Ola Synowiec

Urodziła się 17 sierpnia 1985 roku w Kozienicach. Pisarka, dziennikarka i podróżniczka specjalizująca się w tematyce latynoamerykańskiej, szczególnie związana z Meksykiem. Absolwentka polonistyki i latynoamerykanistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Przez dziewięć lat mieszkała w Meksyku, a od 2011 roku prowadzi autorskiego bloga o kulturze tego kraju – Mexico Magico Blog.

Jest autorką książki „Dzieci szóstego słońca. W co wierzy Meksyk” (2018) – reporterskiego spojrzenia na współczesną duchowość Meksyku, oraz współautorką (wraz z Arkadiuszem Winiatorskim) „Na poboczu Ameryk. Pieszo z Panamy do Kanady” (2022) – opowieści o niezwykłej pieszej podróży przez dwa kontynenty. Za tę drugą publikację otrzymała Nagrodę Magellana 2022 dla najlepszej książki podróżniczej roku.

Jej teksty ukazywały się m.in. w BBC, Dużym Formacie, National Geographic Traveler, Kontynentach czy Przekroju. W 2022 roku wraz z Arkadiuszem Winiatorskim odbyła kolejną pieszą wyprawę – tym razem wokół Polski, pokonując 3322 kilometry w 126 dni. Wyprawa ta została uhonorowana Złotym Śladem na festiwalu „Śladami Marzeń”.

 

 

 

Od Radzynia po Meksyk – podróż w świat Día de Muertos

„Radzyńskie Spotkania z Podróżnikami” od lat goszczą ludzi, którzy potrafią barwnie opowiadać o świecie, jego kulturach i tradycjach. Każde wydarzenie to nie tylko okazja do spotkania z ciekawymi ludźmi, lecz także podróż – często w miejsca odległe, nieznane, a czasem nawet nieco egzotyczne. 24 października 2025 roku Radzyń Podlaski po raz kolejny stanie się bramą do innego świata, kiedy to o godzinie 18.45 w sali parafialnej przy kościele Świętej Trójcy rozpocznie się spotkanie z Aleksandrą Synowiec – pisarką, dziennikarką i podróżniczką, która od lat zgłębia tajemnice Meksyku.

 

 

Tematem tego wyjątkowego wieczoru będzie „Meksykański Dzień Zmarłych”. To jedno z najbardziej niezwykłych i barwnych świąt świata, które łączy w sobie radość i zadumę, pamięć i celebrację, kolorowe parady i rodzinne spotkania przy ołtarzykach pełnych kwiatów, świec i ulubionych potraw zmarłych bliskich. Meksykanie wierzą, że raz w roku duchy wracają, by spędzić czas z rodziną, a gospodarze przygotowują dla nich ucztę, muzykę i zapachy, które mają poprowadzić dusze do domów.

Ale czy naprawdę dobrze, gdy ktoś podaruje nam cukrową czaszkę z naszym własnym imieniem? Dlaczego czaszka stała się narodowym symbolem Meksyku? Jak to się stało, że w obchodach Día de Muertos pojawia się... James Bond? – Odpowiedzi na te pytania usłyszymy właśnie w Radzyniu, prosto od kogoś, kto przeżył to święto w Meksyku i potrafi opowiedzieć o nim w sposób barwny, autentyczny i poruszający – powiedział nam Robert Mazurek, pomysłodawca i organizator „Radzyńskich Spotkań z Podróżnikami”.

Aleksandra Synowiec spędziła w Meksyku dziewięć lat. Z wykształcenia polonistka i latynoamerykanistka, od 2011 roku prowadzi blog „Mexico Magico”, na którym dzieli się swoimi obserwacjami o kulturze tego kraju. Jest autorką książki „Dzieci szóstego słońca. W co wierzy Meksyk”, która odsłania duchowość współczesnych Meksykanów, a także współautorką „Na poboczu Ameryk. Pieszo z Panamy do Kanady” – niezwykłej opowieści o pieszej podróży przez dwa kontynenty. Za tę drugą publikację otrzymała prestiżową Nagrodę Magellana 2022 dla najlepszej książki podróżniczej roku. Jej reportaże publikowane były m.in. w BBC, „National Geographic Traveler”, „Dużym Formacie” czy „Przekroju”. Co ważne, Aleksandra i jej towarzysz podróży Arkadiusz Winiatorski wyruszyli także na pieszą wyprawę wokół Polski, w której w 126 dni pokonali 3322 kilometry – i za którą otrzymali wyróżnienie Złoty Ślad na festiwalu „Śladami Marzeń”.

Spotkanie w Radzyniu będzie więc okazją, by nie tylko wysłuchać barwnej opowieści o jednym z najciekawszych świąt świata, ale też spotkać się z osobą, która całe życie podporządkowała podróżom, odkrywaniu kultur i opisywaniu ich dla polskich czytelników. Będzie również możliwość zakupu książek autorki i otrzymania osobistej dedykacji.

Wydarzenie odbywa się pod honorowym patronatem Marszałka Województwa Lubelskiego Jarosława Stawiarskiego oraz Starosty Radzyńskiego Szczepana Niebrzegowskiego. Spotkanie wspierają sponsorzy: firma Master, PSB Mrówka, Nadleśnictwo Radzyń Podlaski oraz Bank Spółdzielczy w Radzyniu Podlaskim. Patronat medialny objęli: magazyn „Kontynenty”, TVP3 Lublin, Radio Lublin, „Dziennik Wschodni”, Katolickie Radio Podlasie, „Echo Katolickie”, „Słowo Podlasia”, „Wspólnota Radzyńska” oraz portale: Podlasie24, Podlaski.info i Kocham Radzyń Podlaski. Organizację wydarzenia wspierają Miasto Radzyń Podlaski i Powiat Radzyński.

Wstęp na spotkanie jest wolny, a każdy, kto weźmie w nim udział, będzie miał szansę poczuć choć odrobinę magii, jaka co roku ogarnia Meksyk podczas Día de Muertos.

 

Data publikacji: 27.09.2025 r.

 

 

Día de Muertos to święto katolickie

Wywiad Roberta Mazurka z podróżniczką Olą Synowiec, autorką książki „Dzieci szóstego słońca. W co wierzy Meksyk”

 

 

Zacznijmy od podstaw – czym dla Meksykanów jest Día de Muertos i jakie miejsce zajmuje w ich tożsamości narodowej?

Wielu Meksykanów mówi, że to ich ulubione święto w roku. Twierdzą, że w Meksyku kocha się Día de Muertos nawet bardziej niż Gwiazdkę. Oczywiście – wbrew wielu popularnym, a nieprawdziwym opiniom – nie dlatego, że Meksykanie szczególnie lubią samą śmierć. Bo jak można ją lubić? To piękne święto zasadza się przede wszystkim na dwóch głównych refleksjach: wspomnieniu zmarłych oraz zastanowieniu się nad nieuchronnością śmierci. Ta druga zamienia się w tym czasie w jedno wielkie carpe diem – świadomość nieuchronności śmierci sprawia, że bardziej cieszymy się życiem. Więc to nie jest tak, jak niektórzy piszą, że Día de Muertos to „festiwal śmierci” lub „celebracja śmierci”. To celebracja życia i jeśli można nazwać to festiwalem czegokolwiek, to jest to jeden wielki festiwal życia – radości z niego i oddawania czci życiu naszych zmarłych bliskich.
Día de Muertos to bez wątpienia jeden ze znaków rozpoznawczych Meksyku. W ostatnich latach do tej sławy dołożyło się także kino – animacja Pixara-Disneya „Coco” czy film o Jamesie Bondzie „Spectre”. Co ciekawe – i czemu bliżej przyglądam się w mojej książce „Dzieci szóstego słońca. W co wierzy Meksyk” – Dzień Zmarłych tym znakiem rozpoznawczym nie stał się przypadkowo. Doprowadziły do tego lata celowych działań marketingowych meksykańskiego rządu, sięgających jeszcze lat 20. XX wieku. Meksykanie naprawdę nieźle radzą sobie w tym elemencie kreowania tzw. marki narodowej. Co oczywiście w niczym nie umniejsza głębi tego święta.

W książce opisujesz genezę Dnia Zmarłych w Meksyku. Jakie są jego korzenie – prekolumbijskie, katolickie czy może synkretyczne?

Najbezpieczniej byłoby powiedzieć, że synkretyczne, choć obecnie meksykańscy historycy skłaniają się ku tezie, że Día de Muertos ma przede wszystkim korzenie europejskie: wywodzi się z tradycji katolickiej i ludowej. Narrację o prehiszpańskich korzeniach tego święta wykreował w dużej mierze meksykański rząd w ramach wspomnianych działań – przy próbach tworzenia meksykańskiego nacjonalizmu i tożsamości narodowej stawiano właśnie na „przedhiszpańskość”. Miała być czymś unikalnym dla narodu meksykańskiego, czymś, co odetnie kulturę od dawnego kolonizatora. Przedtem jednak Meksykanie raczej nie mieli wątpliwości, że święto ma korzenie katolickie. Zresztą i dzisiaj, co warto podkreślić, Día de Muertos to święto jak najbardziej katolickie.

Jak wyglądały pierwsze obchody Día de Muertos, które widziałaś w Meksyku? Co najbardziej Cię zaskoczyło?

Zwykle zaskakuje mnie za granicą to... jak mało mnie zaskakuje. Narracja turystyczna opiera się w dużej mierze na podkreślaniu różnic między kulturami, podczas gdy będąc już na miejscu, częściej niż różnice dostrzega się podobieństwa. Ja też zobaczyłam, ile wspólnego w rzeczywistości ma Día de Muertos z naszymi Zaduszkami – zarówno obecnie, jak i w dawnym sposobie ich obchodzenia w Polsce. Sama struktura Día de Muertos i poszczególne zwyczaje sprawiają, że czuje się prawdziwą bliskość zmarłych.
Mój pierwszy Dzień Zmarłych w Meksyku spędziłam z rodziną przyjaciół. Ich mama zwróciła się wtedy do mnie z przekorą: „Co ty myślisz, że będziesz sobie tylko oglądać, jak my tu spędzamy święta? Spędzasz te święta z nami, więc celebruj je z nami!”. Kazała mi ustawić na ich domowym ołtarzyku dla zmarłych zdjęcie mojej babci. I to było najlepsze, co mogło mnie spotkać. Dzięki temu nie tylko zobaczyłam Día de Muertos, ale je poczułam. A bliskości mojej zmarłej babci doświadczyłam najgłębiej właśnie tam, w Meksyku – tysiące kilometrów od domu.

W książce „Dzieci szóstego słońca. W co wierzy Meksyk” piszesz o roli czaszek i kościotrupów – skąd wzięła się ta estetyka i jaką symbolikę niesie dla Meksykanów?

Czaszki i kościotrupy są nierozłącznym elementem ornamentyki wokół Día de Muertos. Podkreślam – tylko ornamentyki! Nie mają one żadnego znaczenia religijnego podczas obchodów. Mają przypominać o śmierci, memento mori. A że zazwyczaj są wesołe, kolorowe, a czasem wykonane z cukru czy czekolady – stają się też swoistym „osłodzeniem” lęku przed śmiercią. Z roku na rok tych dekoracji jest coraz więcej: ozdabiają witryny sklepowe, ulice miast i główne place, szkoły czy kościoły. Wielu Meksykanów maluje też swoje twarze na „catriny” i „catrinów” – kościste damy i kościstych gentlemanów.

Jakie znaczenie mają ofrendy (domowe ołtarze dla zmarłych) i jakie przedmioty są na nich najważniejsze?

Tradycja mówiła, że Dzień Zmarłych to czas, kiedy granica między światem żywych a światem zmarłych jest wyjątkowo cienka i dusze naszych bliskich mogą nas wtedy odwiedzić. Dlatego na ołtarzach czekał na nich poczęstunek po długiej podróży z tamtego świata. Dziś może nie wszyscy wierzą, że dusze naprawdę przychodzą, ale tradycyjnie stawia się ulubione potrawy i napoje zmarłych. I jest w tym coś pięknego – przygotowując ich ulubione dania, jakby bliżej czujemy ich obecność.
Na ołtarzu ustawia się też zdjęcia tych, których chcemy wspominać, oraz dekoracje – głównie wycinanki papel picado i kwiaty cempasúchil, czyli aksamitki w odcieniach pomarańczu.

Dlaczego akurat aksamitki są tak ważne podczas tego święta?

A dlaczego chryzantemy są ważne podczas Wszystkich Świętych? Bo to kwiaty sezonowe, które akurat wtedy kwitną (śmiech). Podobnie jest z aksamitkami w Meksyku. Choć niektórzy mówią, że dusze uwielbiają ich zapach i łatwiej dzięki niemu trafić im na ziemię.

Wspominałaś o jedzeniu przygotowywanym na Día de Muertos. Jakie potrawy są wtedy najważniejsze i co symbolizują?

Oprócz ulubionych dań zmarłych, charakterystycznym elementem jest pan de muerto, czyli w wolnym tłumaczeniu „chleb zmarłego”. To słodkie pieczywo drożdżowe, które w tym czasie zalewa targi i piekarnie. Nie ma ono głębokiej symboliki – może być traktowane jako „posiłek dla zmarłych” albo „osłoda” tego dnia. Co ciekawe, podobne słodkości sprzedawane przy cmentarzach mamy też w Europie, także w Polsce: pańską skórkę, miodek turecki, szczypki...

Jaką rolę odgrywa wspólnota i rodzina w obchodach Święta Zmarłych? Czy są jakieś różnice między miastem a wsią?

Święto to, jak większość świąt w Meksyku, jest obchodzone bardzo rodzinnie. Odwiedza się bliskich, czasem jedzie do nich przez setki kilometrów, wspólnie czuwa się na cmentarzach. W Meksyku zachodzą podobne zmiany co w Polsce i młodzi, głównie mieszkający w miastach, spędzają to święto także na inne sposoby: organizowane są przebierane imprezy, parady czy rowerowe przejazdy przez miasto w strojach „catrin” i „catrinów”.

W książce opisujesz nocne czuwania na cmentarzach. Jakie emocje i doświadczenia towarzyszą tym spotkaniom?

Raczej nie impreza (śmiech). Bo mam wrażenie, że tak często przedstawia się to w Polsce: że to zabawa na grobach. Jest zupełnie odwrotnie. Atmosfera na cmentarzach jest pełna zadumy. Owszem, czasem gdzieś w oddali słychać mariachis lub inne zespoły grające ulubione piosenki zmarłego, ale imprezowej atmosfery nie doświadczyłam nigdy. Jest za to dużo wspominania zmarłych bliskich. Rozmów o nich, rozmów z nimi. Opowiadania im, co się wydarzyło od ostatniej wizyty na cmentarzu. Przybliżania dzieciom osoby zmarłego bliskiego. Takiego prawdziwego spotkania.

Czy spotkałaś się z krytyką lub niezrozumieniem tego święta wśród samych Meksykanów lub osób z zewnątrz?

W samym Meksyku obserwuję podobne dyskusje co w Polsce. Również tam coraz popularniejsze są tradycje Halloween, co spotyka się z krytyką lub czasem wręcz potępieniem wśród księży. Co do samych obchodów Día de Muertos wątpliwości oczywiście nie ma, bo – powtórzę – to święto jak najbardziej katolickie. Dużo niezrozumienia widzę z kolei ze strony osób z zewnątrz. Prasa, telewizja, influencerzy podróżniczy przedstawiają ten dzień jako coś szokującego, kontrowersyjnego, odmiennego. Widzę na przykład często zupełnie nieprawdziwe opinie, że w Día de Muertos chodzi o oddawanie czci śmierci, Świętej Śmierci albo prehiszpańskim bogom. A to po prostu, że tak powiem, bujda na resorach! (śmiech).

Jak Día de Muertos ewoluowało w ostatnich latach – czy tradycje się zmieniają pod wpływem globalizacji, turystyki i popkultury?

Oczywiście. Wszystko się zmienia, a tradycja, która się nie zmienia, umiera. Tak działa to wszędzie. Ale ciekawe są właśnie te wpływy popkulturowe. Tradycję parad na Día de Muertos w mieście Meksyk zapoczątkował właśnie... film „Spectre” o Jamesie Bondzie.

A nie jest przypadkiem tak, że święto to ulega komercjalizacji? Jak Meksykanie reagują na to zjawisko i czy nie obawiają się utraty autentyczności?

Nie demonizowałabym tak tej komercjalizacji. Wiadomo, to dzieje się z wieloma świętami, wszędzie na świecie. Ale w tym przypadku sprzedaż tematyczna w tym okresie służy raczej pełniejszemu przeżywaniu istoty samego święta – widziałam sondaże, że Meksykanie najwięcej w tym okresie wydają na przygotowanie ołtarzy dla zmarłych. Na ołtarze, a nie na przykład na słodycze, przebrania czy dekoracje.

W książce pojawia się temat duchowości i kontaktu z przodkami. Jak Meksykanie rozumieją „obecność zmarłych” podczas święta?

Rozumieją ją na pewno... różnie. Ilu Meksykanów, tyle sposobów na przeżywanie tego dnia i tego intymnego „spotkania”. Czy Meksykanie wciąż wierzą, że dusze zmarłych naprawdę odwiedzają ich na ziemi? Część pewnie tak. Część jednak traktuje to symbolicznie, jako wspomnienie ich i wyrażenie dla nich szacunku.

To które miejsca w Meksyku najbardziej Cię zaskoczyły pod względem obchodów Día de Muertos?

Nie można powiedzieć, że „w Meksyku święta obchodzi się tak i tak”, bo w różnych miejscach wygląda to różnie. Oczywiście są najpopularniejsze tradycje – tworzenie ołtarzy dla zmarłych, malowanie twarzy, „kościotrupie” ozdoby, rodzinne czuwanie na cmentarzu, ale są też tradycje bardziej regionalne. Jedne ze świąt spędziłam w małej miejscowości pod miastem Meksyk, gdzie na ulicach, przed domami pali się ogniska – podobno dla dusz, by trafiły do domu. Ulicami nie da się wtedy przejechać! Z kolei u Mazateków w górach Oaxaki chłopcy przebierają się w damskie stroje, chodzą od domu do domu i proszą o datki czy alkohol – trochę jak nasi kolędnicy.

Czy dostrzegasz jakieś uniwersalne wartości Día de Muertos, które mogą być inspiracją dla innych kultur?

Bardzo podoba mi się, jak sformułowałeś to pytanie. Głęboko wierzę, że to jedna z wartości, które dają nam podróże. Turystyka powinna być nie tyle zaliczaniem miejsc czy jedynie obserwacją, ale właśnie prawdziwym spotkaniem, obustronną nauką, inspiracją. Día de Muertos jest pięknym, głębokim świętem – refleksją nad przemijaniem, wartością życia oraz naszymi relacjami z bliskimi, zarówno zmarłymi, jak i żyjącymi. Myślę, że to piękne, że w tak wielu kulturach istnieją święta i tradycje mające na celu wspomnienie i oddanie czci przodkom. W Meksyku sama struktura tego święta i jego tradycje pozwalają to robić jeszcze pełniej. Myślę, że nie byłoby nic złego, gdybyśmy w Polsce w Zaduszki ugotowali – może niekoniecznie na ołtarzyk, ale na przykład na obiad – ulubione danie zmarłego i przy tej okazji go powspominali. Może zapach czy smak potrawy przypomniałby nam jego obecność do tego stopnia, że mielibyśmy wrażenie, jakby siedział z nami przy stole? Nawet jeśli w całej naszej nowoczesności już w to nie wierzymy.

 

Data publikacji: 2.10.2025 r.

 

 

Kolorowa pamięć o zmarłych

Czy Meksykanie często myślą o śmierci? Czym naprawdę jest Día de Muertos i dlaczego jego nieodłącznym elementem są czaszki i kościotrupy? Wreszcie co wspólnego ma z tym James Bond? O tym wszystkim opowiadała Aleksandra Synowiec, podróżniczka, latynoamerykanistka, autorka książki „Dzieci Szóstego Słońca. W co wierzy Meksyk”, która 24 października 2025 roku była gościem 57. edycji „Radzyńskich Spotkań z Podróżnikami”.

 

 

Wydarzenie odbyło się w sali parafialnej przy kościele Trójcy Świętej i rozpoczął je gospodarz miejsca – proboszcz parafii ks. kan. Krzysztof Pawelec. – Uroczystość Wszystkich Świętych i Wspomnienie Wszystkich Wiernych zmarłych to dla Kościoła bardzo ważne dni, kiedy odnosimy się do tajemnicy śmierci i życia wiecznego – mówił duchowny. – Cieszę się, że możemy się spotkać właśnie tu i teraz, tuż przed tym szczególnym czasem pamięci, modlitwy i miłości wobec tych, którzy żyli obok nas. Wierzę, że ten wieczór ubogaci nas zarówno kulturowo, jak i duchowo – podkreślił proboszcz.

Zebranych powitał również Robert Mazurek, organizator cyklu i prezes Radzyńskiego Stowarzyszenia „Podróżnik” – Dziękuję księdzu proboszczowi za gościnę i otwartość. Czas, miejsce i temat spotkania – „Meksykański Dzień Zmarłych” – nie jest przypadkowy. To święto, choć bardzo barwne, zakorzenione jest w tradycji chrześcijańskiej. Radzyń znów staje się drzwiami do świata, a naszą przewodniczką będzie Ola Synowiec – zapowiedział R. Mazurek.

Nie „festiwal śmierci”, ale celebracja życia

Podróżniczka przez dziewięć lat mieszkała w Meksyku. Jak podkreśliła, Día de Muertos to święto niezwykle radosne, ale w swojej istocie bardzo bliskie polskiej tradycji.

– To nie jest żaden „festiwal śmierci”. Jeśli coś się tam celebruje, to życie – mówiła. – U podstaw święta leży dokładnie to samo, co w innych kulturach: wspomnienie zmarłych bliskich i refleksja nad śmiercią oraz przemijalnością świata. Dla Meksykanów to czas wspominania tych, którzy odeszli, rozmów o nich, wspólnego bycia razem. Tak naprawdę chodzi o to samo, co u nas – tylko sposób przeżywania jest inny – zaznaczyła, zastrzegając, że Día de Muertos nie jest jednak „meksykańskim Halloween”, jak często przedstawiają media. To święto głęboko zakorzenione w wierze i tradycji, łączące elementy europejskiego katolicyzmu z lokalnym kolorytem. – Dla Meksykanów śmierć nie jest tabu. Czaszki i kościotrupy, które widzimy na ulicach, nie mają straszyć, ale przypominać o przemijaniu; to trochę jak memento mori. Te motywy są kolorowe, wesołe, a jednocześnie bardzo symboliczne – opowiadała.

Dusze nie mają żołądków

Podróżniczka krok po kroku wprowadzała słuchaczy w świat meksykańskich tradycji, pokazując zdjęcia i opowiadając o zwyczajach, które łączą powagę z radością życia. – Moja meksykańska przyjaciółka, z którą ubierałyśmy domowy ołtarz dla zmarłych, powiedziała kiedyś: „To nawet lepsze niż Gwiazdka” – dodała, tłumacząc, że u podstaw święta leży przekonanie, iż w tym czasie dusze zmarłych mogą odwiedzić swoich bliskich. Dlatego w domach buduje się ołtarze (ofrendas), na których stawia się zdjęcia zmarłych, ich ulubione potrawy i słynny pan de muerto – „chleb zmarłego”. – Pierwsze Día de Muertos spędzałam z rodziną moich przyjaciół i ich mama gotowała dla każdego zmarłego bliskiego jego ulubione danie. Podeszłam do tego święta z zacięciem turystyczno-antropologicznym. Wszystko chciałam dokumentować, robiłam zdjęcia, zadawałam mnóstwo pytań. „Gotujecie potrawy, stawiacie je na domowym ołtarzu i one tam stoją całą noc, a dusze zmarłych przychodzą i je jedzą. Czyli jak przyjdę tam rano, to po daniach nie będzie śladu, prawda?” – pytałam. A mama moich przyjaciół mówi: „Głupia, jak zmarli to mają jeść?! Przecież dusze nie mają żołądków. Gdzie im to wszystko poleci? Na podłogę?”. Powiedziała mi, że ze wszystkich zmysłów zmarli najbardziej mają wyczulony węch. I pożywają się w taki sposób, że wysysają z potraw tylko aromat i rano nie będą miały one smaku. Tak było – opowiadała.

Kolorowe czaszki i „parada Bonda”

Publiczność z zainteresowaniem słuchała anegdot o tym, jak święto ewoluowało. Jedna z nich dotyczyła... Jamesa Bonda. – Scena otwierająca film „Spectre” przedstawia paradę z okazji Dnia Zmarłych w centrum miasta Meksyk. Problem w tym, że taka parada nigdy wcześniej nie istniała! Zorganizowano ją dopiero po premierze filmu, żeby turyści się nie rozczarowali. I odbywa się ona od 2016 roku, gromadząc nawet 2 miliony widzów, głównie turystów, ale Meksykanie pokochali nową tradycję i nazwali ją paradą Bonda – tłumaczyła O. Synowiec.

W trakcie prezentacji podróżniczka przybliżyła historię meksykańskich czaszek (calaveras) i kościotrupów. Są one popularne nie tylko w okolicach Día de Muertos, ale przez cały rok. – To nieodłączny element ornamentyki tego święta. Podkreślam – tylko ornamentyki! Nie mają one żadnego znaczenia religijnego podczas obchodów, lecz przypominać, że wszyscy kiedyś umrzemy. Jednak absolutnie nie są one makabryczne, a kolorowe, ozdobione kwiatami, wykonane z cukru czy czekolady. Stają się też swoistym „osłodzeniem” lęku przed śmiercią. Z roku na rok tych dekoracji jest coraz więcej: ozdabiają witryny sklepowe, ulice miast i główne place, szkoły czy kościoły – mówiła.

Od „Catriny” po pachnące aksamitki

Dużą część spotkania poświęcono symbolice. Wśród najbardziej znanych motywów podróżniczka wymieniła „Catrinę” – eleganckiego, kobiecego kościotrupa w kapeluszu stworzonego przez rysownika José Guadalupe Posadę, a spopularyzowanego na muralach przez Diega Riverę, męża Fridy Kahlo. – La Catrina miała wyśmiewać ówczesne „żony modne” – Meksykanki, które chciały żyć na modłę europejską. Artyści ukochali te kościotrupy Posady, a że szukali indywidualnego, meksykańskiego stylu w sztuce, który odróżniłby ją od europejskiej, to te czaszeczki świetnie im przypasowały. Dzisiaj to niemal symbol Meksyku. Catriny są na koszulkach, tatuażach, w sztuce ludowej i użytkowej, a na Día de Muertos kobiety malują sobie na twarzach catrinowy makijaż – wyjaśniała A. Synowiec.

Wspomniała również o zapachu, który towarzyszy obchodom. – W Polsce w tych dniach na cmentarzach czuć wosk, a w Meksyku aksamitki. To one prowadzą dusze do domu, dlatego kwiatami wysypuje się drogę od ulicy do ołtarza – mówiła.

Podobieństwa większe niż się wydaje

Jak przyznała, wiele z tych tradycji przypomina dawne polskie zwyczaje zaduszkowe. – Kiedy po powrocie do Polski rozmawiałam z dziadkiem, wspominał, że dawniej na rozstajach dróg palono ogniska, żeby dusze mogły wrócić do domu. Na Kaszubach nie wolno było wieszać prania, by nie zaplątała się w nie dusza. To bardzo podobne wierzenia do tych, które wciąż żyją w Meksyku – zauważyła. – Poza tym w słowniku polskim z XIX wieku znajdziemy m.in. taki opis polskich dziadów: „Aby niewidzialne dusze z domownikami obcowały, gospodyni na wieczerze powinna tylko takie ważyć potrawy, które były ulubione przez zmarłych za życia”. Wystarczy podmienić nazwę na Día de Muertos i okazuje się, że to ta sama tradycja – podkreślała.

Podróżniczka zaznaczała, że Kościół katolicki w Meksyku nie sprzeciwia się obchodom – zresztą świątynie też ozdabiane są na ten czas aksamitkami, powstają ołtarze. – Wszyscy wiedzą, że to święto chrześcijańskie. Różni się tylko formą, ale duch pozostaje ten sam. Meksykanie wierzą, że między światem żywych i umarłych w tych dniach granica jest wyjątkowo cienka – tłumaczyła.
Cmentarze pełne zadumy i muzyki

A. Synowiec opowiadała także o czuwaniach na meksykańskich cmentarzach, które łączą modlitwę, rozmowy i wspólne posiłki. – Nie spotkałam się nigdy z „imprezowaniem” na grobach i fiestą, bo czasami słyszę takie określenia w odniesieniu do Día de Muertos. Ludzie siedzą, rozmawiają, wspominają zmarłych, opowiadają dzieciom historie o tych, których już nie ma, w tle grają mariachis – po cichu, z szacunkiem. To raczej czas refleksji i bliskości niż zabawy – mówiła.

Wspomniała również, że w niektórych regionach Meksyku zwyczaje przybierają bardzo lokalne formy – od procesji i tańców, po... czyszczenie kości przodków. – Tak jest w miasteczku Pomuch na Jukatanie. Kości zmarłych wyjmuje się z grobów, by je umyć, a następnie wystawić na widok publiczny. Wierzy się bowiem, że dopóki ktoś dba o nasze szczątki, możemy zaznawać spokoju. Kiedy zapytałam jednego z mieszkańców, czy ta tradycja wciąż jest żywa w XXI w., czy młodzi chcą to robić, odpowiedział ze smutkiem, że nie i dodał: „Co będzie, gdy nikt nie zadba o moje kości, co się stanie z moją duszą?”. To piękna metafora – zmarli żyją tak długo, jak długo o nich pamiętamy – dodała.

Podróże są lustrem

Podsumowując swoje wystąpienie, Ola Synowiec mówiła o podróżowaniu jako formie poznawania samego siebie: – Wydaje nam się, że podróże są drzwiami do innych światów. A czasem są lustrem, w którym możemy lepiej zobaczyć siebie. Patrząc na Meksyk, zaczęłam inaczej rozumieć polskie tradycje i nasz sposób przeżywania pamięci o zmarłych – przyznała.

Na zakończenie zachęciła słuchaczy, by z refleksją weszli w zbliżający się listopadowy czas pamięci, a może też obejrzeli disneyowski film „Coco”, który pięknie pokazuje więzi rodzinne, a jego przesłanie pokrywa się z ideą meksykańskiego Día de Muertos.

Tradycyjnie gość „Radzyńskich Spotkań z Podróżnikami” otrzymał pamiątkową karykaturę i medal. W imieniu starosty radzyńskiego Szczepana Niebrzegowskiego głos zabrał Członek Zarządu powiatu Tomasz Stephan. – Dziękuję za tę niezwykłą opowieść. To spotkanie dało nam wiele do myślenia – powiedział.

Po części oficjalnej uczestnicy mogli porozmawiać z autorką i nabyć jej książki.

Spotkanie odbyło się pod honorowym patronatem Marszałka Województwa Lubelskiego Jarosława Stawiarskiego oraz Starosty Radzyńskiego Szczepana Niebrzegowskiego, przy wsparciu Miasta Radzyń Podlaski i Powiatu Radzyńskiego. Sponsorem wydarzenia byli: firma Master, PSB Mrówka, Nadleśnictwo Radzyń Podlaski oraz Bank Spółdzielczy w Radzyniu Podlaskim. Patronat medialny objęli: magazyn „Kontynenty”, TVP3 Lublin, Radio Lublin, „Dziennik Wschodni”, Katolickie Radio Podlasie, „Echo Katolickie”, „Słowo Podlasia”, „Wspólnota Radzyńska” oraz portale Podlasie24.pl, Podlaski.info i Kocham Radzyń Podlaski.

Jolanta Krasnowska-Dyńka

 

 

Data publikacji: 30.10.2025 r.

 

 

fot-karol-nieweglowski (1)
fot-karol-nieweglowski (2)
fot-karol-nieweglowski (3)
fot-karol-nieweglowski (4)
fot-karol-nieweglowski (5)
fot-karol-nieweglowski (6)
fot-karol-nieweglowski (7)
fot-karol-nieweglowski (8)
fot-karol-nieweglowski (9)
fot-karol-nieweglowski (10)
fot-karol-nieweglowski (11)
fot-karol-nieweglowski (12)
fot-karol-nieweglowski (13)
fot-karol-nieweglowski (14)
fot-karol-nieweglowski (15)
fot-karol-nieweglowski (16)
fot-karol-nieweglowski (17)
fot-karol-nieweglowski (18)
fot-karol-nieweglowski (19)
fot-karol-nieweglowski (20)
fot-karol-nieweglowski (21)
fot-karol-nieweglowski (22)
fot-karol-nieweglowski (23)
fot-karol-nieweglowski (24)
fot-karol-nieweglowski (25)
fot-karol-nieweglowski (26)
fot-karol-nieweglowski (27)
fot-karol-nieweglowski (28)
fot-karol-nieweglowski (29)
fot-karol-nieweglowski (30)
fot-karol-nieweglowski (31)
fot-karol-nieweglowski (32)
fot-karol-nieweglowski (33)
fot-karol-nieweglowski (34)
fot-karol-nieweglowski (35)
fot-karol-nieweglowski (36)
fot-karol-nieweglowski (37)
fot-karol-nieweglowski (38)
fot-karol-nieweglowski (39)
fot-karol-nieweglowski (40)
fot-karol-nieweglowski (41)
fot-karol-nieweglowski (42)
fot-karol-nieweglowski (43)
fot-karol-nieweglowski (44)
fot-karol-nieweglowski (45)
fot-karol-nieweglowski (46)
fot-karol-nieweglowski (47)
fot-karol-nieweglowski (48)
fot-karol-nieweglowski (49)
fot-karol-nieweglowski (50)
fot-karol-nieweglowski (51)
fot-karol-nieweglowski (52)
fot-karol-nieweglowski (53)
fot-karol-nieweglowski (54)
fot-karol-nieweglowski (55)
fot-karol-nieweglowski (56)
fot-karol-nieweglowski (57)
fot-karol-nieweglowski (58)
fot-karol-nieweglowski (59)
fot-karol-nieweglowski (60)
fot-karol-nieweglowski (61)
fot-karol-nieweglowski (62)
fot-karol-nieweglowski (63)
fot-karol-nieweglowski (64)
fot-karol-nieweglowski (65)
fot-karol-nieweglowski (66)
fot-karol-nieweglowski (67)
fot-karol-nieweglowski (68)
fot-karol-nieweglowski (69)
fot-karol-nieweglowski (70)
fot-karol-nieweglowski (71)
fot-karol-nieweglowski (72)
fot-karol-nieweglowski (73)
fot-karol-nieweglowski (74)
fot-karol-nieweglowski (75)
fot-karol-nieweglowski (76)
fot-karol-nieweglowski (77)
fot-karol-nieweglowski (78)
fot-karol-nieweglowski (79)

 

 

 

 

„Na poboczu Ameryk. Pieszo z Kanady do Panamy”

Rok wydania: 2022

 

 

„Pobocze drogi jest lustrem, w którym odbijają się przemierzane przeze mnie kraje” – pisze Arkadiusz Winiatorski, który wyruszył w pieszą podróż z Panamy do Kanady. Po przejściu Kostaryki, Nikaragui, Hondurasu, Salwadoru i Gwatemali poznał Olę Synowiec. Zakochani w sobie, przez Meksyk i Stany Zjednoczone idą już razem. On pokonuje niemal dwanaście tysięcy kilometrów, ona – ponad siedem. Wszystko w niespiesznym tempie kilku kilometrów na godzinę.

Maszerują przez najbardziej malownicze zakątki świata, ale bardziej niż krajobrazów ciekawi są ludzi i ich historii. Rozmawiają z mieszkańcami mijanych wsi, lokalnymi działaczami i ekscentrykami, z rolnikami i artystami, duchownymi i przemytnikami. Poznają migrantów, którzy podążają tym samym szlakiem co oni, w stronę amerykańskiej granicy – wielu z nich jednak nigdy nie dotrze do celu.

Synowiec i Winiatorski są wrażliwymi i wnikliwymi obserwatorami. Z perspektywy pobocza dostrzegają to, co zwykle umyka uwadze mediów. Towarzysząc im w podróży, lepiej zrozumiemy tę odległą część globu.

Wyprawa została uznana za podróż roku przez „National Geographic Traveler”, uhonorowana Nagrodą im. Tony’ego Halika, a także pierwszą nagrodą i nagrodą publiczności na Festiwalu Podróżniczym Śladami Marzeń.

Źródło: https://czarne.com.pl/

 

„Dzieci Szóstego Słońca. W co wierzy Meksyk”

Rok wydania: 2018

 

 

Zrzucają dżinsy i garnitury, na głowy wkładają pióropusze, na kostki grzechotki. Lekarze, biznesmeni, wykładowcy uniwersyteccy gromadzą się w stolicy na placu Zócalo, by przez pięć godzin wykonywać taniec dla przedhiszpańskich bogów. Tymczasem rdzenna społeczność Tsotsil na południu Meksyku w swoich rytuałach wykorzystuje coca-colę, którą uważa za święty napój. Tradycyjni czarownicy z Catemaco też dostosowują się do realiów XXI wieku i mają swoje strony na Facebooku.

Ola Synowiec pokazuje, jak Meksyk stopniowo odchodzi od przywiezionego z Europy pięćset lat temu katolicyzmu. Pisze o ruchu New Age, psychodelicznych turystach oraz meksykańskiej stolicy grzybów halucynogennych. Opowiada o Meksyku mało znanym, a także o tym, jak uniwersalna jest ludzka potrzeba religijności.

Źródło: https://czarne.com.pl/