, egzystencjalny. Strach przed wiedzą, przed przyjęciem do siebie prawdy, że coś dzieje się nie tak, że system, w który się wierzyło, krzywdzi. Niektórzy wolą nie wiedzieć, nie myśleć, nie widzieć. Bo wiedza boli. A niewiedza, choćby udawana, daje złudzenie bezpieczeństwa.
To wszystko jest też dziedzictwem Gułagu. Rosjanie przez dekady uczyli się, że za myśl, słowo, żart można zapłacić życiem. I ten lęk, choć nie zawsze uświadomiony, wciąż tkwi głęboko w tkance społecznej. Jest przekazywany z pokolenia na pokolenie – jak instynkt przetrwania.

Czy Rosjanie zadawali Ci pytania o sytuację w Europie – nastroje, uchodźców z Ukrainy, ceny gazu?

Tak, zdarzało się. Ale to były pytania bardzo ostrożne, czasem podszyte niedowierzaniem, czasem nadzieją, że usłyszą coś innego niż w rosyjskiej telewizji. Pytali, ilu uchodźców naprawdę przyjechało do Polski. Czy Europa rzeczywiście pomaga Ukraińcom. Czy ceny gazu tak bardzo wzrosły, jak mówią.
Czasem pytali nie wprost, raczej sondowali: „A jak u was z ogrzewaniem?” albo: „Słyszałem, że w Niemczech to już tylko zimne kaloryfery?” Za tymi pytaniami często kryła się chęć zrozumienia, co naprawdę dzieje się na zewnątrz – ale też lęk przed skonfrontowaniem się z tym, że świat może wyglądać inaczej niż ten, który pokazuje im propaganda.
Byli też tacy, którzy mówili: „Wy w Europie już nas nienawidzicie, prawda?” To były trudne rozmowy, bo czuć było w nich smutek i izolację. Ale właśnie w takich momentach pojawiała się przestrzeń do prawdziwego spotkania.

Petersburg określasz jako miejsce agorafobii. Co sprawiło, że to miasto wywołało w Tobie takie emocje?

Petersburg mnie przytłoczył. Choć to jedno z najpiękniejszych miast Rosji, z monumentalną architekturą i wspaniałymi muzeami, czułam się tam źle. To dekoracja imperium, demonstracja siły. Ludzie poruszali się cicho, z jakimś wewnętrznym wycofaniem, nie patrzyli sobie w oczy. Newski Prospekt, niegdyś pełen zgiełku, teraz sprawiał wrażenie scenografii. Dlatego użyłam słowa „agorafobia” – nie w klinicznym sensie, lecz jako metafory lęku przed przestrzenią, która nie daje schronienia.

W Moskwie piszesz o „strachu przed carem”. Czy ten lęk jest nadal obecny wśród Rosjan?

W Moskwie, bardziej niż gdziekolwiek indziej, czuć było ten szczególny rodzaj podporządkowania, który nie zawsze wynika ze strachu fizycznego, lecz raczej z głęboko zakorzenionego przekonania, że „władza wie lepiej” i nie należy jej kwestionować. To nie jest już strach przed konkretną osobą – carem, prezydentem czy ministrem – lecz przed samą ideą władzy jako czegoś odległego, nietykalnego i absolutnego.
Wiele osób, z którymi rozmawiałam, mówiło wprost: „nie wtrącam się”, „to nie moja sprawa”, „nie warto”. To właśnie ten lęk – nie przed karą, ale przed konsekwencjami niezależności – jest najtrudniejszy do przełamania. I to jest dziedzictwo tego „cara”, caratu w ogóle, ZSRR, Gułagu oraz dwóch dekad putinowskiej propagandy.
Władza w Rosji bywa postrzegana jak siła natury: nie do zmiany, tylko do przetrwania.

Z kolei Nowosybirsk nazwałaś „marzeniem klaustrofobika”. Jakie doświadczenia wpłynęły na takie postrzeganie tego miasta?

„Marzenie klaustrofobika” zapożyczyłam z książki Colina Thubrona, wybitnego brytyjskiego pisarza i podróżnika, który opisywał swoje wrażenia z Syberii. To jego metafora. Nowosybirsk jest trzecim co do wielkości miastem Rosji. Rozrzucone bloki, szerokie arterie, monumentalne budynki z czasów sowieckich – wszystko to tworzy przestrzeń, która zdaje się nie mieć końca. Dla mnie to miasto stało się symbolem pewnej pustki – nie fizycznej, lecz egzystencjalnej.

Czy podczas tej podróży spotkałaś ludzi lub miejsca, które przełamywały stereotypowy obraz Rosji?

Tak, zdecydowanie. Podróż po Rosji, choć naznaczona niepokojem, kontrolą i milczeniem, nie była czarno-biała. Wśród wielu trudnych spotkań zdarzały się momenty, które przełamywały stereotypy i pozwalały zobaczyć Rosję inaczej – w sposób bardziej złożony, bardziej ludzki. Szczególnie poruszające były rozmowy z kobietami: nauczycielkami, bibliotekarkami, artystkami. One często po cichu, bez wielkich deklaracji, próbowały ocalić pewne wartości. Choć i tak było to okupione kompromisami.

W swojej podróży po Rosji podążałaś śladami „Imperium” Ryszarda Kapuścińskiego. Jak ten kraj zmienił się od czasu, gdy opisywał go mistrz reportażu?

Podróżuję do Rosji od ponad 20 lat. Ta, którą zobaczyłam w 2022 roku, była zdecydowanie innym państwem niż to, o którym pisał Kapuściński, choć wiele mechanizmów pozostało zaskakująco podobnych. Zmieniła się forma: więcej kolorów, więcej drapaczy chmur, lepsza kolej, więcej towarów na półkach – ale głęboko w środku wciąż działały te same mechanizmy kontroli, strachu i imperialnej tęsknoty za wielkością. Kapuściński opisywał kraj, który właśnie tracił imperialną moc. Ja podróżowałam po kraju, który za wszelką cenę próbował to imperium odbudować. Zamiast ruin komunizmu, które śledził Ryszard, widziałam propagandowe murale, militarne symbole i literę „Z”. Tam, gdzie on jeszcze spotykał ludzi mówiących o wolności i nadziei, ja częściej słyszałam milczenie, cynizm albo rezygnację. Są też części wspólne: Kapuściński opisywał samotność jednostki w ogromnej przestrzeni. Ja również ją czułam. Imperium się zmienia, ale jego duch – ten ciężki, obezwładniający – wciąż unosi się nad tą zimną ziemią.

Napisałaś, że przez tę podróż „zadarłaś z czymś silniejszym od siebie”. Co dokładnie miałaś na myśli i jak ta siła się objawiła?

Zadarłam z Imperium. To coś więcej niż państwo. To język, mentalność, system wartości oparty na lęku i sile. To coś nie znosi obserwatora, który notuje, nie znosi pytania „dlaczego?” Zadarłam z tym, wchodząc z otwartym notesem tam, gdzie trzeba było milczeć. Patrząc uważnie tam, gdzie oczekiwano obojętności. Uwierzyłam, że da się jeszcze rozmawiać i słuchać. I dlatego ta podróż zakończyła się moim zatrzymaniem na granicy, bez prawa powrotu – z zakazem na 20 lat. To był moment, kiedy zdałam sobie sprawę, że pewne drzwi właśnie się zamknęły. Że cena za uważność i niezależność może być bardzo wysoka.

Czy Twój „Pociąg do Imperium” dojechał już do celu, czy wciąż jesteś w drodze – nie tylko dosłownie, ale też metaforycznie?

Myślę, że ten pociąg nigdy nie dojeżdża do końcowej stacji. „Pociąg do Imperium” to nie tylko relacja z jednej podróży po Rosji – to proces: ciągłe rozumienie, dekonstruowanie, wsłuchiwanie się w język władzy, w ciszę ludzi, w historie zapisane na marginesach mapy. Granica, którą dwa lata temu przekroczyłam, dziś zamknęła się przede mną. Ale to mnie nie zatrzymało – wręcz przeciwnie. Dziś objeżdżam granice Rosji, pisząc kolejną książkę. Patrzę na imperium z zewnątrz, z rubieży: pogranicza z Kazachstanem, Azerbejdżanem, Gruzją, Państwami Bałtyckimi, Finlandią i Norwegią.
Rosja ma najdłuższe granice lądowe na świecie – i to właśnie na tych granicach skupia się jej imperialna opowieść. Większości swoich granic nie uznaje naprawdę – nie traktuje ich jako końca, lecz jako pola możliwości. Eksploruje je, podważa, straszy ich przesunięciem i poszerzeniem.
By zrozumieć imperium, trzeba przyglądać się nie tylko centrum, ale i obrzeżom – tam, gdzie napięcie jest najbardziej wyczuwalne. O tym właśnie będzie moja kolejna książka – „Rosja na granicy”. To opowieść o państwie, które nie potrafi istnieć w uzgodnionych pokojowo ramach, i o ludziach, którzy żyją w cieniu tej niepewności.
Więc tak – wciąż jestem w drodze. Imperium niestety nie kończy się na granicy.

 

Data publikacji: 8.06.2025 r.

 

 

Za zasłoną strachu: twarz Rosji

W piątek 13 czerwca 2025 roku odbyło się kolejne spotkanie w ramach „Radzyńskich Spotkań z Podróżnikami”. Gościem była Maja Wolny – podróżniczka, dziennikarka i autorka książki „Pociąg do Imperium. Podróże po współczesnej Rosji”. Publiczność miała okazję zajrzeć za zasłonę propagandy, usłyszeć o realiach życia w putinowskiej Rosji, o lęku, który towarzyszy każdemu krokowi, i o tym, dlaczego wolność – również reporterska – bywa okupiona wysoką ceną.

 

 

Tym razem wydarzenie odbyło się we wnętrzach pałacu Potockich, które na co dzień służą jako sala koncertowa Państwowej Szkoły Muzycznej im. Karola Lipińskiego. Była to już 56. edycja „Radzyńskich Spotkań z Podróżnikami” – cyklu spotkań, które przybliżają mieszkańcom Radzynia świat widziany oczami ludzi z pasją, odwagą i otwartością. Taką osobą niewątpliwie jest Maja Wolny.

Wieczór rozpoczął się od powitania gości przez Roberta Mazurka, prezesa Radzyńskiego Stowarzyszenia „Podróżnik”, który poprowadził spotkanie: – To już kolejna okazja, by wspólnie przenieść się w najdalsze zakątki naszego świata, poznać fascynujące historie i doświadczyć niezwykłych przygód z pierwszej ręki. Maja Wolny to nie tylko podróżniczka, ale też pisarka i dziennikarka, autorka książki „Pociąg do Imperium. Podróże po współczesnej Rosji”, dzięki której spojrzymy dziś na Rosję z innej, niż stereotypowa, perspektywy.

Na pytanie Roberta Mazurka, co kojarzy jej się z Radzyniem, dziennikarka odpowiedziała szczerze: – Jeżdżę po Polsce, spotykam się z czytelnikami w różnych miejscach, ale to jest najpiękniejsze. Jeszcze nigdy nie byłam w pałacu.

Pociąg do Wschodu

– Zawsze miałam pociąg do Wschodu – przyznała Maja Wolny już na początku spotkania, zapytana o genezę swojej fascynacji Rosją. Już jako nastolatka zetknęła się z burzliwym momentem historii ZSRR. – W sierpniu 1991 roku pojechałam na obóz do Odessy. To był ostatni okres istnienia Związku Radzieckiego. Właśnie wtedy rozpoczął się pucz Janajewa. Już od najmłodszych lat miałam reporterskie szczęście, bo znalazłam się w ważnej dla dziejów tego kraju chwili – opowiadała.

Podwaliny dla dziennikarskiej ciekawości stworzyły też rodzinne historie: ciotka rusycystka czy dziadkowie, którzy w latach 30. XX wieku wyjechali uczyć do Pińska, gdzie poznali inną nauczycielską rodzinę – Marię i Józefa Kapuścińskich z synem Rysiem, późniejszą legendą polskiego reportażu. Wiele lat później również Maja Wolny miała okazję spotkać Ryszarda Kapuścińskiego. – Jako bardzo młoda stażystka pracowałam w redakcji „Polityki”, gdzie był już wtedy emerytowanym redaktorem. Mogłam z nim rozmawiać na korytarzu, o tekstach, o podróżach. To było niesamowite. W liceum przeczytałam jego „Imperium”. Ta książka zmieniła moje życie – wyznała, dodając, iż znany pisarz miał w sobie luz bywalca świata, ogromne życiowe doświadczenie, a jednocześnie w sobie delikatność niemalże dziecka, które czymś zachwyca i wie, że nie musi nikogo udawać.

Dziennikarka wyjaśniła też, dlaczego tak bardzo lubi jeździć pociągiem, zwłaszcza koleją transsyberyjską. – Wtedy człowiek wchodzi w trans, puls dostosowuje się do stukotu kół. To niezwykłe móc oglądać zmieniający się za oknem świat, doświadczać różnych scenerii przygody, widzieć straszną biedę, rozpacz, a jednocześnie piękną przyrodę. Jednak choć od 20 lat jeżdżę do Rosji, nie mogę powiedzieć, że jestem wielką jej znawczynią, bo chyba nikt tego nie może powiedzieć o tak olbrzymim kraju – podkreśliła.

Najtrudniejsza wyprawa

To właśnie pociąg był jej środkiem transportu podczas najtrudniejszej wyprawy do Rosji latem 2022 roku, kilka miesięcy po inwazji na Ukrainę, kiedy z Federacji Rosyjskiej wycofano wszystkich korespondentów, odwołano korpusy dyplomatyczne. – To było dwa dni po ogłoszeniu przez Putina mobilizacji, więc blady strach padł na wszystkich Rosjan, którzy jeszcze kilka miesięcy wcześniej uważali, że nie ma żadnej wojny, a Zachód przesadza; że to jedynie niewielkie działania porównywalne z ćwiczeniami – opowiadała.

Ponieważ mąż pisarki jest Belgiem, a ona ma podwójne obywatelstwo, do Rosji udało jej się wjechać na belgijski paszport jako turystka z napisanym przez siebie programem wycieczkowym i małym plecaczkiem, który w jednej trzeciej wypełniała gotówka. Były to nie tylko ruble, ale i 2000 euro dla przyjaciela z Syberii, któremu z powodu sankcji nie można było przelać pieniędzy z Zachodu. – Czułam się, jakbym dźwigała ciężar większy niż plecak. Bałam się, że mnie okradną, że stracę wszystko, ale najbardziej bałam się systemu – przyznała.

Zastała zastraszonych, zdezorientowanych, zmanipulowanych przez kremlowską propagandę i poddanych olbrzymiej presji ludzi. Pomimo perfekcyjnej znajomości języka rosyjskiego traktowano ją chłodno, z dystansem, a czasem wręcz z wrogością. – Na szczęście przed wyjazdem posłuchałam mądrych osób, które poradziły mi, bym wykasowała z telefonu wszystkie fotografie mające coś wspólnego z Ukrainą i Ukraińcami. Okazało się to zbawienne, bo kilka razy zażądano ode mnie komórki, np. konduktorka w pociągu po przejrzeniu telefonu w kategoryczny sposób kazała mi usunąć zdjęcia z... korytarza. Podczas tej podróży doświadczyłam ze strony Rosjan wiele wrogich reakcji. Życzliwość okazały jedynie osoby, które znałam wcześniej, albo mieszkające na dalekiej prowincji. Natomiast w miastach przerażające było to, że ludzie w ogóle nie patrzyli sobie w oczy. W metrze odsuwano się ode mnie, a kiedy pytałam o godzinę czy stację, na jakiej miałam wysiąść, ludzie się odwracali – mówiła.

Zmanipulowana prawda

Zbierając materiał do książki „Pociąg do Imperium. Podróże po współczesnej Rosji”, Maja Wolny zapytała 106 osób o wojnę z Ukrainą. Jedynie dwie osoby powiedziały wprost, że Rosja jest agresorem. – Jednak nie znaczy to, że pozostałe 104 były zagorzałymi putinistami dyszącymi nienawiścią do Ukraińców. Byli to ludzie, mający uśmiech na twarzy, spokój, komfort, zadowolenie z życia społecznego. Popierali inwazję, tłumacząc np. ataki Rosjan na obiekty cywilne, że jak to na wojnie – pomyłki się zdarzają. Pozostałe osoby, z którymi rozmawiałam, wszystkiego się bały, były pogrążone w depresji, niemocy, marazmie. Mówiły, że straciły nadzieję nie tylko na przyszłość, ale odebrano im także ich przeszłość i teraźniejsze – opowiadała dziennikarka. Na jej pytanie, dlaczego się nie buntują, słyszała: „Bo my nie jesteśmy tacy jak wy. Jak coś się wam nie podoba, wychodzicie na ulice, protestujecie. Rosjanin natomiast idzie do swojego mieszkania, nastawia herbatę, płacze nad nią, idzie spać, wstaje następnego dnia i żyje dalej”. – To przygnębiające uczucie, kiedy jesteś w kraju, gdzie ludziom rzeczywiście odebrano wolność i oni się z tym pogodzili – stwierdziła Maja Wolny.

Jedna z opowieści zapadła jej szczególnie w pamięć. – Kobieta, dyrektorka muzeum, matka czworga dzieci. Kolega jej syna zginął na froncie. Gdy zapytałam, co by było, gdyby to był jej syn, odpowiedziała: „Ty nic nie rozumiesz. Nie wolno myśleć w kategoriach strachu. Wy w Europie jesteście egoistami”. I dodała, że Rosja ma misję oczyszczenia świata, że Moskwa jest trzecim Rzymem. Słuchałam z niedowierzaniem. Takie opinie nie należały do rzadkości. Nie padały one z ust prostych ludzi, ale dziennikarzy, akademików – podkreśliła. Przyznała również, że Rosjanie nie mówią o pokoju, bo nie mieści się on w ich świecie. – Uważają, że oni nie zaczęli tej wojny, ale Zachód i Ameryka, więc skoro nie są agresorami, to nie w ich gestii leży zakończenie konfliktu – relacjonowała Maja Wolny.

Jak zaznaczyła reporterka, w takim przekonaniu utwierdza Rosjan wszechobecna propaganda, która działa subtelnie, wręcz estetycznie. Przykład? Film dokumentalny o trzech kobietach w mundurach, sympatycznych, ciepłych, z codziennym życiem. Dopiero po kilkudziesięciu minutach widz dowiaduje się, że wszystkie zginęły z rąk Ukraińców. – To, w jaki sposób pewne sprawy pokazywane są w telewizji, sprawia, iż człowiek zastanawia się czy to fotomontaż, czy dzieje się to naprawdę. W pewnym momencie miałam taką gonitwę myśli, że musiałam do kogoś zadzwonić, by zrobić sobie sprawdzian z rzeczywistości. Rosjanie nie mają takiej możliwości, dlatego ich obraz wojny jest zupełnie inny: oni widzą wyłącznie agresję Ukraińców – przyznała.

Cień, który nie zna granic

Obecnie Maja Wolny nie może wjechać do Rosji. Kiedy w styczniu 2023 roku przekraczała granicę z Białorusią, została zatrzymana. Przesłuchania, odebranie paszportu, groźby – zakończyło się „decyzją administracyjną” o deportacji i 20-letnim zakazie wjazdu do Rosji. Zdaniem dziennikarki przyczyną były jej artykuły przetłumaczone na rosyjski, w których pokazywała prawdziwą twarz putinowskiej Rosji.
Mimo zakazu Maja Wolny znalazła sposób, by być blisko Rosji: objeżdża jej granice pociągiem lub opływa kajakiem, by patrzeć, jak cień imperium kładzie się na tereny przygraniczne. Patrzy na Rosję z zewnątrz, z rubieży: pogranicza z Kazachstanem, Azerbejdżanem, Gruzją, Państwami Bałtyckimi, Finlandią i Norwegią. I zbiera materiał na kolejną książkę.

Cichy apel

Na koniec autorka podzieliła się przesłaniem: – To nie jest tylko wojna na bomby i drony, ale też propagandowa, światopoglądowa. Każdy z nas, klikając „lubię to”, udostępniając wpis, angażuje się – czasem nieświadomie – w tę wojnę. Dlatego jeśli mogę odegrać jakąś najmniejszą, milimetrową rolę, to chcę przypominać, że nadrzędną wartością jest pokój i do tego wszyscy powinniśmy dążyć. To była też myśl śp. papieża Franciszka, który był w tej kwestii tak koszmarnie niezrozumiany chociażby przez naszą część Europy – podsumowała Maja Wolny.

Na zakończenie głos zabrał starosta Szczepan Niebrzegowski, który wręczył dziennikarce upominek w imieniu powiatu. Tradycyjnie też Robert Mazurek przekazał gościowi wieczoru przygotowaną specjalnie na tę okazję karykaturę, a także pamiątkowy medal „Radzyńskich Spotkań z Podróżnikami”.

Honorowy patronat nad wydarzeniem objęli Marszałek Województwa Lubelskiego Jarosław Stawiarski oraz Starosta Radzyński Szczepan Niebrzegowski. Spotkanie sponsorowali: firma Master, PSB Mrówka, Nadleśnictwo Radzyń Podlaski oraz Bank Spółdzielczy w Radzyniu Podlaskim. Patronat medialny sprawowali: ogólnopolski magazyn „Kontynenty”, TVP3 Lublin, Radio Lublin, „Dziennik Wschodni”, Katolickie Radio Podlasie, „Echo Katolickie”, „Słowo Podlasia”, „Wspólnota Radzyńska” oraz portale Podlasie24, Podlaski.info i Kocham Radzyń Podlaski.

Spotkanie zostało zrealizowane przy wsparciu Miasta Radzyń Podlaski oraz Powiatu Radzyńskiego.

Jolanta Krasnowska-Dyńka

 

 

Data publikacji: 17.06.2025 r.

 

 

obraz001
obraz001
obraz002
obraz002
obraz003
obraz003
obraz004
obraz004
obraz005
obraz005
obraz006
obraz006
obraz007
obraz007
obraz008
obraz008
obraz009
obraz009
obraz010
obraz010
obraz011
obraz011
obraz012
obraz012
obraz013
obraz013
obraz014
obraz014
obraz015
obraz015
obraz016
obraz016
obraz017
obraz017
obraz018
obraz018
obraz019
obraz019
obraz020
obraz020
obraz021
obraz021
obraz022
obraz022
obraz023
obraz023
obraz024
obraz024
obraz025
obraz025
obraz026
obraz026
obraz027
obraz027
obraz028
obraz028
obraz029
obraz029
obraz030
obraz030
obraz031
obraz031
obraz032
obraz032
obraz033
obraz033
obraz034
obraz034
obraz035
obraz035
obraz036
obraz036
obraz037
obraz037
obraz038
obraz038
obraz039
obraz039
obraz040
obraz040
obraz041
obraz041
obraz042
obraz042
obraz045
obraz045
obraz046
obraz046
obraz047
obraz047
obraz048
obraz048
obraz049
obraz049
obraz050
obraz050
obraz051
obraz051
obraz052
obraz052
obraz053
obraz053
obraz055
obraz055
obraz056
obraz056
obraz057
obraz057
obraz058
obraz058
obraz059
obraz059
obraz060
obraz060
obraz061
obraz061
obraz062
obraz062
obraz063
obraz063
obraz064
obraz064
obraz065
obraz065
obraz066
obraz066
obraz067
obraz067
obraz068
obraz068
obraz069
obraz069
obraz070
obraz070

 

 

 

 

„Pociąg do Imperium. Podróże po współczesnej Rosji”

Rok wydania: 2023

 

 

„Pociąg do Imperium” to podróż przez Rosję czasu wojny. Maja Wolny jako jedna z niewielu pisarzy i pisarek na świecie jeździ po kraju Putina tuż po ogłoszeniu przez Rosję mobilizacji. W atmosferze strachu i kontroli pokonuje ponad dziesięć tysięcy kilometrów koleją, marszrutkami, samolotem. Odwiedza wioski, prowincjonalne miasteczka i metropolie, przemierzając Rosję od Kaliningradu po Kołymę. Rozmawia ze studentami, intelektualistką, parą bezdomnych, byłym agentem FSB, znajomymi z dawnych lat i przypadkowo spotkanymi Rosjanami. Szuka odpowiedzi na pytanie, jak mieszkańcy tego ogromnego kraju postrzegają wojnę w Ukrainie, jak oceniają rządzących i wreszcie, dlaczego się nie buntują i czy wojna zmieniła ich stosunek do nie-Rosjan. Podróżując śladami Ryszarda Kapuścińskiego, autorka odwiedza też dawne sowieckie republiki, które dziś są niezależnymi państwami: Gruzję, Armenię, Azerbejdżan, Mołdawię, Naddniestrze, a także Ukrainę i Białoruś. Maja Wolny nie brnie w eksperckie analizy i oceny. Pyta, patrzy, słucha i zapisuje.

Zapis tej niezwykłej podróży staje się thrillerem non fiction, zwłaszcza kiedy podróż zostaje przerwana w nagły sposób. W styczniu 2023 została zatrzymana na granicy i otrzymała 20-letni zakaz wjazdu na teren Białorusi, który został wydany przez władze Rosji.

Źródło: http://majawolny.pl/

 

„Klątwa”

Rok wydania: 2022

 

 

Siedemnastowieczny Kazimierz Dolny nawiedza zaraza. Czy żyjąca w nim Regina Zaleska jest czarownicą? Czy wytoczony jej proces doprowadzi ją i jej rodzinę do śmierci?

Między nowym proboszczem a miejskimi dostojnikami zaczyna toczyć się niebezpieczna gra. Stawką jest istnienie tych, których jedynym grzechem jest życie według własnych zasad.

„Klątwa” to nie tylko pełna magii powieść o tragicznych losach rodziny, która została wciągnięta w procesy o czary, ale głos kobiet, po których pamięć miała być spalona bądź zatopiona.

Fabuła oparta jest na wydarzeniach z 1644 roku, kiedy wielka powódź zalała Kazimierz Dolny oraz procesie oskarżonej o czary zielarki, która stanęła przed sądem z dziewięcioletnim synem. To właśnie chłopiec odgrywa zasadniczą rolę w oskarżeniu matki.

Źródło: http://majawolny.pl/

 

„Pociąg do Tybetu”

Rok wydania: 2020

 

 

Z Warszawy do serca Tybetu. Dziesięć tysięcy kilometrów, dwa kontynenty, pięć przejść granicznych i osiem stref czasowych.

W czasach, w których samoloty zabrały nam radość cierpliwego wędrowania, Maja Wolny dociera Koleją Transsyberyjską, Transmongolską i wreszcie Tybetańską na Dach Świata – do Lhasy. Podróż przez Syberię, bezkresne stepy Mongolii i zatłoczone Chiny to tygodnie trudnych, ale także niezwykłych doświadczeń w zmieniających się pociągach. Ostatni odcinek to nieporównywalna z niczym przygoda: szokująca dla organizmu jazda na wysokości ponad 5000 m n.p.m. Omdlenia, brak tchu – to tutaj coś normalnego.

Inspiracją dla autorki jest Alexandra David-Néel, która jako pierwsza Europejka w historii dotarła do Tybetu. Podążając tropem kobiety-podróżniczki, Maja Wolny tworzy współczesny, pełen zaskakujących obserwacji zapis wyprawy na Wschód.

„Pociąg do Tybetu” pokazuje przejmujący obraz krainy przez wieki zamkniętej dla świata.

Źródło: http://majawolny.pl/

 

„Jasność”

Rok wydania: 2019

 

 

Zbliża się awaria świata. A z nią samozagłada.

W brytyjskim miasteczku Bethlem dochodzi do wybuchu elektrowni atomowej. Wprowadzony zostaje nowy reżim, a świat znany do tej pory przestaje istnieć. Roma Wilk, jak większość kobiet ocalałych z katastrofy, trafia do miejsca przypominającego połączenie szpitala psychiatrycznego i obozu. Codziennie wkłada ten sam uniform, łyka te same tabletki – diagnozą jest choroba popromienna. Mimo doskonałej opieki zachowanie Romy wzbudza niepokój lekarzy. Czy kobieta cierpi na syndrom końca świata? A może ktoś inny żongluje prawdą...

Źródło: http://majawolny.pl/

 

„Powrót z Północy”

Rok wydania: 2018

 

 

Współczesność. Z moskiewskiego dworca odjeżdża spóźniony pociąg. Transsyberyjska przygoda przebiega początkowo pogodnej atmosferze, jednak kiedy wagony pustoszeją, komórki tracą zasięg, a pociąg wydaje się zbaczać z wyznaczonej trasy, Olgę Forys i jej znajomych ogarnia niepokój. Następujące później wydarzenia na zawsze odmienią życie piątki bohaterów.

W przededniu pierwszej wojny światowej podróż w tym samym kierunku odbywa zdolny inżynier, Michał Forys z warszawskiej firmy Rudzki i S-ka. Pod jego nadzorem ma stanąć na rzece Amur jeden z najdłuższych mostów świata. Dla uwikłanego w skomplikowane związki uczuciowe oraz mroczne sprawy z przeszłości Michała, wyjazd na Syberię może stać się zarówno życiową szansą, jak i przekleństwem.

„Powrót z Północy” to fascynująca wędrówka po odrealnionych syberyjskich osadach, w których spotykamy młodego Stalina, Rasputina, a także Nicefora – XVII –wiecznego watażkę tworzącego nowe państwo. W tej pełnej gęstniejącego napięcia powieści rzeczywistość miesza się ze snem, przeszłość z teraźniejszością, a historia ze zmyśleniem.

Źródło: http://majawolny.pl/

 

„Księgobójca”

Rok wydania: 2017

 

 

Deszczowy Amsterdam, mała księgarnia przy jednym z kanałów. Jej właściciel, Polak, Wiktor Krzesim, obserwuje miasto przez sklepową witrynę. Dni upływają mu monotonnie, aż do momentu, w którym do kamienicy na przeciwko wprowadza się grupa przyjaciół. Jedną z lokatorek okazuje się dawna, skrywana miłość Wiktora, Marianna. Wiktor zna nie tylko jej rodzinną historię, ale również inną wielką tajemnicę.

W tym samym czasie inspektor Eva Paelinck prowadzi śledztwo w sprawie tajemniczej śmierci znanego w mieście restauratora mebli. Kiedy policjantce wydaje się, że złapała sprawcę, niespodziewanie ginie kolejna ofiara. Wszystko wskazuje na tego samego zabójcę. Okazuje się, że księgarz, który przez całe dnie obserwuje okolicę, wie więcej niż policja.

Szyba księgarni, tak jak lustro weneckie, zaciera ślad między tym, kto jest podejrzanym, a kto ofiarą. Jednak jeśli czytelnik będzie wystarczająco uważny, odkryje zaszyfrowany w powieści klucz, który ujawnia imię sprawcy.

Źródło: http://majawolny.pl/

 

„Czarne liście”

Rok wydania: 2016

 

 

Dwie obce sobie kobiety żyjące w innych czasach: Julia Pirotte, sławna polska fotoreporterka pochodzenia żydowskiego oraz Weronika Czerny, historyczka badająca postawę Polaków wobec Żydów. Czy coś je łączy? Czy wydarzenia, które wstrząsnęły Kielcami 4 lipca 1946 roku mają związek z zaginięciem małej Laury? Jaką tajemnicę skrywa rodzina Weroniki? Czy za zaginięciem dziewczynki stoi jej chory psychicznie ojciec?

Jeśli myślisz, że możesz zapomnieć o trudnej przeszłości, jesteś w błędzie – ona prędzej czy później powróci.

„Czarne liście” to powieść łącząca burzliwą historię Polski ze współczesnym wątkiem kryminalnym.

Źródło: http://majawolny.pl/

 

„Dom tysiąca nocy”

Rok wydania: 2010

 

 

Pełna południowego temperamentu opowieść o nieoczekiwanym związku dojrzałej kobiety i osiemnastoletniego chłopca.

Malwina, niebanalna matka Polka, przyjeżdża do Włoch, by podjąć pracę jako pomoc domowa. Ma nadzieję, że zmiana otoczenia pomoże jej uporać się z tragedią, której niedawno doświadczyła. Jej nowym domem staje się willa należąca do Carli Russo – dojrzałej kobiety, niegdyś bezkompromisowej rewolucjonistki. Talent literacki i wyobraźnia wnuka Carli – Brunona, skłaniają obie bohaterki do tego, by zmierzyły się z trudną przeszłością.

„Dom tysiąca nocy” to historia miłości, nienawiści i bólu po doznanej stracie. W śródziemnomorskiej scenerii malowniczego Sorrento ożywają tłumione uczucia, a słońce skutecznie leczy rany z przeszłości, przywracając bohaterom wiarę w piękno i bogactwo życia.

Źródło: http://majawolny.pl/

 

„Kara”

Rok wydania: 2009

 

 

W noc swoich trzydziestych urodzin Karolina zwana Karą podróżuje z Krakowa do Brukseli. Po drodze dokonuje swoistego rozliczenia: bilansu miłości, nienawiści oraz zdrady – tego wszystkiego, czego doświadczyła przez ostatnie lata, pomieszkując na Wschodzie i Zachodzie, kochając dwóch mężczyzn z różnych kultur i odkrywając ich tajemnice.

W powieści pojawiają się historyczni i fikcyjni ludzie drogi; mężowie stanu i tułacze: m.in. Karol Wojtyła, Edward Gierek, Vika z Uzbekistanu, która porzucając swojego upośledzonego syna, zostaje świadczącą usługi erotyczne dla niepełnosprawnych seksassistente czy didżej Igor, nielegalnie mieszkający w Brukseli Białorusin.

Jest to swego rodzaju zapis podróży emigracyjnej, która dla Kary, podobnie jak dla wielu współczesnych Polaków, rozgrywa się nie tylko w czasie i przestrzeni, ale przede wszystkim w świecie uczuć.

Źródło: http://majawolny.pl/