Krystian Machnik

Podróżnik i reportażysta specjalizujący się w tematyce radioaktywności oraz skutków katastrof jądrowych. Szczególne miejsce w jego działalności zajmują Czarnobyl i Strefa Wykluczenia. Spędził tam ponad 430 dni, dokumentując ślady katastrofy z 1986 roku oraz eksplorując niemal wszystkie jej obszary. Jest także założycielem grupy Napromieniowani.pl.

Równolegle angażuje się w pomoc humanitarną dla tzw. samosiołów – osób, które mimo przymusowej ewakuacji powróciły do swoich domów w Strefie Wykluczenia. Od lat organizuje coroczne wyprawy pomocowe, dostarczając im niezbędne wsparcie.

Za swoją działalność otrzymał nagrody w plebiscytach Polak Roku we Włoszech i na Świecie 2024 oraz Wojciechy 2021. Był również kilkukrotnie nominowany do tytułu Człowieka Roku w swoim rodzinnym Ostrowie Wielkopolskim. Jest autorem książki „Ostatni ludzie Czarnobyla”, która ukazała się w 2025 roku nakładem Notatnika Reportera.

 

 

 

 

Między Czarnobylem a Czemiernikami. Spotkanie z ostatnimi świadkami

To będzie spotkanie jedyne w swoim rodzaju – wyjątkowy wieczór refleksji i pamięci, odbywający się w przeddzień 40. rocznicy katastrofy w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej, wydarzenia, które na trwałe odmieniło bieg współczesnej historii i los tysięcy ludzi. Radzyńskie Stowarzyszenie „Podróżnik” zaprasza na 59. odsłonę „Radzyńskich Spotkań z Podróżnikami”, która odbędzie się 17 kwietnia 2026 roku o godz. 18.00 w Centrum Kulturalno-Integracyjnym w Czemiernikach (ul. Rynek 13a). Wstęp na wydarzenie jest bezpłatny.

 

 

Gościem wieczoru będzie Krystian Machnik – podróżnik, reportażysta i autor książki „Ostatni ludzie Czarnobyla”. Publikacja ta przybliża losy samosiołów, starszych mieszkańców, którzy mimo skażenia i przymusowych wysiedleń powrócili do swoich domów w Strefie Zamkniętej. Dziś z blisko 1600 powracających pozostała już tylko nieliczna grupa. Samotni, wytrwali, przywiązani do ziemi – stali się milczącymi świadkami historii.

Autor spędził w Czarnobylu ponad 430 dni, zyskując zaufanie mieszkańców i stając się dla wielu z nich kimś więcej niż reporterem. Dokumentował ich codzienność, wspierał w najprostszych potrzebach i utrwalał świat, który nieuchronnie odchodzi. Jego działalność koncentruje się wokół tematyki radioaktywności i konsekwencji katastrof jądrowych. Jest założycielem grupy Napromieniowani.pl oraz organizatorem wypraw do stref wykluczenia na świecie, między innymi do Czarnobyla i Fukushimy. Od lat angażuje się także w pomoc humanitarną, organizując regularne wyjazdy wsparcia dla samosiołów. Za swoją działalność został uhonorowany nagrodami w plebiscycie Polak Roku we Włoszech i na Świecie 2024 oraz Wojciechy 2021, a także kilkukrotnie nominowano go do tytułu Człowieka Roku w Ostrowie Wielkopolskim.

Honorowy patronat nad wydarzeniem objęli Jarosław Stawiarski – Marszałek Województwa Lubelskiego, Szczepan Niebrzegowski – Starosta Radzyński oraz Arkadiusz Filipek – Burmistrz Miasta Czemierniki. Wsparcia udzielają Nadleśnictwo Radzyń Podlaski, Bank Spółdzielczy w Radzyniu Podlaskim, TfN Biuro Dokumentacji Środowiskowej w Radzyniu Podlaskim oraz Hotel Restoria. Zadanie realizowane jest też przy wsparciu Powiatu Radzyńskiego.

Patronat medialny nad spotkaniem sprawują ogólnopolski magazyn „Kontynenty”, „Turysta PTTK”, TVP3 Lublin, Radio Lublin, Katolickie Radio Podlasie, „Dziennik Wschodni”, „Echo Katolickie”, „Słowo Podlasia”, „Wspólnota Radzyńska”, „Informator Powiatowy” oraz portale Lublin112.pl, Podlasie24.pl, Podlaski.info, RadzynInfo.pl i Kocham Radzyń Podlaski.

Zapraszamy wszystkich, którzy chcą usłyszeć autentyczne historie z miejsca, w którym w 1986 roku zatrzymał się czas. To będzie poruszająca opowieść o pamięci, wierności własnej ziemi i ludziach, którzy pozostali – mimo wszystko.

 

Data publikacji: 21.02.2026 r.

 

 

Ostatni świadkowie Czarnobyla

Czarnobyl to nie jedno miejsce, ale ogromny obszar i tysiące ludzkich historii – mówił Krystian Machnik podczas spotkania w Czemiernikach, zorganizowanego na kilka dni przed 40. rocznicą katastrofy, której skutki są odczuwalne do dziś. Jego prelekcja była nie tylko relacją z obszarów dotkniętych tragedią, ale przede wszystkim poruszającą opowieścią o ludziach żyjących w cieniu wydarzeń sprzed czterech dekad.

 

 

17 kwietnia 2026 roku Centrum Kulturalno-Integracyjne w Czemiernikach wypełniło się po brzegi. Gościem 59. edycji „Radzyńskich Spotkań z Podróżnikami” był Krystian Machnik, podróżnik, reportażysta i autor książki „Ostatni ludzie Czarnobyla”. Jest też przewodnikiem, doświadczonym eksploratorem stref w Czarnobylu i Fukushimie, założycielem strony Napromieniowani.pl oraz organizatorem pomocy humanitarnych.

Data spotkania nie była przypadkowa. Odbyło się ono tuż przed 40. rocznicą katastrofy w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej, jednego z największych wypadków energetycznych w historii współczesnej Europy.

Wydarzenie otworzyła Monika Jeż-Cholewa, kierownik referatu kultury urzędu miejskiego w Czemiernikach. – Cieszymy się, że nasza miejscowość znalazła się na mapie „Radzyńskich Spotkań z Podróżnikami” – podkreśliła, witając licznie zgromadzonych gości, w tym starostę powiatu radzyńskiego Szczepana Niebrzegowskiego oraz burmistrza Czemiernik Arkadiusza Filipka.

W tematykę spotkania uczestników wprowadził pomysłodawca cyklu „Radzyńskich Spotkań z Podróżnikami” i prezes Radzyńskiego Stowarzyszenia „Podróżnik” Robert Mazurek. – Wybuch w elektrowni w Czarnobylu miał wpływ na losy wielu ludzi, zmieniając całkowicie ich życie – zaznaczył.

To nie tylko punkt na mapie

Pierwsza część była wprowadzeniem w realia katastrofy z 26 kwietnia 1986 roku. Krystian Machnik rozpoczął od uporządkowania podstawowych pojęć, które często są mylone.

– Czarnobyl to nie punkt na mapie ani jedno miejsce, gdzie doszło do katastrofy. To strefa wykluczenia o powierzchni około 2,6 tys. km² obejmująca 96 opuszczonych miejscowości, tzw. Czarnobylska Strefa Zamknięta – tłumaczył.

Podkreślił, że sama elektrownia nie znajdowała się w mieście Czarnobyl, lecz kilkanaście kilometrów dalej, natomiast najbardziej znana Prypeć leżała zaledwie 3 km od reaktora.

Szczegółowo wyjaśniał mechanizmy tragedii, wskazując na splot wielu czynników – od wad konstrukcyjnych reaktora RBMK, po błędy ludzkie i niebezpieczne procedury testowe. – Do wybuchu nie doszło podczas normalnej eksploatacji, ale podczas testu bezpieczeństwa. To był splot czynników: wad technologii, procedur i decyzji operatorów, którzy – nieświadomi konsekwencji – doprowadzili do gwałtownego wzrostu mocy – mówił.

Jak podkreślał, katastrofy tego typu nigdy nie mają jednej przyczyny. – Zazwyczaj są to setki elementów, które nakładają się na siebie i w danym momencie wydają się tak mało prawdopodobne, że zostają zbagatelizowane – zaznaczył.

Dodał również, że doświadczenie Czarnobyla stało się ważną lekcją dla świata techniki i bezpieczeństwa. – Nauczyło nas, że nawet rzeczy uznawane za nieprawdopodobne trzeba brać pod uwagę – podsumował.

Milczenie i półprawdy

Krystian Machnik zwrócił także uwagę na dezinformację, jaka towarzyszyła wydarzeniom w 1986 roku – Czytałem, co w tamtym czasie pisały o wybuchu polskie gazety, bo byliśmy krajem, który został dotknięty skutkami wypadku, a jednocześnie pozostawaliśmy „pod butem” Moskwy, więc nie za bardzo można było o tym mówić. Tym bardziej, że przekaz z Kremla brzmiał: „dziwne, że u was jest radiacja, bo u nas nic się nie stało” – opowiadał, dodając, że informacje medialne ograniczały się jedynie do wzmianki w prasie z 29 kwietnia. Dzień później pojawiały się już sugestie, że reaktor może zostać ponownie uruchomiony, a wokół zdarzenia narosły jedynie niepotwierdzone doniesienia. – Tymczasem w rzeczywistości w miejscu elektrowni nie istniał już reaktor, został jedynie krater – mówił.

Wyjaśnił także, dlaczego radioaktywne opady nie rozłożyły się równomiernie na terenie wokół elektrowni. Kluczową rolę odegrał wiatr, który w chwili katastrofy wiał na zachód, powodując znacznie większe skażenie w tym kierunku.

Sarkofag i Arka – walka z niewidzialnym zagrożeniem

Krystian Machnik opowiedział również o tym, co wydarzyło się po katastrofie – o budowie prowizorycznego sarkofagu i późniejszym powstaniu ogromnej stalowej Arki, która w 2016 roku przykryła zniszczony reaktor. – To konstrukcja tak wielka, że zmieściłaby się pod nią Statua Wolności – obrazowo opisywał. – Budowano ją 300 m od reaktora, by ograniczyć ekspozycję pracowników na promieniowanie. To projekt międzynarodowy – brał w nim udział cały świat, także Polacy – zaznaczył.

Jednocześnie obalał mity związane z promieniowaniem. – Dziś największym zagrożeniem nie jest samo promieniowanie, ale wchłonięcie radioaktywnych cząstek do organizmu – wyjaśniał. Opowiadał o zasadach bezpieczeństwa w strefie: ograniczaniu czasu przebywania, stosowaniu masek, kontroli dozymetrycznej przy wyjeździe. – Większość terenów jest dziś stosunkowo bezpieczna. Są jednak miejsca, gdzie poziom skażenia jest bardzo wysoki – podkreślił.

Przywołał także własne doświadczenia z eksploracji najbardziej niebezpiecznych obszarów, w tym sterowni czwartego reaktora.

Prypeć – symbol opuszczenia

Szczególne miejsce w opowieści zajęła Prypeć – symbol opuszczenia. – To miasto formalnie istnieje, ale liczba mieszkańców wynosi 0, podczas gdy przed katastrofą było ich ok. 50 tys. – mówił.

Opisywał charakterystyczne obrazy strefy wykluczenia: opuszczone szkoły, przedszkola, puste bloki mieszkalne, w których z zewnątrz wszystko wydaje się nienaruszone, podczas gdy w środku czas zatrzymał się w 1986 roku. Wspominał także słynny diabelski młyn w mającym zostać otwartym z okazji Święta Pracy wesołym miasteczku. Nikt nigdy nie skorzystał z tej rozrywki.

– Wchodząc do takich miejsc, widzi się wycinanki dzieci, zeszyty, podpisy na ścianach. Masz wrażenie, że ludzie wyszli na chwilę i zaraz wrócą – relacjonował.

Jaki ze mnie samosioł?

W drugiej części spotkania Krystian Machnik opowiadał o samosiołach – osobach, które po ewakuacji wróciły do strefy wykluczenia. – Słowo samosioł, po polsku samoosiedleniec, jest trochę mylące, bo sugeruje kogoś, kto tam przyszedł i się osiedlił. Choć przywykli do tego określenia, nie lubią go. Mówią: „jaki ze mnie samosioł, jak ja tu zawsze mieszkałam, po prostu mnie stąd ewakuowali i wróciłam” – tłumaczył.

Powroty zaczęły się już rok po katastrofie. – Czemu wracali? Wprawdzie otrzymali odszkodowania, domy, a w niektórych przypadkach budowano dla nich nawet wioski, jednak w praktyce nie potrafili odnaleźć się w nowej rzeczywistości – opowiadał Krystian Machnik. Jak podkreślał, wiele osób spotykało się z ostracyzmem społecznym jako „ci z Czarnobyla”. Strach przed promieniowaniem i niezrozumienie jego natury sprawiały, że byli piętnowani i izolowani – przechodzono na drugą stronę ulicy, a dzieciom zabraniano kontaktów z ich rówieśnikami.

Równocześnie narastała tęsknota za miejscem, z którego pochodzili. – To byli ludzie, którzy tam się urodzili, wychowali, spędzili całe życie – zaznaczał. Żeby dostać się do swoich domów, przechodzili przez druty kolczaste. Jednych milicja usuwała siłą, inni po pewnym czasie sami rezygnowali, widząc, że nie ma tu już warunków do normalnego życia. Najbardziej uparci wracali wielokrotnie, aż władze machnęły na nich ręką.

Polskie wnuczki przyjechały

Dziś w strefie pozostało zaledwie kilkanaście osób. Najwięcej w samym mieście Czarnobyl oraz we wsiach Kupowate i Teremci. Doskwierają im choroby podeszłego wieku i przeraźliwa samotność. Podróżnik od lat nie tylko dokumentuje ich życie, ale także pomaga im przetrwać. Organizuje transporty żywności i podstawowych produktów. – Przywozimy paczki po 20-30 kg. Często słyszymy, że bez nas już by ich tam nie było. Cieszą się na nasz widok, mówiąc: „polskie wnuczki przyjechały” – opowiadał.

Szczególnym elementem działalności polskich wolontariuszy jest upamiętnianie zmarłych mieszkańców. – Kiedy odchodzi samosioł, jego dom szybko staje się jednym z wielu opuszczonych. Chcieliśmy, żeby każda historia miała swoje imię – tłumaczył. Dlatego na domach montowane są tabliczki z imieniem, datami urodzenia i śmierci oraz krótkim opisem. To prosty gest, który przywraca imiona miejscom – inaczej stałyby się anonimowe.

Wojna przyszła do strefy

Trzecia część spotkania dotyczyła najnowszej historii – wojny w Ukrainie i jej wpływu na Czarnobyl. Prelegent pokazał nagrania z 2022 roku, gdy rosyjskie wojska wkroczyły do strefy.

– Wjechało tam tysiąc czołgów. Zdobyli Czarnobyl w jeden dzień bez żadnej walki, bo wojska ukraińskie wycofały się, by skupić obronę wokół Kijowa. Zniszczyli pocztę, która jako jeden z nielicznych obiektów użyteczności publicznej, tam funkcjonowała. Kradli, grabili, wywożąc na Białoruś m.in. sprzęt elektroniczny, twarde dyski, samochody, a nawet felgi – mówił.

Rosjanie, przejeżdżając przez strefę, doprowadzili do ponownego skażenia. Czołgi poruszające się po radioaktywnej glebie rozorały ją, co spowodowało unoszenie się pyłu zawierającego radionuklidy. Wyzwolenie Czarnobyla nastąpiło 1 kwietnia. Jednak wojska ukraińskie są tam do dzisiaj, bo – jak mówił Krystian Machnik – wiedzą, że to miejsce ma znaczenie strategiczne i że Rosjanie mogą próbować wrócić. Przez strefę wykluczenia prowadzi najkrótsza droga z granicy do Kijowa, więc nie ma wątpliwości, że teren ten pozostaje potencjalnie zagrożony.

Historie, które zostają

Jak samosioły przeżyły okupację? Jak podkreślał Krystian Machnik, na szczęście Rosjanie w dużej mierze nie interesowali się nimi – uznali, że kilka starszych osób mieszkających w odciętych wsiach nie ma dla nich żadnego znaczenia. – Po co im kilkanaście babuszek – mówił.

Najbardziej dramatyczny los spotkał jednak Wiktora Pietrowicza Łukianenkę, znanego jako dziadek Wiktor, ostatniego mieszkańca miasta Poliske w zachodniej części strefy. Po śmierci żony chciał już tylko dożyć swoich dni i zostać pochowany obok niej. Do końca pozostawał też aktywny – był pszczelarzem, który udowadniał, że nawet w opuszczonym mieście można mieć codzienność i pasję.

Jak relacjonował Krystian Machnik, podczas okupacji Rosjanie natknęli się na niego przypadkiem. 83-letni mężczyzna został zatrzymany, założono mu worek na głowę, przewieziono na Białoruś, gdzie był przetrzymywany, poniżany i bity. Trafił do miejsca odosobnienia, w którym przez długi czas nie wiedział nawet, gdzie się znajduje. Jego samochód – jeden z nielicznych wśród samosiołów – został ostrzelany i spalony, a dom ograbiony.

Po około miesiącu Wiktor zdołał porozmawiać z jednym z rosyjskich żołnierzy. Poprosił go, by zadzwonił do jego córki, która mieszkała w Rosji. Udało jej się odnaleźć ojca, wykupić z niewoli i wywieźć w bagażniku. Zamieszkał w jej domu. – Chciał umrzeć w Poliske, a umarł w Rosji – mówił Krystian Machnik, dodając, że rozmawiał z nim później przez wideopołączenie i usłyszał całą historię z jego ust. – Pytał mnie wtedy, ile kosztuje Łada na Ukrainie, bo chciał wrócić do domu – wspominał.

Jak podkreślał, takich historii jest więcej. – Samosiołów przez lata nie wygoniła radiacja, tylko Rosjanie – podsumował.

Pomoc mimo wszystko

Mimo wojny Krystian Machnik nie przerwał swojej działalności i nadal pomaga mieszkańcom strefy. Jak opowiadał, wraz ze współpracownikami organizuje transporty z żywnością i podstawowymi produktami dla samosiołów, którzy często nie mają żadnego innego wsparcia. Tym bardziej że są miejsca całkowicie odcięte, gdzie pomoc dociera w wyjątkowo trudnych warunkach, przy wsparciu policji i wojska. – Żeby dostarczyć dary dla kilku osób, angażuje się kilkanaście – podkreślał, opisując wyprawy do najbardziej izolowanych osad, gdzie jedynym środkiem transportu bywa motorówka, a każda taka podróż wymaga ścisłej współpracy z ukraińskimi służbami.

Na zakończenie spotkania nie zabrakło pytań od publiczności, m.in. o serial „Czarnobyl”, który Krystian Machnik ocenił jako jeden z najbardziej wiarygodnych obrazów tamtych wydarzeń.

Więcej niż wiedza

– Robi pan naprawdę bardzo dobrą robotę, coś pięknego. Ktoś kiedyś powiedział, że człowiek nie jest misjonarzem przez to, że cytuje Ewangelię, tylko przez to, jak żyje i jaki jest dla innych. Jest pan tego dowodem. Dziękuję za to spotkanie – zwrócił się do prelegenta starosta Szczepan Niebrzegowski. W swoim wystąpieniu nawiązał także do 1986 roku i pierwszych informacji o katastrofie w Czarnobylu, przywołując wspomnienia związane m.in. z płynem Lugola i atmosferą tamtego czasu.

Burmistrz Czemiernik Arkadiusz Filipek zaznaczył, że było to pierwsze takie spotkanie w gminie. – I od razu wyjątkowe – podkreślił, również odnosząc się do pamiętnych wydarzeń z 1986 roku i pierwszych reakcji w Polsce po katastrofie. – Dziękuję za przypomnienie tej historii – dodał.

Na zakończenie spotkania Krystian Machnik otrzymał tradycyjną karykaturę i pamiątkowy medal – będące stałym elementem podziękowań dla gości „Radzyńskich Spotkań z Podróżnikami”. Ten drugi wręczono również burmistrzowi Arkadiuszowi Filipkowi za gościnność oraz serdeczne przyjęcie w Czemiernikach.

Prelekcja Krystiana Machnika pozostawiła po sobie coś więcej niż wiedzę. To była opowieść o świecie, który formalnie przestał istnieć, ale wciąż trwa w ludzkich historiach. I o ludziach, którzy – mimo wszystko – zostali u siebie. A frekwencja i reakcje uczestników potwierdziły, że „Radzyńskie Spotkania z Podróżnikami” wciąż cieszą się dużym zainteresowaniem. Nawet jeśli trzeba na nie dojechać.

Patronat honorowy nad 59. edycją „Radzyńskich Spotkań z Podróżnikami” objęli marszałek województwa lubelskiego Jarosław Stawiarski, starosta radzyński Szczepan Niebrzegowski, burmistrz miasta Czemierniki Arkadiusz Filipek. Wsparcia organizacyjnego i finansowego udzielili: Nadleśnictwo Radzyń Podlaski, Bank Spółdzielczy w Radzyniu Podlaskim, TfN Biuro Dokumentacji Środowiskowej oraz Hotel Restoria. Zadanie zostało również zrealizowane przy wsparciu Powiatu Radzyńskiego. Patronat medialny nad wydarzeniem sprawowali: magazyn „Kontynenty”, „Turysta PTTK”, TVP3 Lublin, Radio Lublin, Katolickie Radio Podlasie, „Dziennik Wschodni”, „Echo Katolickie”, „Słowo Podlasia”, „Wspólnota Radzyńska”, „Informator Powiatowy” oraz portale: Lublin112.pl, Podlasie24.pl, Podlaski.info, RadzynInfo.pl i Kocham Radzyń Podlaski.

Jolanta Krasnowska-Dyńka

 

 

Data publikacji: 22.04.2026 r.

 

 

czarnobyl (1)
czarnobyl (2)
czarnobyl (3)
czarnobyl (4)
czarnobyl (5)
czarnobyl (6)
czarnobyl (7)
czarnobyl (8)
czarnobyl (9)
czarnobyl (10)
czarnobyl (11)
czarnobyl (12)
czarnobyl (13)
czarnobyl (14)
czarnobyl (15)
czarnobyl (16)
czarnobyl (17)
czarnobyl (18)
czarnobyl (19)
czarnobyl (20)
czarnobyl (21)
czarnobyl (22)
czarnobyl (23)
czarnobyl (24)
czarnobyl (25)
czarnobyl (26)
czarnobyl (27)
czarnobyl (28)
czarnobyl (29)
czarnobyl (30)
czarnobyl (31)
czarnobyl (32)
czarnobyl (33)
czarnobyl (34)
czarnobyl (35)
czarnobyl (36)
czarnobyl (37)
czarnobyl (38)
czarnobyl (39)
czarnobyl (40)
czarnobyl (41)
czarnobyl (42)
czarnobyl (43)
czarnobyl (44)
czarnobyl (45)
czarnobyl (46)
czarnobyl (47)
czarnobyl (48)
czarnobyl (49)
czarnobyl (50)
czarnobyl (51)
czarnobyl (52)
czarnobyl (53)
czarnobyl (54)
czarnobyl (55)
czarnobyl (56)
czarnobyl (57)
czarnobyl (58)
czarnobyl (59)
czarnobyl (60)

 

 

Wraz z odejściem ostatnich samosiołów zakończy się ludzka część Czarnobyla

Wywiad Roberta Mazurka z podróżnikiem Krystianem Machnikiem, autorem książki „Ostatni ludzie Czarnobyla”

 

 

Kim jest Krystian Machnik – podróżnikiem, pasjonatem urbexu czy organizatorem pomocy humanitarnej?

Trudno mówić o sobie wprost, ale najbliżej mi do określenia „eksplorator”. To właśnie od eksploracji zaczęła się moja przygoda z Czarnobylem. Z czasem stałem się badaczem tego miejsca i autorem książki „Ostatni ludzie Czarnobyla” – jedynej publikacji poświęconej czarnobylskim samosiołom. Dziś określam się także jako „czarnobylski wnuczek”, bo z wieloma mieszkańcami tych terenów połączyły mnie bliskie relacje.

Dlaczego 26 kwietnia 1986 roku o godz. 1.23.45 doszło do wybuchu w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej? Czy był to błąd człowieka, czy zawiodła technologia?

To był splot wielu czynników – zarówno błędów ludzkich, jak i wad technologicznych. Przez lata obowiązywała narracja, że winę ponoszą głównie operatorzy – Anatolij Diatłow, Wiktor Briuchanow czy Nikołaj Fomin, którzy zostali skazani za tzw. „zbrodnicze zarządzanie”, choć formalnie taki zarzut nie istniał. Z czasem jednak, już po upadku ZSRR, ujawniono, że odpowiedzialność była znacznie bardziej złożona. Operatorzy rzeczywiście popełnili błędy, ale kluczowy problem polegał na tym, że reaktor miał poważne wady konstrukcyjne, o których oni nie wiedzieli, a które w normalnych warunkach nie powinny doprowadzić do katastrofy. Do wypadku doszło podczas testu bezpieczeństwa, w trakcie którego reaktor wprowadzono w niestabilny, nienormalny stan i wyłączono część systemów zabezpieczeń. W tych specyficznych warunkach ujawniła się krytyczna wada: naciśnięcie przycisku AZ-5, czyli awaryjnego wyłączenia reaktora, zamiast obniżyć moc, spowodowało jej gwałtowny wzrost. Operatorzy byli przekonani, że w razie zagrożenia mogą bezpiecznie zatrzymać reaktor – nie wiedzieli, że w tych okolicznościach mechanizm zadziała odwrotnie. To trochę tak, jakby w samochodzie wciśnięcie hamulca zamiast zwalniać powodowało nagłe przyspieszenie – i dokładnie coś takiego wydarzyło się w Czarnobylu.

Jakie wrażenie zrobiła na Tobie Czarnobylska Strefa Wykluczenia przy pierwszym spotkaniu?

Po raz pierwszy byłem tam w 2013 roku. Co ciekawe, przy pierwszej wizycie poczułem pewien zawód, bo nasze wyobrażenie o tym miejscu w dużej mierze budują zdjęcia i materiały medialne, które pokazują wybrane kadry. Nie dlatego, że ktoś nas oszukuje, ale dlatego, że fotograf szuka ujęcia, w którym opuszczone budynki są dobrze widoczne. Tymczasem rzeczywistość wygląda inaczej. Chociażby Prypeć latem, przy pełnej roślinności, to właściwie las z ukrytymi w nim blokami, a kiedy wjeżdża się do miasta, trudno nawet zorientować się, że to miasto – jedna z głównych dróg przypomina zwykłą leśną trasę. To było moje pierwsze zderzenie z rzeczywistością i myśl, że „to nie wygląda tak, jak sobie wyobrażałem”, ale z czasem zrozumiałem, że prawdziwy Czarnobyl – choć inny niż ten znany z filmów czy gier – jest znacznie ciekawszy.

Wokół promieniowania narosło wiele mitów. Jak naprawdę wygląda sytuacja w Strefie Wykluczenia?

To ogromny obszar – około 2600 km², co można porównać do dwóch średniej wielkości powiatów w Polsce – dlatego nie da się jej opisać jednym zdaniem, bo sytuacja jest bardzo zróżnicowana. Wciąż funkcjonuje tam Czarnobylska Elektrownia Jądrowa, obecnie w trakcie wieloletniej likwidacji, która według wcześniejszych planów potrwa co najmniej do 2068 roku. Poza tym strefa nie jest „martwa” – to dziś w dużej mierze rezerwat przyrody, choć skażony radioaktywnie, który wymaga stałego zarządzania. Pracują tam leśnicy, strażacy pilnujący, by nie dochodziło do pożarów mogących powodować wtórne skażenie, policja i służby dbające o bezpieczeństwo, a także naukowcy i dozymetryści monitorujący poziom promieniowania. To oznacza, że choć nie jest to miejsce do normalnego życia, toczy się tam ciągła działalność i praca wielu ludzi, a poziom promieniowania – w zależności od konkretnej lokalizacji – bywa zarówno relatywnie niski, jak i wciąż niebezpiecznie wysoki.

Wiele osób kojarzy strefę głównie z Prypecią. W jakich okolicznościach powstało to miasto i jak wygląda dziś?

Prypeć w dużej mierze jest pochłonięta przez naturę i wjeżdżając do miasta, trudno od razu zorientować się, że to w ogóle przestrzeń miejska. Sam w pełni zrozumiałem to dopiero, gdy wszedłem na dach jednego z 16-piętrowych bloków i zobaczyłem rozciągający się zielony „dywan” drzew, z którego wystają jedynie szare, zniszczone budynki. Prypeć była tzw. atomgradem, czyli miastem zbudowanym od podstaw dla pracowników Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej. Jej budowę rozpoczęto w 1970 roku, a więc istniała zaledwie 16 lat i nigdy nie została ukończona. Docelowo miało tam mieszkać nawet 80 tys. ludzi, ale w momencie ewakuacji było to około 50 tys. mieszkańców. Miasto powstało zaledwie 3 kilometry od elektrowni, przez co zostało silnie skażone.

A jak wygląda miasto Czarnobyl, którego nazwa funkcjonuje dziś w powszechnej świadomości jako określenie całej katastrofy i jej skutków?

W przeciwieństwie do Prypeci, gdzie formalnie nikt już nie mieszka, Czarnobyl nadal funkcjonuje, choć jest to miasto o bardzo specyficznym charakterze. Nie można się tam dostać bez specjalnej przepustki, ponieważ leży na terenie zamkniętym, ale na miejscu widać normalne życie codzienne, ludzie chodzą po ulicach, czekają na autobusy i pracują, najczęściej w charakterystycznych roboczych ubraniach. Nie są to jednak mieszkańcy w tradycyjnym sensie, lecz pracownicy obsługujący strefę, bo Czarnobyl pełni dziś rolę administracyjnego i logistycznego centrum całej Strefy Wykluczenia, skupiając instytucje naukowe, służby i zaplecze techniczne. Wykorzystuje się tam dawne budynki mieszkalne, w których pracownicy dostają tymczasowe przydziały. Przyjeżdżają zazwyczaj na dwutygodniowe zmiany, a potem wracają do swoich domów tracąc wraz z zakończeniem pracy prawo do zajmowanego mieszkania, co sprawia, że funkcjonuje to bardziej jak zaplecze pracownicze niż zwykłe miasto.

Jednak w Czarnobylu mieszkają też samosioły. Kim są ci ludzie i ilu z nich jeszcze żyje?

Samosioły to inaczej samoosiedleńcy, czyli ludzie, którzy po katastrofie wrócili na tereny objęte przymusową ewakuacją i postanowili dożyć tam swoich dni, mimo skażenia radioaktywnego. Mówimy tu o obszarze obejmującym dziesiątki opuszczonych miejscowości, z których wysiedlono mieszkańców po 1986 roku, a część z nich po pewnym czasie zdecydowała się wrócić do swoich domów. Choć pojedyncze osoby można spotkać także w samym Czarnobylu, to większość samosiołów mieszka w odległych wsiach, często kilkadziesiąt minut drogi od miasta, co przy braku transportu stanowi realną izolację od świata. To ludzie, którzy żyją bardzo skromnie, często w drewnianych domach, zgodnie z dawnymi zwyczajami i na ziemiach, na których spędzili całe życie. W przeciwieństwie do pracowników strefy nie są tam tymczasowo, tylko są jej ostatnimi rdzennymi mieszkańcami, dlatego nazywam ich „ostatnimi ludźmi Czarnobyla”. Ich liczba z roku na rok maleje i dziś pozostało ich już tylko kilkudziesięciu.

W swojej książce napisałeś, że szczególne znaczenie miało dla Ciebie spotkanie z Olgą Juszczenko. Dlaczego?

To było moje pierwsze spotkanie z samosiołem i moment przełomowy, bo wcześniej jeździłem do Czarnobyla głównie dla miejsca, historii i tematu radioaktywności, a ludzie właściwie mnie nie interesowali. Wszystko zmieniło się, gdy zupełnym przypadkiem trafiliśmy do wioski Łubianka, gdzie podczas eksploracji natknęliśmy się na Olgę Juszczenko, ostatnią mieszkankę tej miejscowości. Była w bardzo złym stanie po pracy w polu, miała objawy przegrzania organizmu i traciła siły, a pomoc mogła dotrzeć dopiero po dwóch godzinach. Wtedy dotarło do mnie, jak bardzo ci ludzie są pozostawieni sami sobie i jak trudne mają warunki życia, bo najbliższa pomoc była oddalona o kilka kilometrów, których w takim stanie nie miała szans pokonać. Mieliśmy poczucie, że prawdopodobnie uratowaliśmy jej życie i to doświadczenie sprawiło, że zacząłem patrzeć na Czarnobyl zupełnie inaczej, przez pryzmat ludzi, a nie tylko miejsca, co z czasem przerodziło się w głębsze relacje i kolejne spotkania z samosiołami.

Podobno samosioły słyną z niezwykłej gościnności. Czy rzeczywiście tak jest?

Gdy wchodzi się do chaty samosioła, bardzo trudno z niej wyjść, bo wizyta nigdy nie kończy się na krótkiej rozmowie. Babuszka od razu chce ugościć przyjezdnych i w kilka minut na stole pojawia się pełno jedzenia, choć zapowiadamy się tylko na chwilę. Nie pomagają tłumaczenia, że tego dnia odwiedziliśmy już kilka innych domów i zjedliśmy kilka obiadów, bo gospodarze i tak nalegają, by spróbować także u nich. Ta niezwykła gościnność wynika zapewne z rzadkich odwiedzin, dlatego chcą zatrzymać gości jak najdłużej. Co więcej, trudno wyjść nie tylko przez kolejne potrawy, ale też dlatego, że są to bardzo przyjaźni ludzie, szczerze zainteresowani rozmową i łatwo nawiązać z nimi kontakt.

Jednocześnie życie w Strefie Wykluczenia dalekie jest od sielskiego obrazka. Czy faktycznie są to ludzie, o których świat w dużej mierze zapomniał?

Kiedy spotkałem wspomnianą już babuszkę Olgę, początkowo myślałem, że powinienem jedynie wezwać odpowiednie służby, bo to ktoś inny powinien pomagać. Jednak szybko pojawiło się pytanie, kto właściwie miałby to robić. Okazało się, że nikt się tymi ludźmi nie interesuje, więc w pewnym sensie przypadkowo spadło to na mnie, choć wcale na to nie narzekałem. Gdy zacząłem poznawać ich historie, sam chciałem się w to zaangażować i od tego jednego spotkania wszystko się zaczęło. Napisałem książkę, zacząłem opowiadać o ich losach i stałem się swego rodzaju badaczem ich życia. Poznałem niemal wszystkich samosiołów, zdarzało mi się spać w ich chatach w opuszczonych wioskach i zobaczyć codzienność z bliska. Często mówią, że gdyby nie nasza pomoc, już by ich tam nie było i wierzę, że to prawda.

Życiu w cieniu promieniowania daleko do przepisu na zdrowie. Na jakie choroby i problemy zdrowotne szczególnie narażeni są mieszkańcy Strefy Wykluczenia?

Przede wszystkim są to choroby typowe dla podeszłego wieku, ponieważ większym zagrożeniem niż promieniowanie jest dla nich starość. Skażenie po katastrofie nie rozłożyło się równomiernie i nie jest tak, że po przekroczeniu granicy strefy poziom promieniowania wszędzie gwałtownie rośnie. W miejscach, gdzie mieszkają samosioły, jest ono stosunkowo niskie, a sama strefa została wyznaczona z dużym zapasem. Nie oznacza to, że tereny nie były skażone, jednak nie w stopniu bezpośrednio zagrażającym życiu. W latach dziewięćdziesiątych przeprowadzono wstępne badania, które wskazywały na większą zachorowalność na nowotwory wśród samosiołów, lecz później ich nie powtarzano, a grupa badawcza była niewielka, więc trudno wyciągać jednoznaczne wnioski. Nie wiadomo, czy promieniowanie rzeczywiście miało decydujący wpływ, czy też był to przypadek statystyczny, albo czy najbardziej narażone osoby zmarły wcześniej, a pozostali ci, którzy mieli więcej szczęścia. To kwestia, o której można długo dyskutować bez ostatecznej odpowiedzi, choć warto dodać, że najstarsza z babuszek dożyła stu lat.

Organizujesz dla samosiołów pomoc humanitarną. Na czym ona polega?

To bardzo prosta forma wsparcia. Jedziemy moim prywatnym samochodem do Czarnobyla i rozwozimy podstawowe produkty spożywcze, takie jak chleb, mąka czy makaron, do samosiołów mieszkających w wioskach. Skupiamy się na osobach w najtrudniejszej sytuacji. Przywozimy rzeczy najprostsze, które w warunkach braku dostępu do sklepu stają się rarytasem. Makaron można przechować na później, natomiast świeży chleb trudno długo trzymać, zwłaszcza gdy miejsce w zamrażarce jest ograniczone, a prąd bywa niestabilny i potrafi zniknąć nawet na miesiąc, szczególnie w czasie wojny. Dlatego właśnie za świeży chleb dziękują nam najczęściej.

W którym momencie poczułeś, że z eksploratora zamieniłeś się w „czarnobylskiego wnusia”?

Stało się to bardzo szybko, bo kiedy zacząłem im pomagać i okazywać autentyczne zainteresowanie, zobaczyli, że mam dobre intencje, dzięki czemu szybko zdobyłem ich zaufanie. To nie były pojedyncze wizyty, w Czarnobylu byłem ponad 120 razy, a u samosiołów spędziłem dziesiątki spotkań, podczas których przeżywaliśmy razem różne sytuacje, także śmierć innych mieszkańców. Z czasem relacje stały się bardzo bliskie i zaczęły przypominać więzi rodzinne. Dziś wygląda to tak, jakbym odwiedzał krewnych mieszkających daleko, do których co jakiś czas się wraca i z którymi dzieli się ważne momenty życia.

A co skłoniło Cię do montowania na drzwiach domów samosiołów specjalnych tabliczek?

Impulsem były słowa jednej z babuszek, która powiedziała, że kiedyś nie było miesiąca bez śmierci, a dziś to zdanie przestało być aktualne, bo samosiołów zostało już bardzo niewielu. Zauważyłem, że gdy ktoś umiera, jego chata po krótkim czasie zaczyna wyglądać jak wszystkie opuszczone domy w okolicy, stopniowo się zapada, niszczeje i znika wraz z całą historią ukrytą w środku. Stare fotografie, przedmioty i ślady życia ulegają zniszczeniu, a ponieważ wszystko znajduje się na potencjalnie skażonym terenie, nie trafia do muzeów i pozostaje zapomniane. Dlatego zacząłem montować na drzwiach tabliczki ze zdjęciem, imieniem i nazwiskiem, datą urodzenia i śmierci oraz krótką informacją o tym, kim był dany mieszkaniec. Dzięki temu opuszczona chata przestaje być anonimowa i odzyskuje ludzką historię, a pamięć o jej mieszkańcu może przetrwać choćby kilka lat dłużej, zanim budynek ostatecznie zniknie.

Jak na życie mieszkańców Strefy Wykluczenia wpłynęła rosyjska agresja na Ukrainę 24 lutego 2022 roku?

Bardzo negatywnie, bo Rosjanie zajęli Czarnobyl już pierwszego dnia wojny, a Ukraińcy wycofali się, by skupić obronę wokół Kijowa. Wojna dodatkowo pogłębiła ich izolację i trudną sytuację. Ci ludzie chcieli jedynie spokojnie dożyć swoich dni w domach, do których wrócili po katastrofie, tymczasem znaleźli się pod rosyjską okupacją trwającą około pięciu tygodni. W tym czasie nie dostarczano im żywności, a żołnierze nie interesowali się ich losem, więc przetrwali głównie dzięki zapasom przywiezionym przez nas tuż przed zajęciem strefy.

Odchodzą nie tylko ostatni ludzie Czarnobyla, ale z czasem znikają też całe miejscowości. Czy ten proces jest już nieunikniony?

Niestety tak. Już dziś Prypeć przestaje wyglądać jak miasto, a budynki stopniowo niszczeją i w końcu zamienią się w porośnięte lasem gruzowisko. Wioski znikną jeszcze szybciej, ponieważ drewniane chaty rozkładają się znacznie prędzej niż betonowe bloki, aż w końcu nie pozostanie po nich żaden ślad.

Swoją książkę kończysz bardzo mocnymi słowami, że kiedy już nikogo nie będzie, wrócisz do Prypeci i umrzesz tam jak ostatni człowiek Czarnobyla. Co chciałeś przez to powiedzieć?

Zostawiłem tu przestrzeń do interpretacji dla Czytelników, bo każdy może odczytać te słowa na swój sposób. Moja przygoda z Czarnobylem zaczęła się od Prypeci, później wyjechałem stamtąd i zacząłem odwiedzać wioski samosiołów, poznając ich historie i życie. Kiedy ich zabraknie, wrócę do miejsca, od którego wszystko się zaczęło, a wraz z odejściem ostatnich mieszkańców zakończy się ludzka część Czarnobyla. Resztę znaczeń pozostawiam już odbiorcom, którzy mogą dopowiedzieć sobie, co oznacza powrót do Prypeci i bycie ostatnim człowiekiem Czarnobyla.

I tutaj postawmy kropkę. Dziękuję Ci za rozmowę oraz za nasze spotkanie w Czemiernikach.

Dziękuję za zaproszenie i rozmowę.

 

Data publikacji: 17.04.2026 r.

 

 

 

 

„Ostatni ludzie Czarnobyla”

Rok wydania: 2025

 

 

„Ostatni ludzie Czarnobyla” to poruszająca opowieść o samosiołach – babuszkach i dziaduszkach, którzy mimo katastrofy i skażenia radioaktywnego wrócili do swoich domów w Czarnobylskiej Strefie Zamkniętej.

Samotni, zapomniani, odcięci od świata – ostatni z ostatnich. Z blisko 1600 powracających, dziś została już tylko garstka.

Ich historie przedstawia Krystian Machnik – polski podróżnik i reportażysta, który w Czarnobylu spędził ponad 430 dni, stając się dla samosiołów przybranym wnukiem i dokumentując ich niezwykłe życie w cieniu elektrowni jądrowej.

To książka o przywiązaniu do ziemi, o sile pamięci i cichym oporze wobec przemijania.

Źródło: https://ostatniludzieczarnobyla.pl/