Día de Muertos to święto katolickie
Wywiad Roberta Mazurka z podróżniczką Olą Synowiec, autorką książki „Dzieci szóstego słońca. W co wierzy Meksyk”

Zacznijmy od podstaw – czym dla Meksykanów jest Día de Muertos i jakie miejsce zajmuje w ich tożsamości narodowej?
Wielu Meksykanów mówi, że to ich ulubione święto w roku. Twierdzą, że w Meksyku kocha się Día de Muertos nawet bardziej niż Gwiazdkę. Oczywiście – wbrew wielu popularnym, a nieprawdziwym opiniom – nie dlatego, że Meksykanie szczególnie lubią samą śmierć. Bo jak można ją lubić? To piękne święto zasadza się przede wszystkim na dwóch głównych refleksjach: wspomnieniu zmarłych oraz zastanowieniu się nad nieuchronnością śmierci. Ta druga zamienia się w tym czasie w jedno wielkie carpe diem – świadomość nieuchronności śmierci sprawia, że bardziej cieszymy się życiem. Więc to nie jest tak, jak niektórzy piszą, że Día de Muertos to „festiwal śmierci” lub „celebracja śmierci”. To celebracja życia i jeśli można nazwać to festiwalem czegokolwiek, to jest to jeden wielki festiwal życia – radości z niego i oddawania czci życiu naszych zmarłych bliskich.
Día de Muertos to bez wątpienia jeden ze znaków rozpoznawczych Meksyku. W ostatnich latach do tej sławy dołożyło się także kino – animacja Pixara-Disneya „Coco” czy film o Jamesie Bondzie „Spectre”. Co ciekawe – i czemu bliżej przyglądam się w mojej książce „Dzieci szóstego słońca. W co wierzy Meksyk” – Dzień Zmarłych tym znakiem rozpoznawczym nie stał się przypadkowo. Doprowadziły do tego lata celowych działań marketingowych meksykańskiego rządu, sięgających jeszcze lat 20. XX wieku. Meksykanie naprawdę nieźle radzą sobie w tym elemencie kreowania tzw. marki narodowej. Co oczywiście w niczym nie umniejsza głębi tego święta.
W książce opisujesz genezę Dnia Zmarłych w Meksyku. Jakie są jego korzenie – prekolumbijskie, katolickie czy może synkretyczne?
Najbezpieczniej byłoby powiedzieć, że synkretyczne, choć obecnie meksykańscy historycy skłaniają się ku tezie, że Día de Muertos ma przede wszystkim korzenie europejskie: wywodzi się z tradycji katolickiej i ludowej. Narrację o prehiszpańskich korzeniach tego święta wykreował w dużej mierze meksykański rząd w ramach wspomnianych działań – przy próbach tworzenia meksykańskiego nacjonalizmu i tożsamości narodowej stawiano właśnie na „przedhiszpańskość”. Miała być czymś unikalnym dla narodu meksykańskiego, czymś, co odetnie kulturę od dawnego kolonizatora. Przedtem jednak Meksykanie raczej nie mieli wątpliwości, że święto ma korzenie katolickie. Zresztą i dzisiaj, co warto podkreślić, Día de Muertos to święto jak najbardziej katolickie.
Jak wyglądały pierwsze obchody Día de Muertos, które widziałaś w Meksyku? Co najbardziej Cię zaskoczyło?
Zwykle zaskakuje mnie za granicą to... jak mało mnie zaskakuje. Narracja turystyczna opiera się w dużej mierze na podkreślaniu różnic między kulturami, podczas gdy będąc już na miejscu, częściej niż różnice dostrzega się podobieństwa. Ja też zobaczyłam, ile wspólnego w rzeczywistości ma Día de Muertos z naszymi Zaduszkami – zarówno obecnie, jak i w dawnym sposobie ich obchodzenia w Polsce. Sama struktura Día de Muertos i poszczególne zwyczaje sprawiają, że czuje się prawdziwą bliskość zmarłych.
Mój pierwszy Dzień Zmarłych w Meksyku spędziłam z rodziną przyjaciół. Ich mama zwróciła się wtedy do mnie z przekorą: „Co ty myślisz, że będziesz sobie tylko oglądać, jak my tu spędzamy święta? Spędzasz te święta z nami, więc celebruj je z nami!”. Kazała mi ustawić na ich domowym ołtarzyku dla zmarłych zdjęcie mojej babci. I to było najlepsze, co mogło mnie spotkać. Dzięki temu nie tylko zobaczyłam Día de Muertos, ale je poczułam. A bliskości mojej zmarłej babci doświadczyłam najgłębiej właśnie tam, w Meksyku – tysiące kilometrów od domu.
W książce „Dzieci szóstego słońca. W co wierzy Meksyk” piszesz o roli czaszek i kościotrupów – skąd wzięła się ta estetyka i jaką symbolikę niesie dla Meksykanów?
Czaszki i kościotrupy są nierozłącznym elementem ornamentyki wokół Día de Muertos. Podkreślam – tylko ornamentyki! Nie mają one żadnego znaczenia religijnego podczas obchodów. Mają przypominać o śmierci, memento mori. A że zazwyczaj są wesołe, kolorowe, a czasem wykonane z cukru czy czekolady – stają się też swoistym „osłodzeniem” lęku przed śmiercią. Z roku na rok tych dekoracji jest coraz więcej: ozdabiają witryny sklepowe, ulice miast i główne place, szkoły czy kościoły. Wielu Meksykanów maluje też swoje twarze na „catriny” i „catrinów” – kościste damy i kościstych gentlemanów.
Jakie znaczenie mają ofrendy (domowe ołtarze dla zmarłych) i jakie przedmioty są na nich najważniejsze?
Tradycja mówiła, że Dzień Zmarłych to czas, kiedy granica między światem żywych a światem zmarłych jest wyjątkowo cienka i dusze naszych bliskich mogą nas wtedy odwiedzić. Dlatego na ołtarzach czekał na nich poczęstunek po długiej podróży z tamtego świata. Dziś może nie wszyscy wierzą, że dusze naprawdę przychodzą, ale tradycyjnie stawia się ulubione potrawy i napoje zmarłych. I jest w tym coś pięknego – przygotowując ich ulubione dania, jakby bliżej czujemy ich obecność.
Na ołtarzu ustawia się też zdjęcia tych, których chcemy wspominać, oraz dekoracje – głównie wycinanki papel picado i kwiaty cempasúchil, czyli aksamitki w odcieniach pomarańczu.
Dlaczego akurat aksamitki są tak ważne podczas tego święta?
A dlaczego chryzantemy są ważne podczas Wszystkich Świętych? Bo to kwiaty sezonowe, które akurat wtedy kwitną (śmiech). Podobnie jest z aksamitkami w Meksyku. Choć niektórzy mówią, że dusze uwielbiają ich zapach i łatwiej dzięki niemu trafić im na ziemię.
Wspominałaś o jedzeniu przygotowywanym na Día de Muertos. Jakie potrawy są wtedy najważniejsze i co symbolizują?
Oprócz ulubionych dań zmarłych, charakterystycznym elementem jest pan de muerto, czyli w wolnym tłumaczeniu „chleb zmarłego”. To słodkie pieczywo drożdżowe, które w tym czasie zalewa targi i piekarnie. Nie ma ono głębokiej symboliki – może być traktowane jako „posiłek dla zmarłych” albo „osłoda” tego dnia. Co ciekawe, podobne słodkości sprzedawane przy cmentarzach mamy też w Europie, także w Polsce: pańską skórkę, miodek turecki, szczypki...
Jaką rolę odgrywa wspólnota i rodzina w obchodach Święta Zmarłych? Czy są jakieś różnice między miastem a wsią?
Święto to, jak większość świąt w Meksyku, jest obchodzone bardzo rodzinnie. Odwiedza się bliskich, czasem jedzie do nich przez setki kilometrów, wspólnie czuwa się na cmentarzach. W Meksyku zachodzą podobne zmiany co w Polsce i młodzi, głównie mieszkający w miastach, spędzają to święto także na inne sposoby: organizowane są przebierane imprezy, parady czy rowerowe przejazdy przez miasto w strojach „catrin” i „catrinów”.
W książce opisujesz nocne czuwania na cmentarzach. Jakie emocje i doświadczenia towarzyszą tym spotkaniom?
Raczej nie impreza (śmiech). Bo mam wrażenie, że tak często przedstawia się to w Polsce: że to zabawa na grobach. Jest zupełnie odwrotnie. Atmosfera na cmentarzach jest pełna zadumy. Owszem, czasem gdzieś w oddali słychać mariachis lub inne zespoły grające ulubione piosenki zmarłego, ale imprezowej atmosfery nie doświadczyłam nigdy. Jest za to dużo wspominania zmarłych bliskich. Rozmów o nich, rozmów z nimi. Opowiadania im, co się wydarzyło od ostatniej wizyty na cmentarzu. Przybliżania dzieciom osoby zmarłego bliskiego. Takiego prawdziwego spotkania.
Czy spotkałaś się z krytyką lub niezrozumieniem tego święta wśród samych Meksykanów lub osób z zewnątrz?
W samym Meksyku obserwuję podobne dyskusje co w Polsce. Również tam coraz popularniejsze są tradycje Halloween, co spotyka się z krytyką lub czasem wręcz potępieniem wśród księży. Co do samych obchodów Día de Muertos wątpliwości oczywiście nie ma, bo – powtórzę – to święto jak najbardziej katolickie. Dużo niezrozumienia widzę z kolei ze strony osób z zewnątrz. Prasa, telewizja, influencerzy podróżniczy przedstawiają ten dzień jako coś szokującego, kontrowersyjnego, odmiennego. Widzę na przykład często zupełnie nieprawdziwe opinie, że w Día de Muertos chodzi o oddawanie czci śmierci, Świętej Śmierci albo prehiszpańskim bogom. A to po prostu, że tak powiem, bujda na resorach! (śmiech).
Jak Día de Muertos ewoluowało w ostatnich latach – czy tradycje się zmieniają pod wpływem globalizacji, turystyki i popkultury?
Oczywiście. Wszystko się zmienia, a tradycja, która się nie zmienia, umiera. Tak działa to wszędzie. Ale ciekawe są właśnie te wpływy popkulturowe. Tradycję parad na Día de Muertos w mieście Meksyk zapoczątkował właśnie... film „Spectre” o Jamesie Bondzie.
A nie jest przypadkiem tak, że święto to ulega komercjalizacji? Jak Meksykanie reagują na to zjawisko i czy nie obawiają się utraty autentyczności?
Nie demonizowałabym tak tej komercjalizacji. Wiadomo, to dzieje się z wieloma świętami, wszędzie na świecie. Ale w tym przypadku sprzedaż tematyczna w tym okresie służy raczej pełniejszemu przeżywaniu istoty samego święta – widziałam sondaże, że Meksykanie najwięcej w tym okresie wydają na przygotowanie ołtarzy dla zmarłych. Na ołtarze, a nie na przykład na słodycze, przebrania czy dekoracje.
W książce pojawia się temat duchowości i kontaktu z przodkami. Jak Meksykanie rozumieją „obecność zmarłych” podczas święta?
Rozumieją ją na pewno... różnie. Ilu Meksykanów, tyle sposobów na przeżywanie tego dnia i tego intymnego „spotkania”. Czy Meksykanie wciąż wierzą, że dusze zmarłych naprawdę odwiedzają ich na ziemi? Część pewnie tak. Część jednak traktuje to symbolicznie, jako wspomnienie ich i wyrażenie dla nich szacunku.
To które miejsca w Meksyku najbardziej Cię zaskoczyły pod względem obchodów Día de Muertos?
Nie można powiedzieć, że „w Meksyku święta obchodzi się tak i tak”, bo w różnych miejscach wygląda to różnie. Oczywiście są najpopularniejsze tradycje – tworzenie ołtarzy dla zmarłych, malowanie twarzy, „kościotrupie” ozdoby, rodzinne czuwanie na cmentarzu, ale są też tradycje bardziej regionalne. Jedne ze świąt spędziłam w małej miejscowości pod miastem Meksyk, gdzie na ulicach, przed domami pali się ogniska – podobno dla dusz, by trafiły do domu. Ulicami nie da się wtedy przejechać! Z kolei u Mazateków w górach Oaxaki chłopcy przebierają się w damskie stroje, chodzą od domu do domu i proszą o datki czy alkohol – trochę jak nasi kolędnicy.
Czy dostrzegasz jakieś uniwersalne wartości Día de Muertos, które mogą być inspiracją dla innych kultur?
Bardzo podoba mi się, jak sformułowałeś to pytanie. Głęboko wierzę, że to jedna z wartości, które dają nam podróże. Turystyka powinna być nie tyle zaliczaniem miejsc czy jedynie obserwacją, ale właśnie prawdziwym spotkaniem, obustronną nauką, inspiracją. Día de Muertos jest pięknym, głębokim świętem – refleksją nad przemijaniem, wartością życia oraz naszymi relacjami z bliskimi, zarówno zmarłymi, jak i żyjącymi. Myślę, że to piękne, że w tak wielu kulturach istnieją święta i tradycje mające na celu wspomnienie i oddanie czci przodkom. W Meksyku sama struktura tego święta i jego tradycje pozwalają to robić jeszcze pełniej. Myślę, że nie byłoby nic złego, gdybyśmy w Polsce w Zaduszki ugotowali – może niekoniecznie na ołtarzyk, ale na przykład na obiad – ulubione danie zmarłego i przy tej okazji go powspominali. Może zapach czy smak potrawy przypomniałby nam jego obecność do tego stopnia, że mielibyśmy wrażenie, jakby siedział z nami przy stole? Nawet jeśli w całej naszej nowoczesności już w to nie wierzymy.
Data publikacji: 2.10.2025 r.