Ostatni świadkowie Czarnobyla
Czarnobyl to nie jedno miejsce, ale ogromny obszar i tysiące ludzkich historii – mówił Krystian Machnik podczas spotkania w Czemiernikach, zorganizowanego na kilka dni przed 40. rocznicą katastrofy, której skutki są odczuwalne do dziś. Jego prelekcja była nie tylko relacją z obszarów dotkniętych tragedią, ale przede wszystkim poruszającą opowieścią o ludziach żyjących w cieniu wydarzeń sprzed czterech dekad.

17 kwietnia 2026 roku Centrum Kulturalno-Integracyjne w Czemiernikach wypełniło się po brzegi. Gościem 59. edycji „Radzyńskich Spotkań z Podróżnikami” był Krystian Machnik, podróżnik, reportażysta i autor książki „Ostatni ludzie Czarnobyla”. Jest też przewodnikiem, doświadczonym eksploratorem stref w Czarnobylu i Fukushimie, założycielem strony Napromieniowani.pl oraz organizatorem pomocy humanitarnych.
Data spotkania nie była przypadkowa. Odbyło się ono tuż przed 40. rocznicą katastrofy w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej, jednego z największych wypadków energetycznych w historii współczesnej Europy.
Wydarzenie otworzyła Monika Jeż-Cholewa, kierownik referatu kultury urzędu miejskiego w Czemiernikach. – Cieszymy się, że nasza miejscowość znalazła się na mapie „Radzyńskich Spotkań z Podróżnikami” – podkreśliła, witając licznie zgromadzonych gości, w tym starostę powiatu radzyńskiego Szczepana Niebrzegowskiego oraz burmistrza Czemiernik Arkadiusza Filipka.
W tematykę spotkania uczestników wprowadził pomysłodawca cyklu „Radzyńskich Spotkań z Podróżnikami” i prezes Radzyńskiego Stowarzyszenia „Podróżnik” Robert Mazurek. – Wybuch w elektrowni w Czarnobylu miał wpływ na losy wielu ludzi, zmieniając całkowicie ich życie – zaznaczył.
To nie tylko punkt na mapie
Pierwsza część była wprowadzeniem w realia katastrofy z 26 kwietnia 1986 roku. Krystian Machnik rozpoczął od uporządkowania podstawowych pojęć, które często są mylone.
– Czarnobyl to nie punkt na mapie ani jedno miejsce, gdzie doszło do katastrofy. To strefa wykluczenia o powierzchni około 2,6 tys. km² obejmująca 96 opuszczonych miejscowości, tzw. Czarnobylska Strefa Zamknięta – tłumaczył.
Podkreślił, że sama elektrownia nie znajdowała się w mieście Czarnobyl, lecz kilkanaście kilometrów dalej, natomiast najbardziej znana Prypeć leżała zaledwie 3 km od reaktora.
Szczegółowo wyjaśniał mechanizmy tragedii, wskazując na splot wielu czynników – od wad konstrukcyjnych reaktora RBMK, po błędy ludzkie i niebezpieczne procedury testowe. – Do wybuchu nie doszło podczas normalnej eksploatacji, ale podczas testu bezpieczeństwa. To był splot czynników: wad technologii, procedur i decyzji operatorów, którzy – nieświadomi konsekwencji – doprowadzili do gwałtownego wzrostu mocy – mówił.
Jak podkreślał, katastrofy tego typu nigdy nie mają jednej przyczyny. – Zazwyczaj są to setki elementów, które nakładają się na siebie i w danym momencie wydają się tak mało prawdopodobne, że zostają zbagatelizowane – zaznaczył.
Dodał również, że doświadczenie Czarnobyla stało się ważną lekcją dla świata techniki i bezpieczeństwa. – Nauczyło nas, że nawet rzeczy uznawane za nieprawdopodobne trzeba brać pod uwagę – podsumował.
Milczenie i półprawdy
Krystian Machnik zwrócił także uwagę na dezinformację, jaka towarzyszyła wydarzeniom w 1986 roku – Czytałem, co w tamtym czasie pisały o wybuchu polskie gazety, bo byliśmy krajem, który został dotknięty skutkami wypadku, a jednocześnie pozostawaliśmy „pod butem” Moskwy, więc nie za bardzo można było o tym mówić. Tym bardziej, że przekaz z Kremla brzmiał: „dziwne, że u was jest radiacja, bo u nas nic się nie stało” – opowiadał, dodając, że informacje medialne ograniczały się jedynie do wzmianki w prasie z 29 kwietnia. Dzień później pojawiały się już sugestie, że reaktor może zostać ponownie uruchomiony, a wokół zdarzenia narosły jedynie niepotwierdzone doniesienia. – Tymczasem w rzeczywistości w miejscu elektrowni nie istniał już reaktor, został jedynie krater – mówił.
Wyjaśnił także, dlaczego radioaktywne opady nie rozłożyły się równomiernie na terenie wokół elektrowni. Kluczową rolę odegrał wiatr, który w chwili katastrofy wiał na zachód, powodując znacznie większe skażenie w tym kierunku.
Sarkofag i Arka – walka z niewidzialnym zagrożeniem
Krystian Machnik opowiedział również o tym, co wydarzyło się po katastrofie – o budowie prowizorycznego sarkofagu i późniejszym powstaniu ogromnej stalowej Arki, która w 2016 roku przykryła zniszczony reaktor. – To konstrukcja tak wielka, że zmieściłaby się pod nią Statua Wolności – obrazowo opisywał. – Budowano ją 300 m od reaktora, by ograniczyć ekspozycję pracowników na promieniowanie. To projekt międzynarodowy – brał w nim udział cały świat, także Polacy – zaznaczył.
Jednocześnie obalał mity związane z promieniowaniem. – Dziś największym zagrożeniem nie jest samo promieniowanie, ale wchłonięcie radioaktywnych cząstek do organizmu – wyjaśniał. Opowiadał o zasadach bezpieczeństwa w strefie: ograniczaniu czasu przebywania, stosowaniu masek, kontroli dozymetrycznej przy wyjeździe. – Większość terenów jest dziś stosunkowo bezpieczna. Są jednak miejsca, gdzie poziom skażenia jest bardzo wysoki – podkreślił.
Przywołał także własne doświadczenia z eksploracji najbardziej niebezpiecznych obszarów, w tym sterowni czwartego reaktora.
Prypeć – symbol opuszczenia
Szczególne miejsce w opowieści zajęła Prypeć – symbol opuszczenia. – To miasto formalnie istnieje, ale liczba mieszkańców wynosi 0, podczas gdy przed katastrofą było ich ok. 50 tys. – mówił.
Opisywał charakterystyczne obrazy strefy wykluczenia: opuszczone szkoły, przedszkola, puste bloki mieszkalne, w których z zewnątrz wszystko wydaje się nienaruszone, podczas gdy w środku czas zatrzymał się w 1986 roku. Wspominał także słynny diabelski młyn w mającym zostać otwartym z okazji Święta Pracy wesołym miasteczku. Nikt nigdy nie skorzystał z tej rozrywki.
– Wchodząc do takich miejsc, widzi się wycinanki dzieci, zeszyty, podpisy na ścianach. Masz wrażenie, że ludzie wyszli na chwilę i zaraz wrócą – relacjonował.
Jaki ze mnie samosioł?
W drugiej części spotkania Krystian Machnik opowiadał o samosiołach – osobach, które po ewakuacji wróciły do strefy wykluczenia. – Słowo samosioł, po polsku samoosiedleniec, jest trochę mylące, bo sugeruje kogoś, kto tam przyszedł i się osiedlił. Choć przywykli do tego określenia, nie lubią go. Mówią: „jaki ze mnie samosioł, jak ja tu zawsze mieszkałam, po prostu mnie stąd ewakuowali i wróciłam” – tłumaczył.
Powroty zaczęły się już rok po katastrofie. – Czemu wracali? Wprawdzie otrzymali odszkodowania, domy, a w niektórych przypadkach budowano dla nich nawet wioski, jednak w praktyce nie potrafili odnaleźć się w nowej rzeczywistości – opowiadał Krystian Machnik. Jak podkreślał, wiele osób spotykało się z ostracyzmem społecznym jako „ci z Czarnobyla”. Strach przed promieniowaniem i niezrozumienie jego natury sprawiały, że byli piętnowani i izolowani – przechodzono na drugą stronę ulicy, a dzieciom zabraniano kontaktów z ich rówieśnikami.
Równocześnie narastała tęsknota za miejscem, z którego pochodzili. – To byli ludzie, którzy tam się urodzili, wychowali, spędzili całe życie – zaznaczał. Żeby dostać się do swoich domów, przechodzili przez druty kolczaste. Jednych milicja usuwała siłą, inni po pewnym czasie sami rezygnowali, widząc, że nie ma tu już warunków do normalnego życia. Najbardziej uparci wracali wielokrotnie, aż władze machnęły na nich ręką.
Polskie wnuczki przyjechały
Dziś w strefie pozostało zaledwie kilkanaście osób. Najwięcej w samym mieście Czarnobyl oraz we wsiach Kupowate i Teremci. Doskwierają im choroby podeszłego wieku i przeraźliwa samotność. Podróżnik od lat nie tylko dokumentuje ich życie, ale także pomaga im przetrwać. Organizuje transporty żywności i podstawowych produktów. – Przywozimy paczki po 20-30 kg. Często słyszymy, że bez nas już by ich tam nie było. Cieszą się na nasz widok, mówiąc: „polskie wnuczki przyjechały” – opowiadał.
Szczególnym elementem działalności polskich wolontariuszy jest upamiętnianie zmarłych mieszkańców. – Kiedy odchodzi samosioł, jego dom szybko staje się jednym z wielu opuszczonych. Chcieliśmy, żeby każda historia miała swoje imię – tłumaczył. Dlatego na domach montowane są tabliczki z imieniem, datami urodzenia i śmierci oraz krótkim opisem. To prosty gest, który przywraca imiona miejscom – inaczej stałyby się anonimowe.
Wojna przyszła do strefy
Trzecia część spotkania dotyczyła najnowszej historii – wojny w Ukrainie i jej wpływu na Czarnobyl. Prelegent pokazał nagrania z 2022 roku, gdy rosyjskie wojska wkroczyły do strefy.
– Wjechało tam tysiąc czołgów. Zdobyli Czarnobyl w jeden dzień bez żadnej walki, bo wojska ukraińskie wycofały się, by skupić obronę wokół Kijowa. Zniszczyli pocztę, która jako jeden z nielicznych obiektów użyteczności publicznej, tam funkcjonowała. Kradli, grabili, wywożąc na Białoruś m.in. sprzęt elektroniczny, twarde dyski, samochody, a nawet felgi – mówił.
Rosjanie, przejeżdżając przez strefę, doprowadzili do ponownego skażenia. Czołgi poruszające się po radioaktywnej glebie rozorały ją, co spowodowało unoszenie się pyłu zawierającego radionuklidy. Wyzwolenie Czarnobyla nastąpiło 1 kwietnia. Jednak wojska ukraińskie są tam do dzisiaj, bo – jak mówił Krystian Machnik – wiedzą, że to miejsce ma znaczenie strategiczne i że Rosjanie mogą próbować wrócić. Przez strefę wykluczenia prowadzi najkrótsza droga z granicy do Kijowa, więc nie ma wątpliwości, że teren ten pozostaje potencjalnie zagrożony.
Historie, które zostają
Jak samosioły przeżyły okupację? Jak podkreślał Krystian Machnik, na szczęście Rosjanie w dużej mierze nie interesowali się nimi – uznali, że kilka starszych osób mieszkających w odciętych wsiach nie ma dla nich żadnego znaczenia. – Po co im kilkanaście babuszek – mówił.
Najbardziej dramatyczny los spotkał jednak Wiktora Pietrowicza Łukianenkę, znanego jako dziadek Wiktor, ostatniego mieszkańca miasta Poliske w zachodniej części strefy. Po śmierci żony chciał już tylko dożyć swoich dni i zostać pochowany obok niej. Do końca pozostawał też aktywny – był pszczelarzem, który udowadniał, że nawet w opuszczonym mieście można mieć codzienność i pasję.
Jak relacjonował Krystian Machnik, podczas okupacji Rosjanie natknęli się na niego przypadkiem. 83-letni mężczyzna został zatrzymany, założono mu worek na głowę, przewieziono na Białoruś, gdzie był przetrzymywany, poniżany i bity. Trafił do miejsca odosobnienia, w którym przez długi czas nie wiedział nawet, gdzie się znajduje. Jego samochód – jeden z nielicznych wśród samosiołów – został ostrzelany i spalony, a dom ograbiony.
Po około miesiącu Wiktor zdołał porozmawiać z jednym z rosyjskich żołnierzy. Poprosił go, by zadzwonił do jego córki, która mieszkała w Rosji. Udało jej się odnaleźć ojca, wykupić z niewoli i wywieźć w bagażniku. Zamieszkał w jej domu. – Chciał umrzeć w Poliske, a umarł w Rosji – mówił Krystian Machnik, dodając, że rozmawiał z nim później przez wideopołączenie i usłyszał całą historię z jego ust. – Pytał mnie wtedy, ile kosztuje Łada na Ukrainie, bo chciał wrócić do domu – wspominał.
Jak podkreślał, takich historii jest więcej. – Samosiołów przez lata nie wygoniła radiacja, tylko Rosjanie – podsumował.
Pomoc mimo wszystko
Mimo wojny Krystian Machnik nie przerwał swojej działalności i nadal pomaga mieszkańcom strefy. Jak opowiadał, wraz ze współpracownikami organizuje transporty z żywnością i podstawowymi produktami dla samosiołów, którzy często nie mają żadnego innego wsparcia. Tym bardziej że są miejsca całkowicie odcięte, gdzie pomoc dociera w wyjątkowo trudnych warunkach, przy wsparciu policji i wojska. – Żeby dostarczyć dary dla kilku osób, angażuje się kilkanaście – podkreślał, opisując wyprawy do najbardziej izolowanych osad, gdzie jedynym środkiem transportu bywa motorówka, a każda taka podróż wymaga ścisłej współpracy z ukraińskimi służbami.
Na zakończenie spotkania nie zabrakło pytań od publiczności, m.in. o serial „Czarnobyl”, który Krystian Machnik ocenił jako jeden z najbardziej wiarygodnych obrazów tamtych wydarzeń.
Więcej niż wiedza
– Robi pan naprawdę bardzo dobrą robotę, coś pięknego. Ktoś kiedyś powiedział, że człowiek nie jest misjonarzem przez to, że cytuje Ewangelię, tylko przez to, jak żyje i jaki jest dla innych. Jest pan tego dowodem. Dziękuję za to spotkanie – zwrócił się do prelegenta starosta Szczepan Niebrzegowski. W swoim wystąpieniu nawiązał także do 1986 roku i pierwszych informacji o katastrofie w Czarnobylu, przywołując wspomnienia związane m.in. z płynem Lugola i atmosferą tamtego czasu.
Burmistrz Czemiernik Arkadiusz Filipek zaznaczył, że było to pierwsze takie spotkanie w gminie. – I od razu wyjątkowe – podkreślił, również odnosząc się do pamiętnych wydarzeń z 1986 roku i pierwszych reakcji w Polsce po katastrofie. – Dziękuję za przypomnienie tej historii – dodał.
Na zakończenie spotkania Krystian Machnik otrzymał tradycyjną karykaturę i pamiątkowy medal – będące stałym elementem podziękowań dla gości „Radzyńskich Spotkań z Podróżnikami”. Ten drugi wręczono również burmistrzowi Arkadiuszowi Filipkowi za gościnność oraz serdeczne przyjęcie w Czemiernikach.
Prelekcja Krystiana Machnika pozostawiła po sobie coś więcej niż wiedzę. To była opowieść o świecie, który formalnie przestał istnieć, ale wciąż trwa w ludzkich historiach. I o ludziach, którzy – mimo wszystko – zostali u siebie. A frekwencja i reakcje uczestników potwierdziły, że „Radzyńskie Spotkania z Podróżnikami” wciąż cieszą się dużym zainteresowaniem. Nawet jeśli trzeba na nie dojechać.
Patronat honorowy nad 59. edycją „Radzyńskich Spotkań z Podróżnikami” objęli marszałek województwa lubelskiego Jarosław Stawiarski, starosta radzyński Szczepan Niebrzegowski, burmistrz miasta Czemierniki Arkadiusz Filipek. Wsparcia organizacyjnego i finansowego udzielili: Nadleśnictwo Radzyń Podlaski, Bank Spółdzielczy w Radzyniu Podlaskim, TfN Biuro Dokumentacji Środowiskowej oraz Hotel Restoria. Zadanie zostało również zrealizowane przy wsparciu Powiatu Radzyńskiego. Patronat medialny nad wydarzeniem sprawowali: magazyn „Kontynenty”, „Turysta PTTK”, TVP3 Lublin, Radio Lublin, Katolickie Radio Podlasie, „Dziennik Wschodni”, „Echo Katolickie”, „Słowo Podlasia”, „Wspólnota Radzyńska”, „Informator Powiatowy” oraz portale: Lublin112.pl, Podlasie24.pl, Podlaski.info, RadzynInfo.pl i Kocham Radzyń Podlaski.
Jolanta Krasnowska-Dyńka

Data publikacji: 22.04.2026 r.