Amazonka, ciężarówki i marzenia
Gościem 60. edycji „Radzyńskich Spotkań z Podróżnikami” był Dawid Andres. Podróżnik znany z programu „Ciężarówką przez Stany” opowiadał nie tylko o ekstremalnej wyprawie rowerem przez Amazonkę, ale także o życiu, które zmieniły marzenia, przypadki i odwaga do podjęcia ryzyka. Były wzruszenia, śmiech, opowieści o piratach, dżungli i braterskiej więzi, która pomogła przetrwać jedną z najtrudniejszych ekspedycji.

Radzyń Podlaski po raz kolejny stał się miejscem spotkania miłośników podróży i niezwykłych historii. 7 maja 2026 roku odbyła się jubileuszowa, 60. edycja „Radzyńskich Spotkań z Podróżnikami”. Bohaterem wydarzenia był Dawid Andres – kierowca ciężarówki i prezenter telewizyjny znany m.in. z programu „Ciężarówką przez Stany”, który od lat inspiruje ludzi swoimi wyprawami i autentycznością.
Wydarzenie rozpoczęło się na Skwerze Podróżników, gdzie podróżnik odsłonił swoją symboliczną tabliczkę upamiętniającą wizytę w Radzyniu Podlaskim. Było to już 25. takie wyróżnienie z charakterystycznym motywem niedźwiedziej łapy, nawiązującym do herbu miasta.
– Jestem bardzo wzruszony. W końcu zostałem doceniony jako podróżnik, a nie celebryta – powiedział. Otrzymał również pamiątkowy medal „Radzyńskich Spotkań z Podróżnikami”.
Siedem lat starań
Jak przyznał Robert Mazurek, prezes Radzyńskiego Stowarzyszenia „Podróżnik”, zaproszenie Dawida Andresa do Radzynia nie było łatwe. – Pierwszy raz napisałem do niego ponad siedem lat temu. W końcu się udało – podkreślił.
Wieczorne spotkanie autorskie odbyło się w Hotelu Restoria. Sala wypełniła się mieszkańcami, którzy przyszli posłuchać opowieści o świecie, przygodzie i ludzkiej determinacji. Andres szybko nawiązał kontakt ze słuchaczami, a jego opowieść odbiegała od klasycznej prezentacji podróżniczej. Była raczej osobistą historią człowieka, który przez lata szukał swojego miejsca i sensu życia.
Jak wspominał, jego pasja narodziła się już w dzieciństwie, gdy jako ministrant oglądał zdjęcia przesyłane z Madagaskaru przez jednego z księży misjonarzy. – Patrzyłem na te fotografie i marzyłem o świecie. Myślę, że wtedy to wszystko zakorzeniło się w mojej głowie – przyznał.
Później wyjechał do pracy na statkach pasażerskich, a potem pracował na budowie w Chicago. Tam poznał swoją przyszłą żonę, z którą zaczął podróżować po świecie. Jednocześnie przyznawał, że mimo kolejnych doświadczeń wciąż towarzyszyło mu poczucie niedosytu. – Zawsze mi czegoś brakowało. Mama mówiła, że wciąż biegam, czegoś szukam i tak naprawdę nie wiem, czego chcę od życia – wspominał.
Z czasem coraz wyraźniej dojrzewało w nim pragnienie zrealizowania największego marzenia. – Chciałem przeżyć Amazonkę – przygodę, z której jestem najbardziej dumny. To ona zmieniła moje życie i uczyniła mnie lepszym człowiekiem – podkreślał.
Dawałem sobie 50% szans
Wszystko zaczęło się od książki Joe Kane „Z nurtem Amazonki”, w której autor opisał pionierską wyprawę Piotra Chmielińskiego kajakiem przez Amazonkę – od źródeł rzeki aż po jej ujście do Atlantyku. – Kiedy przeczytałem tę książkę, zwariowałem. Powiedziałem sobie: to jest właśnie to, co chciałbym zrobić – wspominał Andres.
Wtedy podjął decyzję o wyprawie. Jak podkreślał, Amazonka od początku była dla niego marzeniem, ale jednocześnie ogromnym ryzykiem, którego miał pełną świadomość. Dawał sobie 50% szans na powrót. Zanim jednak wyruszył, zabrał rodzinę w miesięczną podróż z Arizony na Alaskę. – Nie powiedziałem tego żonie, ale potraktowałem to jako ostatnie wakacje z bliskimi i w pewnym sensie pożegnanie na wypadek, gdyby coś się nie udało – przyznał.
W sumie do eskapady „Rowerem po Amazonce” przygotowywał się dwa lata. Wraz z bratem Hubertem Kisińskim wyruszył w nią w 30. rocznicę pierwszego przepłynięcia Amazonki od źródła do ujścia przez Piotra Chmielińskiego. Podróżnicy zdecydowali się jednak na wyjątkową formę ekspedycji – nie kajakiem, jak ich poprzednicy, lecz na specjalnie skonstruowanych „rowerach amazońskich”, łączących cechy roweru i katamaranu.
Wystartowali z peruwiańskiej miejscowości Camaná położonej wysoko w Andach. Najpierw pokonywali górskie szlaki, a po dotarciu do Atalaya przesiedli się na specjalnie skonstruowane „rowery amazońskie”.
W ciągu pół roku bracia pokonali około 8 tys. km – 2 tys. km przez góry i ponad 6 tys. km wodami Amazonki. Wyprawa prowadziła przez trzy państwa i wyjątkowo niebezpieczne regiony związane z handlem narkotykami.
Piraci, dżungla i walka o przetrwanie
Amazonka w relacji Dawida Andresa nie była egzotyczną pocztówką z tropików, lecz żywiołem, który nie wybacza błędów. – Rzeka jest bardzo trudna. To nie jest tak, że ludzie nie próbowali jej przepłynąć. Próbowali, ale albo zginęli, albo zostali postrzeleni – mówił.
Podróżnicy wielokrotnie znajdowali się w niebezpieczeństwie. Wspominał spotkania z amazońskimi piratami, napady w dżungli i sytuacje, w których od tragedii dzieliły ich sekundy.
Jedna z najbardziej dramatycznych historii wydarzyła się w tzw. czerwonej strefie kontrolowanej przez handlarzy kokainą i plemiona Asháninka. – Jeden z Indian znalazł w mojej apteczce skalpel i oskarżył nas, że przyjechaliśmy porywać dzieci na organy. Pomyślałem wtedy: jesteśmy w środku dżungli, nie mamy żadnej szansy na ucieczkę – opowiadał. Ostatecznie sytuację udało się załagodzić, a podróżnicy nawet zrobili sobie wspólne zdjęcie z napastnikami, które obiegło media z żartobliwym podpisem: autor „trzeci bandyta”.
Nie brakowało też spotkań z piratami rzecznymi w Brazylii. – Kazali nam stanąć z rękami za głową, pytali o narkotyki. Żeby rozluźnić atmosferę zapytałem ich, czy mają piwo albo narkotyki dla nas. Zaczęli się śmiać i odpłynęli – opowiadał z uśmiechem.
Braterska wyprawa i drugie życie
Najbardziej poruszającym momentem spotkania była opowieść o relacji z bratem Hubertem. Dawid Andres przyznał, że początkowo miał jechać z innym partnerem, jednak ten zrezygnował tuż przed wyprawą. Wtedy zadzwonił Hubert, który przez wiele lat zmagał się z uzależnieniem od narkotyków. – Brał przez 12 lat. Powiedziałem mu kiedyś, że jeśli naprawdę będzie chciał wyjść z tego bagna, to zawsze może na mnie liczyć – mówił wyraźnie wzruszony podróżnik.
Wyprawa stała się dla jego brata symbolicznym nowym początkiem. – Amazonka nas zbliżyła. Dopiero tam go poznałem. To naprawdę dobry człowiek – podkreślał.
Podczas sześciomiesięcznej podróży żyli niemal wyłącznie na rzece – na swoich amazońskich rowerach gotowali, odpoczywali. Zdarzało się, że przez wiele dni nie spotykali żadnych ludzi. – Wieczorem dobijaliśmy do brzegu, Hubert maczetą wycinał drogę w trawie, rozbijaliśmy namiot i rano ruszaliśmy dalej – wspominał Andres.
Choć samotność i trudne warunki były codziennością, kluczowe okazały się spotkania z ludźmi, gdy już się pojawiali. Jak podkreślał podróżnik, potrafili zjednywać sobie mieszkańców Amazonii uśmiechem, humorem i otwartością.
– Podróżowanie to też sztuka rozpoznawania ludzi. Czasem trzeba zaryzykować i zaufać drugiemu człowiekowi. Jak napisał Piotr Chmieliński w książce „Rowerem po Amazonce. Bracia Dawid Andres i Hubert Kisiński w podróży po największej rzece świata”, mieliśmy z Hubertem radar do tych właściwych osób – opowiadał, przyznając, że coś w tym jest, bo zdarzało się, że wchodzili w miejsca, które nie dawały poczucia bezpieczeństwa, ale potrafili też wyczuć, gdzie zostaną dobrze przyjęci.
– Hubert mówił: „Dawid, to nie tu, płyniemy dalej”. I rzeczywiście płynęliśmy dalej, aż trafialiśmy na fantastycznych ludzi – relacjonował.
W takich miejscach budowali relacje, uczestniczyli w codziennym życiu mieszkańców, tańczyli, świętowali i wspólnie spędzali czas. Jedno z takich spotkań przypadło nawet na Boże Narodzenie spędzone w kolumbijskiej wiosce. – Kupiliśmy choinkę, lampki, a na opakowaniu był napis „Made in Poland”. W środku Amazonii zrobiło to na mnie ogromne wrażenie – wspominał.
Z czasem – jak podkreślał Andres – więź z Amazonką i ludźmi stała się czymś kluczowym dla przetrwania.
– Indianie mówią, że jeśli naprawdę pokochasz Amazonkę, ona ci się odwdzięczy. I my ją pokochaliśmy. Tak mocno, że uratowało nam to życie – przyznał.
Największe osiągnięcie
Choć dziś Dawid Andres kojarzony jest przede wszystkim z telewizją i programem „Ciężarówką przez...”, podczas spotkania wielokrotnie podkreślał, że największym osiągnięciem jego życia pozostaje wyprawa przez Amazonkę. – Wyruszyłem w nią, żeby znaleźć to, czego szukałem. Hubert natomiast chciał przeżyć piękną przygodę, ale też odbić się od dna. Nigdzie tego nie zgłaszaliśmy, nie relacjonowaliśmy w social mediach. Zresztą nie miałem nawet wtedy telefonu. To Piotr Chmieliński nas wypromował, publikując materiały m.in. w „National Geographic”, a następnie opisując całą historię w książce „Rowerem po Amazonce. Bracia Dawid Andres i Hubert Kisiński w podróży po największej rzece świata”. Gdyby nie on, nikt by się o tej ekspedycji nie dowiedział – mówił Andres.
Kilka dni po zakończeniu wyprawy bracia pojawili się na Ogólnopolskich Spotkaniach Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów w Gdyni. To największy festiwal podróżniczy w Europie. – Siedzieliśmy na sali wśród kilku tysięcy ludzi i nagle usłyszeliśmy, że dostajemy „Kolosa” w kategorii „Wyczyn Roku 2015”. Cieszyliśmy się jak dzieci – wspominał.
Po festiwalu otrzymał propozycję stworzenia programu telewizyjnego. – Kiedy zapytano mnie, czy mam na niego pomysł, odpowiedziałem: pokażmy moje życie kierowcy ciężarówki i to, jak z tej perspektywy zwiedzam świat. I tak powstało „Ciężarówką przez...” – opowiadał o początkach pracy w telewizji.
Program okazał się ogromnym sukcesem i został przetłumaczony na wiele języków.
Najważniejsza jest droga
Spotkanie w Radzyniu było jednak czymś więcej niż relacją z ekstremalnej wyprawy. Andres dużo mówił o życiu, spełnianiu marzeń i szukaniu własnej drogi. Wspominał początki podróżniczej pasji, m.in. pracę na statkach pasażerskich. To doświadczenie całkowicie zmieniło jego sposób patrzenia na świat. To właśnie tam nauczył się języków obcych, poznał ludzi z różnych krajów i po raz pierwszy zobaczył, jak wygląda życie poza Polską. – Zrozumiałem też, że wszyscy jesteśmy tacy sami. Różnią nas tylko kolor skóry, religia i polityka – stwierdził.
Szczególnie mocno wybrzmiały jego refleksje na temat podróżowania i życia. Andres podkreślał, że to właśnie Amazonka najbardziej go zmieniła i nauczyła patrzeć na świat z większym spokojem.
– Amazonka bardzo mnie ukształtowała. Zrozumiałem, że w przygodzie najpiękniejsza jest sama droga, którą pokonujemy, bo koniec to już koniec. Tak samo dziś podchodzę do życia. Nie wybiegam już w przyszłość i nie szukam ciągle czegoś nowego. Jestem spokojny. Mogę powiedzieć, że gdybym jutro miał umrzeć, odszedłbym spełniony. Cieszę się każdą chwilą, tym, że żyję i mam wspaniałą rodzinę – podsumował.
Całość spotkania uzupełniały zdjęcia i nagrania z wyprawy. Publiczność żywo reagowała na kolejne historie – od dramatycznych opowieści o zagrożeniach po pełne humoru anegdoty z życia w dżungli.
Na zakończenie wieczoru Dawid Andres otrzymał pamiątkową karykaturę przygotowaną specjalnie dla gościa.
Po części oficjalnej uczestnicy jeszcze długo ustawiali się w kolejce po autografy, wspólne zdjęcia i krótką rozmowę z podróżnikiem. Dużym zainteresowaniem cieszyła się także książka Piotra Chmielińskiego „Rowerem po Amazonce. Bracia Dawid Andres i Hubert Kisiński w podróży po największej rzece świata”, opisująca niezwykłą ekspedycję braci.
Jubileuszowa, 60. edycja „Radzyńskich Spotkań z Podróżnikami” po raz kolejny pokazała, że mieszkańcy Radzynia Podlaskiego wciąż chcą słuchać prawdziwych historii – nie tylko o dalekich krajach, ale przede wszystkim o ludziach, którzy mają odwagę realizować marzenia mimo strachu, ryzyka i przeciwności losu.
Jolanta Krasnowska-Dyńka

Data publikacji: 14.05.2026 r.